Sportowe podsumowanie weekendu [15-16.12]

Za nami kolejny sportowy weekend. Remis piłkarskiego Śląska Wrocław, zwycięstwo w derbach koszykarskiego WKS-u i porażka na własnym parkiecie Ślęzy – tak w skrócie można podsumować miniony weekend.


Remis na zakończenie tegorocznych domowych zmagań

Śląsk Wrocław tylko zremisował z Koroną Kielce 1:1 w 19. kolejce LOTTO Ekstraklasy. Bramkę dla WKS-u w 28. minucie zdobył Robert Pich, jednak należy zaznaczyć, że prawie przez całą drugą połowę wrocławianie grali w osłabieniu po czerwonej kartce dla Djorde Cotry.

Trener Paweł Barylski, który zastąpił na tym stanowisku Tadeusza Pawłowskiego przed meczem z Koroną zdecydował się wprowadzić w wyjściowym składzie aż trzy zmiany. W pierwszej 11. znaleźli się Pich, Piech oraz Farshad, który ostatni raz desygnowany do gry od początku był w derbowym starciu z Zagłębiem Lubin (wrzesień 2018). Spotkanie z Koroną miało być dla wrocławian przełamaniem złej passy pięciu meczów bez wygranej, jednak czerwona kartka Cotry zdecydowanie utrudniła to zadanie.

fot. slaskwroclaw.pl

Pomimo gry w dziesiątkę początkowo wrocławianie dochodzili do groźnych sytuacji, jednak w miarę upływu czasu to kielczanie przejęli inicjatywę i szybko skończyło się wyrównaniem. Dośrodkowanie z rzutu wolnego przedłużył Kovacević, a Gardawski strzałem głową wpakował futbolówkę do siatki. Od tego momentu goście przeważali. Co gorsze, pod koniec spotkania Żubrowski mógł zapewnić kielczanom trzy punkty, jednak wówczas doskonałą paradą popisał się Jakub Słowik, parując piłkę na rzut rożny. W odpowiedzi zaatakował Śląsk, jednak po zamieszaniu w polu karnym, odbita piłka od kolana Chrapka zatrzymała się na poprzeczce bramki gości.

Pojedynek z Koroną Kielce był ostatnim tegorocznym spotkaniem Śląska przed własną publicznością. W 2018 roku wrocławianie rozegrają jeszcze jedno spotkanie. Tym razem 20 grudnia, w czwartek, wybiorą się do Szczecina na starcie z miejscową Pogonią.

– Staraliśmy się jak najlepiej przygotować zespół, by zdobyć dziś punkty. W pierwszej połowie byliśmy dobrze zorganizowani. Zagęściliśmy środek pola, przez co Korona nie zdołała nam zagrozić. Jeżeli chodzi o drugą połowę: nie widziałem powtórki sytuacji, więc nie wypowiem się na temat czerwonej kartki dla Djorde Cotry. Czy była zasłużona, czy nie. Tak się zdarza w piłce, jednak zespół zareagował dobrze. Oczywiście Korona dochodziła do sytuacji, ale nie były to sytuacje klarowne. Co do straconej bramki – to był stały fragment i piłka spadła po dośrodkowaniu tam, gdzie powinien znajdować się jeszcze jeden nasz zawodnik – mówił na pomeczowej konferencji trener Paweł Barylski.

Śląsk Wrocław - Korona Kielce 1:1

Porażka Ślęzy Wrocław na zakończenie roku we własnej hali

W meczu 11. kolejki Energa Basket Ligi Kobiet Ślęza Wrocław uległa Artego Bydgoszcz 63:67. Losy tego niezwykle wyrównanego spotkania rozstrzygnęły się w ostatnich akcjach. Była to druga z rzędu i trzecia w obecnym sezonie ligowa porażka koszykarek Ślęzy.

