„Trzynastka” szczęśliwa dla Brave Festival 2018

Gdy pisaliśmy o świetnym koncercie otwarcia 13. Brave Festival, że to dobra wróżba na kolejne dni tego wydarzenia, nie zaklinaliśmy rzeczywistości. Ta okazała się bowiem z każdym dniem i ciekawsza, i bardziej wzruszająca. Brave pokazuje, jak sztuka przychodzi z pomocą ludziom poranionym i wykluczonym ze społeczeństwa. To, co ich uwiera i czego pragną – wyrażają wierszem, muzyką, śpiewem, tańcem. Bo wtedy czują się wolni. Bo wtedy nie tracą nadziei.   

  • brave festival, nfm, ghetto clasic

    W finałowym koncercie młodzi muzycy z Kenii połączyli siły ze starszymi kolegami z Wrocławia, fot. M. Bral


– Myślę, że każdy z wykonawców, który przyjechał na tegoroczny festiwal, zyskał odrobinę radości, godności, satysfakcji, że może mówić o sobie i o swoich przeżyciach przy pomocy zawsze i wszędzie dobrze komunikującej się sztuki – powiedział na podsumowanie 13. edycji Brave Festival jego dyrektor artystyczny Grzegorz Bral.

22 lipca w Teatrze Muzycznym Capitol zakończył się: – Festiwal „bez przemocy”, którym staramy się pomagać, choćby mikroskopijnie, zarówno zapraszając i prezentując tych niecodzienych artystów, jak i zbierając pieniądze dla bezdomnych, osieroconych dzieci – mówił Bral.

Dzięki tegorocznej publiczności – która oklaskiwała zarówno koncert Ghetto Classic i wrocławskich filharmoników w koncercie finałowym, jak i wszystkie biletowane wydarzenia Brave – udało się zebrać 150 tys. żł, które trafią gdzieś na świecie właśnie do takich potrzebujących pomocy dzieci. 

To również opinia widzów, 13. Brave Festival zaskoczył szerszą formułą i zachwycił: klimatem przedstawień, warsztatów i spotkań z twórcami. Siłą tej edycji była różnorodność. Zdobyczą – międzykulturowa akceptacja, podziw dla tradycji i rytuałów, uznanie dla odwagi w życiu i sztuce.

Na tegorocznym festiwalu doszło do niezwykłego spotkania na scenie dwóch pochodzących z różnych kultur wybitnych tancerek. Rama Vaidyanathan – to mistrzyni bharatanatyam, klasycznego tańca hinduskiego o religijnych korzeniach. Mélanie Lomoff – to francuska tancerka i choreografka tańca nowoczesnego. Ich improwizowany taniec z towarzyszeniem hinduskich akompaniatorów był niezwykłym obrazem odmiennych światów artystycznych, chwilą zbliżenia się kobiet różnych kultur i osobowości, w której powstaje niezwykła więź

Najważniejszy projekt Jimka 

Finałowy koncert, w którym członkowie amatorskiej orkiestry symfonicznej Ghetto Classics, pochodzący ze slumsów Nairobi, kenijskiego Korogoho, zagrali z zawodowymi muzykami NFM Filharmonii Wrocławskiej okazał się symbolicznym zwieńczeniem tego, co wrocławski festiwal tak bardzo wyróżnia – twórczego porozumienia pomiędzy ludźmi różnych ras i religii. Również przekonania, że każde, nawet najmniejsze wsparcie dla potrzebujących tego ludzi – w rozwijaniu ich talentów i pasji, rzeczowe czy choćby mentalne – jest w dzisiejszym świecie na wagę złota.

18-osobowa reprezentacja orkiestry, której najmłodszy muzyk miał 13 lat, po raz pierwszy wyjechała z Kenii właśnie do Wrocławia. Repertuaru, który wykonano w Capitolu na koniec tegorocznego Brave Festiwal – dodajmy, że niełatwego – dzieciaki uczyły się przez tydzień od Radzimira Dębskiego. Znany polski kompozytor był w Nairobi w 2017 r. i poprowadził tam warsztaty z młodzieżową orkiestrą, utworzoną przez kenijską działaczkę społeczną i miłośniczkę muzyki klasycznej Elizabeth Njoroge. 

