Centrum przedsiębiorczości w zajezdni sprawdziłoby się w Dolinie Krzemowej

,
Materiały Pokolenia W

W San Francisco w pozostałościach po dawnym porcie - stworzono wiele ciekawych przestrzeni dla startupów. My, tworząc na Dąbiu m.in. - Centrum Przedsiębiorczości i Biznesu, również tchnęliśmy w starą infrastrukturę nowe życie – mówi Wojciech Wodo.

Michał Karbowiak: Z kim jadł Pan wczoraj obiad?

Wojciech Wodo*: Pyta Pan czy jestem wierny amerykańskiej zasadzie „Never eat alone”, czyli Nigdy nie jedz samotnie? Zasadę znam i nauczyłem się jej podczas pobytu na Uniwersytecie Kalifornijskim w Berkley. Wczoraj akurat jadłem obiad z kolegami z Akademii Górniczo – Hutniczej w Krakowie, ale przyznaję, że zdarza mi się również jeść samotnie.

Bo zasada z Doliny Krzemowej w Polsce się nie sprawdza?

Nie, raczej dlatego, że podchodzę do niej rozsądnie. Obiad w czasie pracy, to dla mnie często jedyne 20 - 30 minut na zebranie myśli – uporządkowanie tego, co już w ciągu dnia zrobiłem i co jeszcze przede mną. Myślę, że przedsiębiorcy z Doliny Krzemowej często traktują posiłek podobnie – choć może nie mówią o tym głośno (śmiech). W ich podejściu chodzi jednak o to, żeby nie poświęcać czasu wyłącznie na jedzenie, ale zrobić coś jeszcze. To może być rozmowa, a może być właśnie zebranie myśli jeśli jest równie pożyteczne.

Czego jeszcze nauczył się Pan podczas pobytu w USA?

Ten wyjazd właściwie dał mi odpowiedź na pytanie „ Jak żyć?. Zmieniło się wówczas moje spojrzenie na ludzi, na pracę, na prowadzenie biznesu. Wyjazd do Berkley pokazał mi, że z każdym człowiekiem można nawiązać ciepłą, bliską relację i to od razu - bez testowania, czekania przez pół roku za murami zamku. Tam człowiek wywożący śmieci zagada do ciebie bezinteresownie, jeśli zobaczy, że jesteś smutny. Tam dziekan czy profesor słynnego Uniwersytetu Kalifornijskiego  nie tylko rozmawia ze studentem, on chce go zrozumieć, naprawdę analizuje jego argumenty i pomysły. Przekonałem się o tym na własnym przykładzie, choć przecież dla prezesów firm czy renomowanych amerykańskich naukowców, mogłem być człowiekiem z zacofanego technologicznie kraju. Zamiast wykazywać wyższość, akcentować hierarchię, oni traktowali mnie partnersko, zachęcali do zadawania pytań, kwestionowania statusu quo. Po powrocie do Polski miałem energię, żeby przebić każdy mur.

I po paru miesiącach również depresję.

Nie. Po jakimś czasie, entuzjazm opadł, ale tego, co widziałem, czego się dowiedziałem i nauczyłem, nikt nie mógł mi zabrać. Opowiadałem o tym znajomym, opowiadałem na uczelni, wystąpiłem na TEDx we Wrocławiu. Nigdy nie chciałem bezpośrednio przeszczepiać tutaj rozwiązań z Doliny Krzemowej, bo tego się zrobić nie da. Ja też nie myślę ani po polsku, ani po amerykańsku - myślę po swojemu.

WE WROCŁAWIU POWSTANIE FABRYKA ŁAZIKÓW ZIEMSKICH?

Myśli Pan, że w Dolinie Krzemowej „Centrum Przedsiębiorczości i Biznesu Dąbie”, mieszczące się w starej zajezdni tramwajowej, ściągałoby do siebie młodych przedsiębiorców, osoby, które chcą założyć swój startup?

W San Francisco na pewno. Tam z jednej strony są wielkie firmy, ale z drugiej – w pozostałościach po dawnym porcie - stworzono wiele ciekawych przestrzeni dla startupów. W starą, postindustrialną infrastrukturę tchnięto nowe życie. Czyli zrobiono dokładnie to, co my zrobiliśmy tworząc na Dąbiu m.in. - Centrum Przedsiębiorczości i Biznesu.

Właściwie po co młodzi przedsiębiorcy mieliby tam przyjeżdżać? Z jednej strony przyznaje Pan, że „dziś nasza aktywność w świecie cyfrowym jest nawet większa niż ta w świecie realnym”, a z drugiej strony zachęca startupowców, by wstali zza komputerów, odłączyli się od sieci i odwiedzili starą zajezdnię tramwajową.