O porażce zespołu Arkadiusza Rusina zadecydowała gorsza postawa w drugiej oraz w czwartek kwarcie. W pozostałych częściach spotkanie było bardzo wyrównane, nawet z niewielką przewagą gospodyń. Wrocławianki przede wszystkim nie miały odpowiedzi na serbską środkową Draganę Stanković, która regularnie znajdowała łatwe pozycje do rzutu. W drugim fragmencie otwierającej spotkanie kwarty odpowiedzialność za zdobywanie punktów spoczywała w większej mierze na barkach innych zawodniczek - po stronie Ślęzy punktowały Cierra Burdick, Karina Szybała i Marissa Kastanek, a u rywalek Elżbieta Międzik oraz Agnieszka Szott-Hejmej. Wrocławianki w tym fragmencie miały więcej z gry, wymuszając straty przeciwników i utrudniając im rzuty. Dzięki temu po 10 minutach to gospodynie przeważały.

fot. slezawroclaw.pl

Skuteczność, która pomogła Ślęzie wyjść na prowadzenie w pierwszej kwarcie, w drugiej szybko przestała być atutem wrocławskiej drużyny. Choć Terezia Palenikova w dwie minuty zdobyła pięć punktów, potem cały zespół na powiększenie dorobku czekał ponad trzy minuty. Na szczęście dla wrocławianek, w tym czasie rytmu w ofensywie nie znalazło też Artego. Dopiero po ośmiu niecelnych rzutach i trzech stratach z obu stron nastąpiło przełamanie za sprawą layupu Dragany Stanković. Żółto-czerwone przez kilka chwil utrzymywały się na minimalnym prowadzeniu, lecz na dwie minuty przed przerwą za trzy trafiła Elżbieta Międzik, chwilę później dwa "oczka" dorzuciła Stanković i pomimo celnej próby Kariny Szybały. to Artego schodziło na przerwę z prowadzeniem.

Jednym z kluczowych momentów drugiej połowy meczu był fragment, w którym Marissa Kastanek w dwadzieścia sekund spudłowała cztery rzuty. Końcówka rozpoczęła się od celnego rzutu Taisii Udodenko. Ukrainka w następnym posiadaniu ofensywnym popełniła błąd kozłowania, co bezlitośnie wykorzystała Elżbieta Międzik, trafiając z dystansu. Ślęzie zostało 40 sekund na odrobienie czterech punktów. Pierwsza próba zakończyła się złym podaniem Sydney Colson. Rzut na zamknięcie meczu spudłowała jednak Julie McBride i wrocławianki miały jeszcze jedną szansę. Niestety dla wrocławskiej publiczności, próba Marissy Kastanek nie przyniosła trzech oczek i idącej wraz z nimi nadziei na odmienienie losów spotkania. Artego po zbiórce po prostu doczekało do końca wyrównanego spotkania i mogło cieszyć się z niezwykle istotnego zwycięstwa.

Ślęza z powodu trzeciej porażki w sezonie spadła na czwarte miejsce w tabeli Energa Basket Ligi Kobiet. Na podium wskoczyło za to Artego, które do tej pory przegrało jedynie raz. Przed wrocławiankami jeszcze derbowa konfrontacja z CCC Polkowice. Mistrzynie Polski w tym sezonie jeszcze nie zaznały goryczy porażki.

Ślęza Wrocław - Artego Bydgoszcz 63:67 (21:18, 12:16, 17:16, 13:17)

Ślęza: Palenikova 19, Udodenko 14, Burdick 11, Kastanek 8, Colson 7, Szybała 4, Dobrowolska 0, Miletić 0.

Mistrz Polski za mocny dla siatkarek #Volleya

W ramach 10. kolejki Ligi Siatkówki Kobiet siatkarki #Volley Wrocław w trzech setach uległy mistrzyniom Polski z Polic. Podopieczne Marka Solarewicza wyrównaną walkę z przeciwnikiem nawiązały jedynie w trzeciej partii meczu.

Spotkanie rozpoczęło się po myśli wrocławianek. Punktowe ataki i dobra gra blokiem pozwalały przyjezdnym na powiększani swojego prowadzania. Gdy prowadzenie siatkarek z Dolnego Śląska urosło do 5 punktów, trener gospodyń zdecydował się na zmiany. Na boisku pojaiwła się m.in. Magdalena Stysiak i to dzięki jej potężnym atakom ostatecznie to Chemik cieszył się ze zwycięstwa w premierowej partii do 21.