Njoroge w 2008 r. zaczęła prowadzić projekt edukacyjny dla dzieci z zaniedbanych środowisk, który z czasem rozrósł się do takich rozmiarów, że sama – jak mówi – trochę się przeraziła. Ghetto Classics to na początku była grupa kilkunastu nastolatków, uczących się za darmo gry na pożyczonych instrumentach. Dziś to 80-osobowa orkiestra smfoniczna. Z takich muzycznych lekcji w Korogocho i okolicach skorzystało dotąd ok. 1200 młodych ludzi, a muzyka, z jaką mają do czynienia, to klasyka od Bacha po Brahmsa, ale i kompozycje filmowe Hansa Zimmera czy tradycyjne utwory z Czarnego Lądu.

Z czasem Elizabeth Njoroge postarała się, żeby do kenijskich slumsów przyjeżdżali muzycy o światowej renomie i woluntarystycznie prowadzili warsztaty z jej dzieciakami. Z takiego „naboru mistrzów” skorzystał właśnie Radzimir Dębski. Jak pracował z dziećmi w Kenii nad niezwykłą wersją „Historii hip-hopu”, a także występ Ghetto Classic pod jego batutą w 2018 r. na tamtejszym na Safaricom International Jazz Festival, mieliśmy okazję zobaczyć w krótkim filmie na niedzielnym koncercie w Capitolu.

Ghetto Classic zagrali również na festiwalu w plenerze razem z zespołem śpiewających brazylijskich kobiet Menians de Sinha

Potem już na żywo publiczność brave'owego finału przekonała się, jak fantastyczną pracę wykonała kenijska młodzież. Miło patrzeć, gdy do swojej muzycznej pasji podchodzi z niekłamanym zapałem i radością. W pierwszej części koncertu zdolni Kenijczycy zagrali razem ze studentami polskich akademii muzycznych i pod dyrekcją swojego dyrygenta Wamocho siedem afrykańskich kompozycji. To bardzo skoczna, energetyczna muzyka, gdzie pole do popisu mają wszelkie instrumenty perkusyjne.

Drugą część koncertu poprowadził już Radzimir „Jimek” Dębski, a na scenie dosiedli się do swoich młodszych kolegów z Nairobi filharmonicy z NFM-u. Ich wsparcie oraz niezwykła muzyka Jimka, w której pobrzmiewały m.in. kultowe kawałki Eminema i Beyonce, to naprawdę dla tych zdolnych dzieciaków kosmos, ale jak się okazuje realny do zdobycia.   

Brave – pieśni protestu i radości

Tegoroczny odważny festiwal przepełniony był śpiewem, którym można wyrazić i gorycz, i bunt, ale i wiele nadziei i radości.

Starsze panie się nie dają

Radości z pewnością nie zabrakło Władczyniom Życia – Meninas de Sinha, brazylijskiej grupie śpiewających kobiet, z które na festiwalu wystąpiły i w parku Staromiejskim, i w Synagodze pod Białym Bocianem (najstarsza z nich i najbardziej „aktywna” wokalnie i w grze na bębnach  miała 79 lat).

Do Wrocławia Menians de Sinha przyjechały w 8-składzie ze swoją opiekunką artystyczną. Na co dzień mieszkają w brazylijskim Vera Cruz i tworzą ponad 20-osobowy zespół śpiewających kobiet, z których najstarsza liczy sobie 95 wiosen. Wszystkie są po tzw. przejściach. Trudna, czasem dramatyczna sytuacja życiowa spowodowała, że zapadły na depresję. Wspólny śpiew, taniec, gra na instrumentach okazały się na nią najlepszym lekarstwem. Rodzajem terapii, bez której nie mogą teraz żyć.

W swoim repertuarze nie rozpamiętują jednak przeszłości. Ich występy to niezwykle żywiołowa mieszanka utworów o miłości, przyjaźni, pięknie świata, godności kobiety. Swoim artystycznym optymizmem wprost zarażają. Koncert we wrocławskiej synagodze „rozwalił system”. Brazylijki były nie tylko oklaskiwane na stojąco, ale wprost wyściskiwane przez zachwyconą publiczność.

Hiphopowiec uchodźca ma głos

To Menes la Plume, pochodzi z Konga, gdzie był wziętym wykonawcą hip-hopu i poetą, zaangażowanym w walkę z reżimem. Głośno mówił o brutalnej rzeczywistości swojego kraju, której należy się przeciwstawić. Prześladowany, salwował się ucieczką do obozu uchodźców w Malawi, gdzie przebywają tysiące osób z różnych afrykańskich regionów, dotkniętych wewnętrznymi konfliktami – m.in. Rwandy, Somalii, Etiopii.