Startupowcy nie muszą się u nas odłączać od sieci, bo w całym budynku mamy całkowicie darmowy bezprzewodowy internet, a z komputera mogą skorzystać w trzech salach szkoleniowych, stanowiskach co-workingowych, salach spotkań czy strefie relaksu (śmiech). A odpowiadając na pytanie poważnie, to zachęcam ich do odwiedzenia naszego Centrum, bo mogą tu spotkać ludzi podobnych do siebie – porozmawiać z nimi, zainspirować się. Dodatkowo mogą też otrzymać pomoc ekspertów, tak by swój projekt przeprowadzić od fazy pomysłu do realnie działającej spółki. To ogromna wartość dodana, nie znajdziemy jej w internecie. Strony www nie dadzą nam równie warsztatu technologicznego z narzędziami, gdzie moglibyśmy nasze produkty konstruować.

Nie zamierzam jednak nikogo na siłę przekonywać do zalet takiej formy pracy. Lepiej porozmawiać o tym z ludźmi z Kell Ideas, którzy tworzyli u nas swojego Turtle Rove, czyli łazika ziemskiego, osobami z grupy Space is More wyróżnianej w konkursach NASA czy wreszcie z przedstawicielami startupu Wolne Meble . Ich obecność w Centrum opowie więcej niż moje słowa.

GDZIE WE WROCŁAWIU ZNAJDZIESZ WSPARCIE DLA STARTUPÓW? LISTA COWORKINGÓW I INKUBATORÓW 

Czy młodym startupowcom, którzy przyjdą do Centrum poradziłby Pan, aby skoncentrowali się na rozwoju swojego produktu?     

Oczywiście, w biznesie to przecież bardzo ważne.

To dlaczego sam Pan tego nie robi?

Skąd taki wniosek?

Opracował Pan klawiaturę biometryczną, która rozpoznaje swojego właściciela i został Pan za nią wyróżniony m.in. Studenckim Noblem 2011 roku na Dolnym Śląsku. Zamiast jednak wdrożyć ten produkt do gospodarki, został Pan wiceprezesem Fundacji Manus oraz kierownikiem Centrum Przedsiębiorczości i Biznesu Dąbie.

Coś w tym złego? 

Nie, ale nie koncentruje się Pan na rozwoju tego produktu. Czyli nie działa biznesowo.

To trochę bardziej skomplikowane. Po pierwsze, nigdy nie lubiłem być zakuty w jakieś łańcuchy, chodzić ściśle wytyczoną, wąską ścieżką. Stąd moja działalność ma właściwie trzy równoległe filary: naukowy, społeczny i biznesowy. Jako asystent naukowo-dydaktyczny Politechniki Wrocławskiej zgłębiam tematykę cyberbezpieczeństwa, uwielbiam też spotykać się ze studentami, którzy są niekończącym się rezerwuarem pomysłów i ciągle mnie inspirują. Jako społecznik jestem m.in. opiekunem Dyskusyjnego Klubu Filmowego „Politechnika.” Co tydzień pokazujemy filmy, których nie ma w kinowym repertuarze, a latem organizujemy seanse plenerowe na Wyspie Słodowej, pokazy z muzyką na żywo, a także dyskusje z udziałem reżyserów. W biznesie zajmuje się konsultingiem i doradztwem, pomagam innym rozwinięciu swoich firm i pomysłów.

PROGRAM AKCELERACYJNY DLA STARTUPÓW. WEŹ UDZIAŁ W MITEF FORUM POLAND

Przy okazji tracąc szansę na zbudowanie czegoś innowacyjnego pod własnym nazwiskiem.

Prowadzę innowacyjny biznes, tylko wbrew temu, co Pan myśli moim produktem nie jest klawiatura biometryczna. Klawiatura to moja duma naukowa, ale dodajmy od razu – mająca niewielkie szanse na komercjalizację. Dlaczego? Bo jej wdrożenie wymaga odejścia od wygody na rzecz bezpieczeństwa. A jako klienci bardziej stawiamy na wygodę, przynajmniej na razie.

Moim produktem jest więc szerokie, ciągłe i merytoryczne wsparcie dla innych. Realizuję je w ramach preinkubatora i inkubatora przedsiębiorczości prowadzonego przez Fundację Manus, Centrum Przedsiębiorczości i Biznesu Dąbie czy w ramach mojej firmy 360 Degrees.

Jakie powinny być efekty takiego wsparcia?

Ze wsparcia wymienionych przeze mnie organizacji skorzystały w ostatnich latach setki młodych ludzi. Wielu z nich założyło własne firmy, skutecznie działające dziś na rynku. Z tego jestem najbardziej dumny. Wciąż czekam jednak na to, by we Wrocławiu pojawił się prawdziwy unicorn – jednorożec, czyli firma o wycenie miliarda dolarów. Może wyjdzie właśnie z naszej starej zajezdni tramwajowej?

Rozmawiał Michał Karbowiak

*Wojciech Wodo – Kierownik „Centrum Przedsiębiorczości i Biznesu Dąbie”, asystent Katedry Informatyki na Politechnice Wrocławskiej, były wiceprezes Fundacji Manus.

Absolwent programu Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego „Top 500 Innovators”. W jego ramach odbywał szkolenia w Szkole Biznesu Haas na Uniwersytecie Kalifornijskim w Berkeley,