Spółdzielnia Pracy Usług Kominiarskich Florian skończyła właśnie 70 lat

Kiedyś od nich zależała przyszłość każdego domu. Jeśli regularnie czyścili piec, sadza w nim nie miała prawa się zapalić i doprowadzić do pożaru. Pieców coraz mniej, a oni dalej mają co robić na dachach. Sprawdzają ciągi wentylacyjne i wystawiają opinie, czy budynek jest bezpieczny.

  • maciej rogala, spółdzielnia kominiarska florian

    Maciej Rogala, kominiarz z 33-letnim doświadczeniem w zawodzie, jest dumny ze swojej profesji/fot. Tomasz Hołod


Zawód zaufania publicznego

Maciej Rogala jest kominiarzem od 33 lat. Choć z wykształcenia mechanik precyzyjny, dzięki swojemu wujkowi zainteresował się właśnie kominiarstwem i nigdy tego nie żałował. Najpierw przez cztery lata był czeladnikiem, a po ośmiu zdobył papiery mistrzowskie.

– To zawód zaufania publicznego – twierdzi Rogala. – Kominiarze są zwykle bardzo dumni ze swojej profesji. Często zawód ten wynika też z tradycji rodzinnej. Najpierw zajmuje się tym ojciec, potem syn. Ale zawsze wszyscy szczycą się tym, co robią.

Swoją pracę zaczyna najczęściej wcześnie rano, zwykle około godz.  6.00. Zdarza się, że kończy wieczorem. Do jego zadań należą nie tylko udrażnianie przewodów kominowych czy przeglądy instalacji wentylacyjnych, ale także pomiary siły ciągu w kominie, wydawanie opinii w celach budowlanych, dla gazownictwa, sanepidu lub straży pożarnej.

Idzie nowe

– W ostatnim czasie zawód kominiarza bardzo się zmienia – uważa mistrz Rogala. – Choć nasze tradycje są cały czas kultywowane, to nieustannie zmieniające się przepisy wymuszają na nas konieczność ciągłego doszkalania się i zdobywania nowych uprawnień. Jest to związane również z tym, że coraz mniej jest pieców na paliwo tradycyjne, jak drewno czy węgiel, a coraz więcej osób korzysta z ogrzewania gazowego lub elektrycznego.

Wraz z rozwojem usług kominiarskich, kominiarze są wyposażani w niezbędny nowoczesny sprzęt pomiarowy i najnowsze narzędzia. Rozszerzył się zakres wykonywanych usług kominiarskich m.in. o frezowanie kominów wewnątrz, ich mechaniczne czyszczenie, kamerowanie oraz usługi dotąd nie wykonywane, jak kontrola szczelności instalacji gazowych i kontrola wentylacji mechanicznej. 

Współcześni kominiarze coraz częściej posługują się nowoczesnym i precyzyjnym sprzętem pomiarowym m.in. kamerami termowizyjnymi lub technicznymi, anometrami czy anemostatami.

W 1951 roku w spółdzielni kominiarskiej Florian liczyła 51 kominiarzy, pod koniec 1956 roku - już 240 pracowników. Dziś zatrudnia około 150 osób - samych mężczyzn/fot. archiwum SPUK „Florian”

Cylinder to wyróżnienie

Natomiast od lat nie zmienia się strój kominiarzy – czarny mundur z 12 guzikami w dwóch rzędach i jednym pod brodą. Koniecznie do kompletu z cylindrem lub jego składaną wersją – szapoklakiem.

– Noszenie tego stroju to wyróżnienie – twierdzi Maciej Rogala. – Według legendy, pewien kominiarz w Anglii, czyszcząc komin, zapobiegł dużemu nieszczęściu. W podziękowaniu za to, hrabia, któremu ów kominiarz uratował rodzinę, podarował mu swój cylinder. Takie nakrycie głowy nosili wówczas jedynie arystokraci. Od tej pory wszyscy kominiarze noszą je z prawdziwą dumą. To dla nas duże wyróżnienie.

Według mistrza Rogali, bardzo miłym zwyczajem jest łapanie się za guzik, gdy się zobaczy kominiarza. Jak wiadomo, ma to przynieść szczęście. We Wrocławiu w każdej chwili można dotknąć - też na szczęście - szapoklak Florianka - krasnala, którego spotkamy przy ul. Świdnickiej.

Dwóch hrabiów na dachu

Większość wrocławskich kominiarzy jest zrzeszona w Spółdzielni Usług Kominiarskich Florian we Wrocławiu, która w tym roku obchodzi 70 rocznicę swojego istnienia. Początkowo w 1951 r. zatrudniała 51 kominiarzy.

Dwóch z nich posiadało nawet tytuł hrabiowski, który z wielkim trudem akceptowały ówczesne władze. Pod koniec 1974 roku spółdzielnia „Florian” zatrudniała już 660 osób i była wiodącym przedsiębiorstwem kominiarskim w kraju. Płace kominiarzy były porównywalne wówczas do wynagrodzenia górników.



Zgłoś uwagę