W drugiej odsłonie na boisku była już tylko jedna drużyna. Zespół gości ani na moment nie nawiązał walki z przeciwnikiem. Chemik dominował w każdym elemencie siatkarskiego rzemiosła i rozgromił przeciwniczki do 14. Najbardziej wyrównana była trzecia partia meczu. W pewnym momencie wrocławianki wyszły na kilkupunktowe prowadzenie. Wydawało się, że mecz potrwa jeszcze co najmniej jednego seta. Jednak marzenia siatkarek #Volleya prysły, gdy policzanki włączyły piąty bieg. Najpierw dogoniły przyjezdne, a w decydujących fragmentach seta zachowały chłodną głowę i to one cieszyły się z wygranej.

To ósma porażka wrocławskich siatkarek w dziesięciu meczach obecnego sezonu. Dwa zwycięstwa pozwalają zajmować trzecie od końca miejsce w ligowej tabeli, z zaledwie trzema punktami przewagi nad zamykającą stawkę Energą MKS Kalisz.

Chemik Police - #VolleyWrocław 3:0 (25:21, 25:14, 26:24)

#VolleyWrocław: Wers (10), Rasińska (11), Soter (8), Murek (6), Gajewska, Łozowska (2), Pancewicz (L) oraz Piśla, Gancarz, Wołodko

W derbach lepszy Śląsk

W starciu na szczycie, jakim były wrocławskie derby, emocji nie brakowało. WKK miało swoje momenty, ale niemal przez cały mecz na prowadzeniu był FutureNet Śląsk. Podopieczni Radosława Hyżego zagrali świetne spotkanie i potwierdzili swój prymat w mieście, wygrywając 91:72.

fot. wks-slask.eu

Tym razem w wyjściowej piątce WKS-u wybiegli Robert Skibniewski, Norbert Kulon, Aleksander Leńczuk, Aleksander Dziewa i Karol Michałek. Obie drużyny zaczęły dosyć niemrawo, pierwsze punkty zdobywając po blisko 2 minutach gry. Dalsza część otwierającej kwarty to już jednak dominacja gospodarzy. W ataku wyróżniali się Aleksander Dziewa, Aleksander Leńczuk czy Karol Michałek, ale kluczową kwestią była obrona. Drużyna Tomasza Niedbalskiego w ciągu pierwszych 10 minut tylko dwukrotnie trafiła do kosza z gry i miała duże problemy z przedostaniem się w strefę podkoszową Śląska, który prowadził po pierwszej kwarcie 20:9. W kolejnej odsłonie podopieczni Radosława Hyżego powiększali swoją przewagę, by na przerwę schodzić z dodatnią różnicą aż 14 punktów (47:33)/

W trzeciej części gry WKS utrzymywał bezpieczną przewagę – po rzutach osobistych Roberta Skibniewskiego w połowie kwarty było już 61:39 dla podopiecznych Radosława Hyżego. Wówczas nastąpił jednak zdecydowanie najlepszy moment WKK w tym meczu. Goście zaliczyli run 12:1 i zbliżyli się na 11 punktów. Tyle samo oczek w tej ćwiartce zdobył Bartosz Ciechociński, który efektownym wsadem dał sygnał do odrabiania strat. Choć przyjezdni wrócili do gry, ich zapał ostudził buzzer-beaterem zza łuku Aleksander Dziewa. Przed czwartą kwartą na tablicy widniał wynik 67:54.

Podczas ostatnich 10 minut WKK starało się gonić wynik, Wojskowi byli jednak poza zasięgiem. Świetna gra Ciechocińskiego i udane penetracje Michała Jędrzejewskiego nie wystarczyły na kolektyw FutureNet Śląska. W ostatniej części gry dobrą zmianę ponownie dał Szymon Tomczak, a spotkanie zwieńczyła trójka Sebastiana Bożenki trafiona równo z końcową syreną. Trójkolorowi po raz kolejny potwierdzili swój prymat w stolicy Dolnego Śląska i zwyciężyli pewnie i wysoko 91:72.

FutureNet Śląsk Wrocław - WKK Wrocław 91:72



Zgłoś uwagę