Sportowe podsumowanie weekendu [15-17.12]

Sprawdź, jak w trzeci weekend grudnia poradzili sobie zawodnicy ze stolicy Dolnego Śląska. Nie obyło się bez niespodzianek, a także zaciętych pojedynków.


Cenne zwycięstwo ratunkiem dla Urbana?

Piłkarze Śląska Wrocław w dość mizernych nastrojach przystępowali do piątkowego spotkania z Jagiellonią Białystok. Po ostatniej porażce 1:2 z Termaliką Bruk-Bet Nieciecza w mediach rozpętała się burza, jakoby szkoleniowiec Wojskowych miał pożegnać się z klubem. Jak się okazało, Urban mimo wielu plotek poprowadził WKS w starciu z Jagiellonią Białystok i co więcej, zdołał na zakończenie roku odnieść jakże cenne zwycięstwo.

Pierwsza połowa piątkowego pojedynku była bardzo wyrównana. Zarówno gospodarze, jak i goście znaleźli się w dogodnych sytuacjach, aby wyjść na prowadzenie, jednak w kilku przypadkach zabrakło odrobiny szczęścia. Kilka minut po zmianie stron na Stadionie Wrocław wybuchła prawdziwa euforia. Skazywani na pożarcie przez Jagiellonię zawodnicy Śląska przeprowadzili zabójczy atak. W 54. minucie znakomitym podaniem z głębi pola popisał się Michał Chrapek, który wyłożył piłkę Piechowi, a ten bez najmniejszych problemów strzelił swoją siódmą bramkę w tym sezonie Lotto Ekstraklasy. Warto zaznaczyć, że Piech w trzecim kolejnym mecz zdobył już czwartego gola.

fot. slaskwroclaw.pl

Niestety, trzy minuty później najskuteczniejszy strzelec WKS-u Marcin Robak sprokurował rzut karny, jednak strzał Novikovasa z 11 metrów obronił będący w znakomitej dyspozycji Jakub Słowik.

– Rzut karny to jeszcze nie gol. Strzelający musi zmierzyć się z bramkarzem, który przecież zawsze może uratować drużynę. Cieszę się, że udało mi się pomóc zespołowi w tak ważnym momencie i że zagraliśmy w końcu na zero z tyłu. Grając, przede wszystkim myśleliśmy o naszych kibicach. Tym zwycięstwem chcieliśmy im podziękować, że byli z nami przez całą rundę i wspierali nas w ciężkich chwilach. To nasz 12 zawodnik – mówił po meczu cichy bohater spotkania Jakub Słowik.

Do końca spotkania wynik mógł jeszcze ulec zmianie, jednak szczęście i pewność w obronie pozwoliła wrocławianom cieszyć się z trzech punktów. To bardzo ważna zdobycz w kontekście dalszej walki o czołową ósemkę Lotto Ekstraklasy. Niestety, na kolejne spotkania z udziałem Śląska będziemy musieli poczekać aż do lutego. Pozostaje jeszcze jednak jedno kluczowe pytanie. Czy wówczas drużynę nadal będzie prowadził Jan Urban? Pomimo wielu medialnych spekulacji, wydaje się jednak, że charyzmatyczny trener nadal będzie miał możliwość pracy w klubie z Oporowskiej.

– Wyszarpaliśmy to zwycięstwo. Novikovas szybko podpiął nas do prądu, bo miał znakomitą szansę by już na początku meczu strzelić gola. Obie drużyny miały swoje okazje. Jaga stanęła przed doskonałą sytuacją, ale nie wykorzystała rzutu karnego. Brawa dla chłopaków, bo nie było łatwo pozbierać się po meczu w Niecieczy. Z drugiej strony nie miałem powodów, by nie wierzyć, że powalczymy z Jagiellonią. Dlaczego? Dlatego, że Śląsk na wyjazdach i u siebie to inne drużyny. Mecze przed świętami zawsze są emocjonujące, gdyż oba zespoły chcą mieć spokojne Boże Narodzenie. Zwłaszcza gdy grają u siebie i chcą godnie pożegnać się ze swoimi kibicami – skomentował piątkowe wydarzenie szkoleniowiec Śląska Jan Urban.

WKS Śląsk Wrocław – Jagiellonia Białystok 1:0 (0:0)

Bramki: Piech 54

Mistrz Polski kończy rok porażką

W ostatnim meczu w 2017 roku koszykarki Ślęzy przegrały na wyjeździe z Wisłą CanPack Kraków 65:74. To trzecia porażka mistrzyń Polski, które przerwę świąteczną spędzą na najniższym stopniu podium w tabeli polskiej ekstraklasy.

