Śląsk - ŁKS 4:0. Imponujące zwycięstwo WKS-u przed rundą finałową

Piłkarze Śląska Wrocław z impetem zakończyli pierwszą część sezonu PKO BP Ekstraklasy. Podopieczni Vitezslava Lavicki pokonali w 30. kolejce rozgrywek ŁKS Łódź aż 4:0.

  • fot. Krystyna Pączkowska (www.slaskwroclaw.pl)

    fot. Krystyna Pączkowska (www.slaskwroclaw.pl)


Piorunujący początek WKS-u

Początek w wykonaniu wrocławian był piorunujący. Już w 4. minucie na listę strzelców wpisał się krytykowany ostatnio Filip Marković, niespełna kwadrans później było już 2:0 - Dino Stiglec wykończył składną akcję całego zespołu, a w 23. minucie przewaga WKS-u wynosiła już trzy bramki, kiedy z ostrego kąta przymierzył Przemysław Płacheta. Dobre spotkanie rozgrywał Erik Exposito, który asystował przy dwóch pierwszych trafieniach.

– Chcieliśmy zagrać ten ostatni mecz tak, by utrzymać naszą pozycję w tabeli. Szacunek dla wszystkich za wykonaną robotę. Wynik był wysoki, ale szacunek dla przeciwnika, bo byli drużyną, która chciała grać w piłkę. Na początku drugiej połowy bardzo nas naciskali. W pierwszej połowie pokazaliśmy efektywność, strzeliliśmy trzy bramki i ustawiliśmy mecz. Cieszę się, że idziemy krok po kroku. Mówiono, że mamy problemy w ofensywie, a dziś strzeliliśmy cztery bramki i zachowaliśmy czyste konto – skomentował mecz trener WKS-u, Vitezslav Lavicka.

Nieźle w ataku, świetnie w obronie

Właśnie po przerwie ŁKS miał kilka niezłych okazji (m.in. uderzał Jakub Wróbel), ale albo świetnie między słupkami spisywał się Matus Putnocky, albo bardzo dobrze reagowała linia defensywna WKS-u.

Wynik spotkania został ustalony w 74. minucie. Po wrzutce z rzutu wolnego główkował Erik Exposito, piłka po jego uderzeniu trafiła w poprzeczkę, odbiła się od linii bramkowej i wyszła w pole, gdzie została wybita przez obrońców. Wydawało się, że to kolejna świetna okazja Śląska bez gola, jednak sędzia zasygnalizował, że futbolówka całym obwodem przekroczyła linię i uznał bramkę.

– Może się wydawać, że szybko rozstrzygnęliśmy losy meczu, ale pierwsze minuty były takie, że ŁKS trzymał piłkę, a my musieliśmy wykonać wiele pracy od tyłu – zaznaczył trener Lavicka.

– Było to kolejne spotkanie, gdzie pokazaliśmy, że jesteśmy drużyną. Chcemy to udowadniać również w kolejnych spotkaniach i będziemy pracować, by nasza gra wyglądała jeszcze lepiej. W sytuacji, w której strzeliłem gola kąt był ostry, ale czułem, że mogę uderzyć i skończyło się to bramką. Taka jest moja rola, by wykorzystywać te sytuacje – powiedział pomocnik WKS-u, Przemysław Płacheta.

Teraz Legia

– Sezon się jeszcze nie kończy. Przed nami jeszcze duże wyzwanie – podkreślił Vitezslav Lavicka. Nie można się z nim nie zgodzić, wszak teraz przed Śląskiem runda finałowa. Obecnie wrocławianie zajmują trzecie miejsce w tabeli z 11-punktową stratą do liderującej Legii Warszawa. Szansa na zmniejszenie tego dystansu już w najbliższą niedzielę (21 czerwca) – właśnie tego dnia Śląsk zmierzy się na wyjeździe z Legią.

Śląsk Wrocław - ŁKS Łódź 4:0 (3:0)
Bramki: Marković 4, Stiglec 17, Płacheta 23, Exposito 74

Śląsk: Putnocky – Musonda, Puerto, Tamas, Stiglec, Płacheta, Mączyński, Łabojko, Pich (70 Chrapek), Marković (75 Samiec-Talar), Exposito (79 Bergier).
ŁKS: Malarz – Grzesik (46 Corral), Dąbrowski, Sobociński, Klimczak, Pirulo, Piątek, Wolski, Trąbka, Ratajczyk (87 Sajdak), Sekulski (46 Wróbel).

Żółte kartki: Wolski, Pirulo.
Sędzia: Paweł Gil.



Zgłoś uwagę