Wratislavia Cantans 2017. Podsumowanie festiwalu

Giovanni Antonini ułożył program festiwalowy w bardzo przemyślany sposób, uwzględniając gusta tradycjonalistów i reformatorów. Trudno mu było, rzecz jasna, przewidzieć przebieg każdego z występów, ale po zakończeniu 52. edycji można śmiało powiedzieć, że festiwal nie tylko trzyma wysoki poziom. Także, co chyba najistotniejsze, występy wielkich artystów prowokują dyskusje. 

  • wratislavia cantans 2017

    John Eliot Gardiner podczas inauguracyjnego koncertu/fot. Sławek Przerwa

  • wratislavia cantans 2017

    John Eliot Gardiner podczas inauguracyjnego koncertu/fot. Sławek Przerwa

  • wratislavia cantans 2017

    „Widma” Stanisława Moniuszki w NFM/fot. Joanna Stoga

  • wratislavia cantans 2017

    „Widma” Stanisława Moniuszki w NFM/fot. Joanna Stoga

  • wratislavia cantans 2017

    „Widma” Stanisława Moniuszki w NFM/fot. Joanna Stoga

  • wratislavia cantans 2017

    Operowy wieczór rewolucjonisty Teodora Currentzisa podczas finałowego koncertu w Operze Wrocławskiej

  • wratislavia cantans 2017

    Jeanine de Bique (Annio) w „Łaskawości Tytusa” Mozarta podczas zakończenia festiwalu


Opera na początek i na koniec

Finałowy wieczór 52. edycji fetiwalu Wratislavia Cantans, podobnie jak pierwszy, został zaplanowany w formie koncertowego wykonania opery. Inauguracja wzbudziła zachwyt absolutny, a sir John Eliot Gardiner, prowadząc operę „Powrót Odyseusza do ojczyzny” Claudia Monteverdiego, raz jeszcze udowodnił, że barokową operą można zachwycić nawet nieprzekonanych, a za sprawą fenonenalnego wprost wykonania rzucić publiczność na kolana. 

John Eliot Gardiner w NFM/fot. Sławek Przerwa

Podczas finałowego koncertu entuzjazm widowni był nie mniejszy, choć pojawiły się i kontrowersje wokół koncepcji wykonania Mozartowskiej opery „Łaskawość Tytusa” z fragmentami Mszy c-moll mistrza z Salzburga wplecionymi pomiędzy sceny operowe. Podczas owacji część sali wolała nagradzać artystów brawami na siedząco, mimo przeważającej większości bijących brawo na stojąco. Można nie akceptować eksperymentów formalnych, ale trudno zaprzeczyć, że grecki dyrygent Teodor Currentzis i założone przez niego blisko 15 lat temu orkiestra i chór MusicAeterna to formacja po prostu pierwszorzędna, a zaproszeni do projektu soliści, zwłaszcza Stephanie d'Oustrac jako Sesto czy Karina Gauvin w partii Vitellii, wzniosły się tego wieczoru w Operze Wrocławskiej na wyżyny swojej profesji. Za ich sprawą moralne dylematy postaci przykuwały uwagę i autentycznie wzruszały.

Zaproszenie Currentzisa, enfant terrible świata muzycznego, a zarazem piekielnie wręcz utalentowanego dyrygenta, którego interpretacje (choćby Mozartowskich oper z librettami Lorenza da Ponte) postawiły na nogi cały operowy świat (a nie dzieje się tak zbyt często), było posunięciem tyle ryzykownym, co także potrzebnym. Festiwal Wratislavia Cantans musi być forum, podczas którego publiczność ma szansę być skonfrontowana z tym, co obecnie w muzyce najbardziej wartościowe, ale i dyskutowane.

