Wrocław ma szczęście do Królowej Mórz. Operowa „Yemaya” zachwyca

Trzy lata temu Wrocławski Teatr Lalek swoje 70-lecie uczcił niezwykle piękną inscenizacją tekstu Małgorzaty Sikorskiej-Miszczuk „Yemaya – Królowa Mórz”. Dziś po to libretto, opatrzone muzyką Zygmunta Krauzego, sięgnęła Opera Wrocławska i zaproponowała cudowną, kolorową opowieść o sile dziecięcej wyobraźni, która potrafi zły świat uczynić pięknym i dobrym. 

  • fot. Marta Ankiersztejn-Węgier

  • fot. Marta Ankiersztejn-Węgier

  • fot. Marta Ankiersztejn-Węgier

  • fot. Marta Ankiersztejn-Węgier

  • fot. Marta Ankiersztejn-Węgier

  • fot. Marta Ankiersztejn-Węgier

  • fot. Marta Ankiersztejn-Węgier

  • fot. Marta Ankiersztejn-Węgier

  • fot. Marta Ankiersztejn-Węgier

  • fot. Marta Ankiersztejn-Węgier

  • fot. Marta Ankiersztejn-Węgier

  • fot. Marta Ankiersztejn-Węgier

  • fot. Marta Ankiersztejn-Węgier

  • fot. Marta Ankiersztejn-Węgier

  • fot. Marta Ankiersztejn-Węgier

  • fot. Marta Ankiersztejn-Węgier


2 października, w dniu premiery, na widowni wrocławskiej Opery zasiadło wielu bardzo młodych ludzi, ale byli także dorośli. Podczas gdy ci pierwsi otwierali oczy w zachwycie nad cudownie wykreowanym, kolorowym, magicznym podwodnym światem, w którym panowała, również nieziemskiej urody, królowa Yemaya (urzekająca Bożena Bujnicka), drudzy – ukradkiem ocierali z oczu łzę w scenie, gdy mały bohater Omar (niezwykle zdolna 14-letnia Helena Czech) „przebacza” ojcu (posągowy Tomasz Rudnickijego byłą surowość i obaj zdają sobie sprawę, jak wielką miłością i przywiązaniem się darzą.

Bożena Bujnicka jako Yemaya, fot. Marta Ankiersztejn-Węgier

Opowieść nutami niesiona

Omar to kilkuletni chłopiec, który po stracie mamy nie może dogadać się z ludzkim światem – rówieśnikami czy nawet własnym tatą – woli za to rozmawiać z Balkonem (Maciej Krzysztyniak), rosnącymi na nim kwiatkami (urocze Fiołki– Hanna Sosnowska i Aleksander Zuchowicz, Róża – Sylwia Miazga) czy z kranem, w którym zabrakło wody. Ważne jest to, że Omar żyje w takim miejscu na ziemi, gdzie toczy się wojna – trwają naloty, a budynki miast kładą się w gruzach.

fot. Marta Ankiersztejn-Węgier

Te jedne z pierwszych scen, w których poznajemy i chłopca, i jego ojca – któremu „mało męskie” zachowanie i wyobcowanie syna wcale się nie podobają – pokazane zostały w cudownie oszczędnej, ale bardzo czytelnej w swojej umowności dla młodego widza scenografii (autorstwa Matyldy Kotlińskiej). 

Potem estetycznie jest jeszcze lepiej. Nadchodzącą grozę bombardowania potęgują niespokojny wideomapping oraz muzyka, skomponowana specjalnie do tego przedstawienia przez Zygmunta Krauzego, która na przestrzeni całego, ponad godzinnego spektaklu, jest dziełem doskonałym. Łagodna, a nawet skocznie frywolna w tych momentach, gdy spokój, radość i humor emanują ze sceny. Twarda, z „zimnymi” akordami wtedy, gdy świat i ludzkie serca biją na trwogę.   