Dramatyczne położenie, frustrację, stres i przemoc Menes la Plume przypłacił wielomiesięczną depresją. Tylko twórczość pozwoliła mu się wydobyć z marazmu. W obozie odnalazł takich jak on – artystów. Zaczęli wspólnie muzykować, a potem nawet zorganizowali festiwal. Na Tumaini Festival przybywają muzycy z Malawi, ale i zagraniczni wykonawcy. Życie stało się dla Menesa do zniesienia. Dzięki sztuce.

Podczas koncertu we Wrocławiu zagrał koncert z grupą malawijskich artystów. Nadal muzycznie opowiada o traumie życia na wygnaniu, podzielonym świecie, bezwzględności drapieżnych polityków. Opisuje swoje przeżycia, tęsknoty i nadzieje na sprawiedliwość. Na Brave Festival po raz kolejny użył swojej sztuki jako narzędzia do walki o prawa człowieka. W rytmie hip-hopu i wsparciu również roztańczonej widowni.

Oni są nadzieją Afryki

W 1994 r. jedni ich krajanie okutnie zamordowali drugich. Rzeź w Rwandzie trwała sto dni. Zginęło milion ludzi. Holocaust, który także przywołuje w swoim spektaklu grupa Mashirika, pochłonął 6 mln ludzkich istnień w ciągu kilku lat. 

Swoje performatywne przedstawienie „Nadzieja Afryki” kolejni młodzi aktorzy z Rwandy pokazują już od 2004 r. Powstało w 10. rocznicę  ludobójstwa w Rwandzie. Wówczas na stadionie narodowym w Kigali wzięło w nim udział tysiąc aktorów i statystów, a obejrzało 25 tys. widzów.

Na Brave Festival spektakl, zrodzony z relacji świadków (zarówno ofiar, jak i katów) ludobójstwa w Rwandzie, przywiozło kilkoro wykonawców, ale ich przekaz nie stracił przez to na sugestywności. Tym bardziej że poprzez tę sztukę mierzą się oni również z własnymi przejściami i taumami w związku z tamtymi wydarzeniami w swojej ojczyźnie. Niektórzy wówczas się rodzili albo mieli kilka lat. 

W pierwszej części młodzi Rwandyjczycy przywołali demony przeszłości, mówili o zbrodni ludobójstwa, która przetoczyła się przez ich kraj, ale doświadczyły jej i inne narody na świecie. Przemawiali do bestii, która może się ukrywać w każdym z nas i pewnego dnia się obudzić. Wówczas sala Impartu, gdzie pokazywano spektakl, pełna była gęstych, tłumionych przez widzów emocji.

Potem po energetycznych, wybijanych na bębnach rytmach, śpiewie i rytualnych tańcach publiczność poznała właśnie tę nadzieję Afryki. Jej nowe pokolenia, zachowując pamięć o dramatycznej historii, chcą żyć w pokoju, wzajemnym szacunku, tolerancji, radości.

Kino bez retuszu – nagroda za „Teheran tabu”

20 filmów podzielonych na cztery cykle tematyczne zobaczyli widzowie 12. Przeglądu Filmowego Brave: Forbidden Cinema, prezentowanych w Dolnośląskim Centrum Filmowym. Mogli również zagłosować po seansach na jeden z sześciu obrazów, które wzięły udział w międzynarodowym konkursie. Po obliczeniu głosów okazało się, że jego tegorocznym zwycięzcą został „Teheran Taboo”, a nagroda 2,5 tys. euro trafiła do reżysera Aliego Soozandeha.

To film o stolicy Iranu – z jednej strony wielkomiejskiej i rozrywkowej, z drugiej ogarniętej religijnym reżimem, przepełnionym hipokryzją, która sprawia, że ludzie prowadzą tam podwójne życie. Seks, aborcja, używki – to jest właśnie tytułowe tabu. Film został wykonany z użyciem rotoskopii, czyli techniki pozwalającej przerysować sylwetki aktorów na animację. 

Ali Soozandeh z nagrodą

Czytaj także: Brave na półmetku – emocje na szczycie

 

Zdjęcia: Mateusz Bral, Jerzy Wypych/Brave: Cinema

Zgłoś uwagę