Wratislavia Cantans 2019. Podsumowanie 54. edycji festiwalu

Tegoroczny festiwal był bodaj najciekawszym z dotychczasowych programowanych przez włoskiego dyrygenta i flecistę Giovanniego Antoniniego. W repertuarze udało się zachować idealny balans między koncertami kameralnymi i tymi na większe obsady, dać pierwszeństwo muzyce wokalno-instrumentalnej. W myśl motta twórcy festiwalu Andrzeja Markowskiego, który w latach 60. w festiwalowej inwokacji zaznaczył, że we Wrocławiu dzieje się actus oratoricus i rozbrzmiewa forma cantatae wszystkich czasów i stylów.  

  • Giovanni Antonini poprowadził wykonanie oratorium Antonia Vivaldiego „Judyta triumfująca”/fot. NFM

  • Koncert Israel Philharmonic Orchestra, prezydent Jacek Sutryk i dyrektor NFM Andrzej Kosendiak witają melomanów/fot. NFM

  • Marcel Pérès i jego Ensemble Organum w Kolegiacie św. Krzyża/fot. NFM

  • Prezydent Jacek Sutryk gratuluje Zubinowi Mehcie przy odsłonięciu tablicy pamiątkowej przed NFM/fot. NFM


Muzyczna podróż

To nie był festiwal, po którego zakończeniu zapamiętamy pojedyncze koncerty. Tym razem będziemy mieć na względzie właściwie wszystkie wydarzenia, każde z nich warte było wzmożonej uwagi, a za sprawą tegorocznego leitmotivu „Południe” udało się Giovanniemu Antoniniemu nakłonić melomanów do odbycia wyjątkowej podróży geograficznej i kulturowej w czasie. Szlakami, których już często nie ma, albo tymi, których znaczenie na przestrzeni wieków diametralnie się zmieniło.

Muzyka obrządków

Podczas pierwszego z koncertów intrygujące były unikatowe hymny kościoła koptyjskiego (ortodoksyjnego z Egiptu) o niespotykanej ornamentacji wykonane przez Coptic Orthodox Church Choir. Porywająca była tradycyjna muzyka z greckiej Świętej Góry Athos (przede wszystkim dzieła bizantyjskiego kompozytora średniowiecznego Ioannisa Koukouzelisa) w interpretacji Greek Byzantine Choir. I wreszcie chorał mozarabski i marokańska tradycja Samaa wskrzeszona w genialnej, jak zawsze, przygotowaniu Ensemble Organum z nieocenionym Marcelem Pérèsem na czele, który wydaje się nie tylko śpiewać i żyć muzyką, ale muzyką celebrować wspólnotę, ekumenizm. Słuchając jego wokalistów można odnieść wrażenie, że muzyką można jednak naprawiać świat.

Mahler, Vivaldi, Gershwin

Duże koncerty zainaugurował wieczór z III Symfonią Gustava Mahlera w wykonaniu Israel Philharmonic Orchestra pod batutą Zubina Mehty, który tego samego dnia odsłonił pamiątkową tablicę z dokładnym odwzorowaniem podpisu hinduskiego wybitnego dyrygenta.

Zobaczcie tablicę pamiątkową Zubina Mehty przed Narodowym Forum Muzyki

Wykonanie symfonii perfekcyjne w każdym calu, z udziałem pięknym Chóru i Chóru Chłopięcego Narodowego Forum Muzyki, część ostatnia niczym porywający poemat, który nie ma końca. 

Maestro Zubin Mehta w NFM/fot. Sławek Przerwa/NFM

Drugi z niezwykłych wieczorów z bogatym repertuarem, czyli jedyne w kompozytorskim dorobku Antonia Vivaldiego oratorium „Judyta triumfująca” pod batutą Giovanniego Antoniniego z zespołem Il Giardino Armonico, Chórem NFM (wielkie brawa!) i pięcioma solistkami. Choć wyrazy uznania należą się wszystkim Paniom serce publiczności i krytykom skradła rosyjska sopranistka Julia Leżniewa, bo dała popis nie tylko Vivaldiowskiej wokalnej wirtuozerii, ale też niezwykłej subtelności. 

Julia Leżniewa w fantastycznej dyspozycji wokalnej w NFM/fot. Joanna Stoga/NFM

Wreszcie wieczór finałowy i praktycznie w Polsce niewykonywana opera Gershwina „Porgy i Bess”, jazzowa, roztańczona, rytmiczna, barwna, kontrastowa. W wykonaniu Orkiestry Symfonicznej NFM, chóru z Hertfordshire i solistów pod batutą Wayne'a Marshalla. Niedyskponowany Derrick Lawrence zdecydował się śpiewać partię Porygy'ego także po przerwie, co doceniamy, zapamiętamy też zwłaszcza song „It Ain't Necessarily So” w wykonaniu Ronalda Samma.

Studia nad muzyką polską

Andrzej Kosendiak kontynuując muzycznej podróże śladami polskich mistrzów muzyki dawnej tym razem sięgnął po utwory sakralne Mikołaja Zieleńskiego. Koncert udany, ale materiał muzyczny nie tak jednak frapujący, jak ubiegłoroczny, sensacyjny wręcz koncert pod batutą Andrzeja Kosendiaka z dziełami Marcina Józefa Żebrowskiego (w tym roku już na płycie CD).

Fenomenalne wrażenia po festiwalu, wiele wątków, które warto raz jeszcze przemyśleć, wiele koncertów wykonanych mistrzowsko, wiele mistycznych wrażeń. Taki był 54. Międzynarodowy Festiwal Wratislavia Cantans im. Andrzeja Markowskiego.



Zgłoś uwagę