Przed premierą kompozytor miał niejakie obawy, że jego „ponuractwo” i to, że „nie umie robić rzeczy lekkich i przyjemnych”, zdominują jego dzieło. Tym bardziej że wobec wyzwania skomponowania opery adresowanej do najmłodszych widzów staje w zasadzie po raz pierwszy. Po tym, co słychać w „Yemayi – Królowej Mórz”, trzeba mieć jednak nadzieję, że nie po raz ostatni...

Ta udana kompozycja Krauzego na szczęście trafiła 2 października pod sprawną batutę Adama Banaszaka i na doskonale dysponowanych muzyków, którym chyba interpetowanie tej partytury również sprawiało przyjemność.

Śpiewakom dała ona zaś mały „wycisk”, zwłaszcza w momentach, gdy z powtarzającymi się słowami libretta musieli wbić się precyzyjnie w muzyczną frazę. Zarówno zawodowcy, jak i pięknie śpiewająca Helenka Czech oraz świetne chóry, w tym dziecięcy, wyszli z tego egzaminu celująco.

Życie na ścieżce śmierci

Gdy Omar i jego ojciec, a także duża grupa uchodźców uciekają z kraju, w którym szaleje wojna, emocje narastają. Wzburzone, szare morze, które widać w oddali, wcale nie przypomina tego, które znamy ze słonecznych wakacji. Na widowni zapadła cisza, dzieci zastygały w swoich fotelach, a niektóre szeptem pytały towarzyszących im dorosłych – co teraz będzie i dlaczego Omar z tatą lecą w powietrzu na balkonie (notabene świetny pomysł na wielofunkcyjne ogranie rekwizytu).

fot. Marta Ankiersztejn-Węgier

Balkon stał się w tej chwili alegorią przepełnionej uchodźcami łodzi, która dryfuje w nieznanym kierunku. Łodzi, z której w końcu Omar wypada, niknie w brunatnej głębinie, ale tylko po to, żeby widz mógł go za chwilę odnaleźć w niezwykłym, bajkowym, barwnym i rozśpiewanym podwodnym świecie, gdzie stworzenia żyją w idealnej symbiozie pod czułym okiem swojej kochanej matki – Królowej Mórz.

fot. Marta Ankiersztejn-Węgier

Dorośli widzowie tę scenę z Omarem wpadającym do wody na pewno skojarzyli z tym, co zainspirowało autorkę, Małgorzatę Sikorską-Miszczuk, do napisania scenariusza – zdjęciem małego syryjskiego uchodźcy, którego ciało morze wyrzuciło na plażę.

Być może powiedzieli o tym swoim dzieciom, a być może – jak twórcy przedstawienia w Operze – przemilczeli ten fakt, żeby chwilowy smutek oblec w radość podziwiania obłędnie kolorowych i wymyślnie odzianych (brawa dla kostiumograf Anny Sekuły!) delikatnych, morskich stworzeń i roślin (tu także znakomite, multimedialne meduzy oraz tancerze baletu), żyjących ze sobą w harmonii... dopóki człowiek nie wyrządzi im krzywdy.

fot. Marta Ankiersztejn-Węgier

A katalog tych krzywd, a nawet zbrodni, które człowiek popełnia na naturze jest ogromny. Raniony śmiertelnie przez bezmyślnych ludzi Rekin Gogo (świetny choreograficznie Jakub Michalski), który swawolami i przekomarzaniem się z podwodnym bractwem, zwłaszcza z Mantą (znakomita Barbara Bagińska), mimo swych ciągle odrastających zębów – nie przeraża, a budzi ogromną sympatię, jest właśnie takim symbolem ludzkiego okrucieństwa.

Podobnie jak widoczne w tle, topiące się w morskiej wodzie różne śmieci, które tonami zalegają dziś na dnach oceanów i innych naturalnych zbiorników na naszej planecie.

Idealna matka...