Festiwal, czyli forum dyskusyjne

A rozmawiać można było w tym roku wiele, bo i propozycja programowa 52. edycji, przygotowana przez Giovanniego Antoniniego, włoskiego dyrygenta i szefa zespołu Il Giardino Armonico była wyjątkowo wyselekcjonowana i dedykowana muzyce wokalne. Przed festiwalem Maestro żartował, że na zarzuty, że zbyt wiele będzie w tym roku oper, odpowiada, iż nie zamierza zamieniać wrocławskiej imprezy w festiwal operowy. Po zakończeniu Wratislavii Cantans nie można mieć co do tego wątpliwości, więcej, obecność dwóch dzieł operowych gigantów – Monteverdiego i Mozarta w tak doskonałych wykonaniach okazała się, przede wszystkim, triumfem muzyki wokalno-instrumentalnej.

Potęga muzyki wokalnej

Nie inaczej było w przypadku świetnych koncertów, w których ludzki głos odgrywał kluczowa rolę. Jak w przypadku wieczoru Nieszporów Monteverdiego z Ensemble La Fenice pod dyrekcją Jeana Tubery'ego, czy włoskiej muzyki polifonicznej wykonanej przez perfekcyjnie przygotowany francuski Le Concert Spirituel, kierowany przez charyzmatycznego Herve'a Niqueta. Świetnie zabrzmiała Brockes-Passion Georga Philippa Telemanna pod batutą niezwykle skrupulatnego, ale i wyczulonego na wszelkie niuanse Giovanniego Antoniniego w kościele św. Marii Magdaleny. 

Kantata „Widma” Stanisława Moniuszki w inscenizacji Pawła Passiniego w NFM/fot. Joanna Stoga

Osobny opis należy się z pewnością wykonaniu Moniuszkowskiej kantaty Widma w Narodowym Forum Muzyki pod batutą Andrzeja Kosendiaka i w reżyserii Pawła Passiniego. Wyprzedana do bodaj ostatniego miejsca inscenizacja (zresztą powtórzona przez artystów dwukrotnie tego samego dnia z uwagi na olbrzymie zainteresowanie) została przygotowana z zaangażowaniem wielu sił i środków, ale, choć w wielu recenzjach przeczytać można było peany na część tego projektu, efekt nie do końca zachwycił. Przede wszystkim dlatego, że muzyka została w nim zepchnięta na drugi plan przez efektowną oprawę sceniczną i występy aktorów, tancerek, szczudlarzy, a śpiewająca znakomicie sopranistka Aleksandra Kubas-Kruk swój występ musiała prowadzić z balkonu, zamiast ze sceny, co dla melomanów byłoby zdecydowanie ciekawszym doznaniem (zwłaszcza że artystka jest w doskonałej formie). W Widmach najważniejszą powinna pozostać muzyka Moniuszki, zresztą wyjątkowo ciekawie odczytana przez Andrzeja Kosendiaka, który z uwagą studiował partyturę i świetnie poprowadził Wrocławską Orkiestrę Barokową oraz Chór NFM i solistów. Tymczasem w pamięci wielu widzom pozostanie wizja Pawła Passiniego, a niekoniecznie już interesująca kantata, w której Moniuszko mierzy się z II księgą Mickiewiczowskich Dziadów

Koncerty instrumentalne

Wieczory stricte instrumentalne były wielkim odkryciem podczas tegorocznej edycji Wratislavii Cantans. Od świetnego programu Il Giardino Armonico z Antoninim, czyli La morte della ragione poprzez interesujący symfoniczny wieczór z utworami Oliviera Messiaena i Grażyny Pstrokońskiej-Nawratil pod batutą świetnie przygotowanej dyrygentki Marzeny Diakun, po Bachowski monument Kunst der Fuge w wykonaniu członków Accademia Bizantina. 

Giovanni Antonini i jego Il Giardino Armonico w Synagodze/fot. Joanna Stoga

Trudno przewidzieć, jakie plany programowe na rok przyszły ma Giovanni Antonini, ale tegorocznej edycji śmiało można mu zasugerować: „Encore, maestro. Prosimy więcej”.

Zgłoś uwagę