Szlagierowe spotkanie 12. kolejki Basket Ligi Kobiet od samego początku przebiegało pod dyktando zespołu z Krakowa. Wisła zaczęła od mocnego uderzenia, a dokładnie od serii punktowej 9:0. Ślęza pierwsze punkty zdobyła po blisko pięciu minutach gry, a dokonała tego Tijana Ajduković. Jednak w dalszej fazie pierwszej kwarty „Biała Gwiazda” bardzo dobrze spisywała się w ataku i na koniec tej części gry prowadziła 23:9, natomiast na półmetku rywalizacji przewaga gospodyń wyniosła 9 punktów.

Koszykarki Ślęzy okazały się gorsze w pojedynku z liderem tabeli - Wisłą Can-Pack Kraków, fot. Ślęza Wrocław

Koszykarki Ślęzy okazały się gorsze w pojedynku z liderem tabeli - Wisłą Can-Pack Kraków, fot. Ślęza Wrocław

Niestety – dla wrocławianek – mocne otwarcie drugiej połowy w wykonaniu Wisły pozwoliło jej odskoczyć na 15 "oczek" przewagi (45:30). To był najsłabszy fragment spotkania, jeśli chodzi o grę obronną Ślęzy. Poza tym w pierwszej i trzeciej kwarcie mistrzynie Polski straciły aż 49 punktów. Ostatecznie wicemistrzynie Polski wygrały całe spotkanie 74:65, rewanżując się tym samym za porażkę sprzed ponad pół roku w batalii o złoty medal na koniec sezonu 2016/2017.

To trzecie przegrane ligowe starcie Ślęzy w tym sezonie. Przerwę świąteczną podopieczne Arkadiusza Rusina spędzą na trzecim miejscu w tabeli ze stratą jednego punktu do Artego Bydgoszcz i dwóch do liderującej Wisły Can-Pack Kraków.

Wisła Can-Pack Kraków – Ślęza Wrocław 74:65 (23:9, 11:17, 26:19, 14:20)

Ślęza: Marissa Kastanek 15 (4), Tijana Ajduković 14, Kourtney Treffers 12 (1), Sharnee Zoll-Norman 10, Karina Szybała 8 (2), Tania Perez 4, Agnieszka Kaczmarczyk 2, Klaudia Sosnowska, Sonia Ursu, Janis Ndiba.

Siatkarki Impela o krok od sensacji

W niedzielnym spotkaniu w ramach 10. kolejki Ligi Siatkówki Kobiet Impel Wrocław podejmował mistrza Polski - ekipę Chemika Police. Przed spotkaniem każdy inny wynik, niż szybkie i wysokie zwycięstwo policzanek byłby odebrany za niespodziankę. O taką postarały się podopieczne Marka Solarewicza, które przez chwilę były nawet o krok od sprawienia sensacji. Ostatecznie Impel po zaciętym boju przegrał z Chemikiem 2:3.

Impel w niedzielę był o krok od pokonania mistrza Polski z Polic. Ostatecznie wrocławianki zdobyły cenny punkt, fot. Impel Wrocław

Impel w niedzielę był o krok od pokonania mistrza Polski z Polic.
Ostatecznie wrocławianki zdobyły cenny punkt, fot. Impel Wrocław

Wrocławianki bardzo dobrze weszły w mecz i w premierowej odsłonie triumfowały 26:24. To nie zniechęciło mistrzyń Polski, które w dwóch kolejnych setach okazały się lepsze od gospodyń, zwyciężając w obu partiach 25:22. Gdy wydawało się, że Chemik odzyskał pełną kontrolę nad wydarzeniami na parkiecie i wróci z Wrocławia z pełną pulą, Impel niespodziewanie przechylił na swoją korzyść czwartą odsłonę 25:21.

O końcowym wyniku miał więc zdecydować tie-break. W nim minimalnie lepsze okazały się policzanki (15:13), które wygrały całe spotkanie 3:2. Jeden punkt zdobyty w batalii z hegemonem żeńskiej siatkówki w Polsce od kilku lat, to jednak olbrzymi sukces młodej wrocławskiej drużyny.

Po stronie Impelek dobrze w niedzielę zaprezentował się cały zespół, jednak na szczególne słowa uznania zasługują: atakująca Julia Szczurowska (zdobywczyni 19 punktów) oraz przyjmująca Tamara Gałucha (16 "oczek"). Zdobyty punkt pozwolił wrocławiankom awansować na dziewiąte miejsce w tabeli. Przed świąteczną przerwą Impelki wyjadą jeszcze do Torunia na spotkanie z Budowlanymi (środa, 20 grudnia o godzinie 18.00).

Impel Wrocław – Chemik Police 2:3 (26:24, 22:25, 22:25, 25:21, 13:15)

Impel: Nichol (8), Szczurowska (19), Trojan (13), Gałucha (16), Gierak (11), Chojnacka (12), Stenzel (libero) oraz Murek (4)

Zgłoś uwagę