...to dla Omara, który trafił do podwodnego królestwa, oczywiście Yemaya. Piękna, czuła, mądra, sprawiedliwa. Bo taka właśnie powinna być matka. Taka z pewnością była ta, która chłopca urodziła i którą tak szybko stracił. Pięknie nawiązuje się to uczucie między podwodną panią a zagubionym w nieprzyjaznym, ziemskim świecie chłopcem, który jest pod tak ogromnym urokiem cudnej istoty w szmaragdowej sukni, że prawie wyrzeka się swojego ojca, którego nazywa po prostu wujkiem.

fot. Marta Ankiersztejn-Węgier

Jeszcze więcej odwagi i pewności, że głębiny to dla niego najlepsze miejsce do życia, Omar zyskuje, gdy trafiają tam i jego ukochany Balkon, i Kwiaty, które pielęgnował, i Kawał Ziemi oraz Kamień sprzed ziemskiego domu (zabawni Edward Kulczyk i Bolesław Słowiński). Yemaya daje mu też coraz więcej powodów, by został z nią na zawsze, mówiąc, że ludzie są źli – jak ojciec Omara, o którym chłopiec opowiadał, że był niedobry.

Tymczasem ten „niedobry Ojciec” o głodzie i chłodzie stoi na brzegu morza, do którego wpadło jego dziecko, nawołuje i czeka na nie, z wiarą, że ono żyje. Gdy ta wiadomość trafia do podwodnego królestwa – za sprawą przekaźnika informacji: wielgachnej, fantastycznej bańki powietrza (w tej scenie słychać na widowni zbiorowe „wow!”), Omar zaczyna się wahać. Decyduje się na to, żeby zobaczyć ojca, wyznać mu swoje prawdziwe uczucia, przyznać się do tęsknoty, z wiarą, że namówi go do życia w głębinach. Yemaya bardzo na to liczy.

fot. Marta Ankiersztejn-Węgier

I to są te kolejne niezwykłe sceny, gdy publiczności trudno było opanować łzy wzruszenia. Tym, którzy „kibicowali” Yemai, cierpiącej z powodu utraty „syna”, jak i tym, którzy patrzyli na pękające z bólu serce Ojca i powrót w jego objęcia małego Omara.

Oni obaj wracają potem do swojego świata i domu, a z nimi i zachwycony Balkon, i Kwiaty, a także Kawał Ziemi z turlającym się Kamieniem.

fot. Marta Ankiersztejn-Węgier

W tej operowej bajce, zbudowanej wokół dziecięcej, niewinnej wyobraźni, nie zabrakło nadziei. Zwyciężyły miłość, dobro, przywiązanie... Gdyby z równą siłą mogły przemówić w naszej realnej rzeczywistości... Wyobrażają sobie Państwo? Jeśli jeszcze nie, proszę spróbować pokazać swoim dzieciom, jak mogłoby to wyglądać. „Yemaya – Królowa Mórz” do obejrzenia w Operze Wrocławskiej już w niedzielę, 6 października.   

Yemaya – Królowa Mórz

Yemaya – Królowa Mórz

Dla dzieci
Termin 6 października 2019 12:00

Miejsce Opera Wrocławska

Zobacz

-------------------------------------------------------------

 „Yemaya – Królowa Mórz”, libretto: Małgorzata Sikorska-Miszczuk, muzyka: Zygmunt Krauze, reżyseria: Hanna Marasz, scenografia: Matylda Kotlińska, choreografa: Łukasz Ożga, kostiumy: Anna Sekuła, reżyseria świateł: Tomasz Filipiak, projekcie multimedialne i mapping: Jakub Lech, elektronika: Wojciech Błażejczyk, kierownik chóru: Anna Grabowska-Borys, przygotowanie chóru dziecięcego, Hanna Marasz, Liliana Jędrzejczak, Opera Wrocławska, premiera 1-2 października 2019



Zgłoś uwagę