Premiera „Nagasaki” we Wrocławskim Teatrze Współczesnym

– Ten spektakl nie jest o Japonii, bardziej o takiej Japonii, która może się przyśnić – tłumaczy reżyserujący „Nagasaki” Paweł Kamza, który zaadaptował też na scenę nagradzaną książkę Érica Faye o dwojgu bezdomnych ludzi. Premiera spektaklu z Ziną Kerste i Tadeuszem Ratuszniakiem w rolach głównych w sobotę 5 września na scenie Wrocławskiego Teatru Współczesnego. To pierwsza z zapowiadanych w tym sezonie premier.

  • nagasaki wrocławski teatr współczesny

    Zina Kerste w scenie ze spektaklu „Nagasaki”/fot. Mat

  • nagasaki wrocławski teatr współczesny

    Tadeusz Ratuszniak w scenie ze spektaklu „Nagasaki”/fot. Mat

  • nagasaki wrocławski teatr współczesny

    Aleksander Brzeziński z instrumentem, który reżyser Paweł Kamza przywiózł z Japonii/fot. Mat


Historia o samotności

– Cieszę się, że możemy grać i wrócić do naszej działalności, ale przed nami bardzo trudny sezon i trudno przewidzieć, w jakim kształcie artystycznym się dopełni – uprzedza Marek Fiedor, dyrektor Wrocławskiego Teatru Współczesnego. Obydwie wrześniowe premiery – „Nagasaki” i „Miejski ptasiarz” były planowane jeszcze na końcówkę ubiegłego sezonu, przeszkodziła pandemia i zamknięcie teatrów. 

Na razie przed nami premiera spektaklu, który powstał w oparciu o nagrodzoną Grand Prix Akademii Francuskiej powieść Érica Faye „Nagasaki”. Reżyser Paweł Kamza podkreśla, że francuski autor napisał swoją książkę nie tyle o Japonii, co w japońskim duchu. – W wywiadach autor mówił, że zainspirowali go Japończycy – są w jego dziele ludźmi uwikłanymi w społeczeństwo totalitarne, czyli takie, w którym państwo nie pomaga ludziom – mówi Kamza.

„Nagasaki” to historia o dwojgu bezdomnych – kobiecie i mężczyźnie, którzy nie są w stanie lub nie mogą przepracować własnej traumy. – Bezdomni to u Faye nie tylko ci, którzy nie mają dachu nad głową. W japońskiej kulturze terminu „bezdomny” używa się na oznaczenie kogoś, kto jest sam, nie ma z kim porozmawiać, wymienić emocji – tłumaczy reżyser.

I dodaje, że kiedy lata temu Lech Wałęsa zapowiadał, że zbudujemy w Polsce nową Japonię wydawało się to mrzonką. – Po latach okazało się, że istotnie budujemy drugą Japonię, bo Japończycy są o 15 lat przed nami nie tylko w elektronice, ale i przemianach, jakie dokonały się w tamtym społeczeństwie, a teraz dotykają także i nas – mówi Paweł Kamza zaznaczając, że polscy specjaliści – politolodzy czy historycy literatury – nie obserwują życia społeczno-politycznego, a także kulturalnego w Japonii z większą uwagą, bo zauważyliby wiele podobieństw. 

Choćby pogłębiającą się samotność ludzi, o której Japończycy mówią mają szczególną receptę. – Mawiają, że odkryć w bezdomności dom jest największą sztuką i zadaniem, które trzeba realizować przez całe życie. I potem o ten dom zawsze dbać – zwraca uwagę reżyser „Nagasaki”.   

W spektaklu główne role bezdomnych-samotnych grają Zina Kerste i Tadeusz Ratuszniak, autorką scenografii i kostiumów jest Iza Kolka, zaś muzyki Aleksander Brzeziński, który posłużył się instrumentem (skrzyżowaniem maszyny do pisania z pięcioma strunami) przywiezionym niegdyś z Japonii przez reżysera. – Nagrałem 2 tysiące dźwięków używając łyżeczek, patyczków, piórek do gitar, gumek. Powstało 2 tysiące sampli i tylko na ich podstawie skomponowałem całą muzykę do spektaklu – wyjaśnia Brzeziński.  

Plany na sezon 2020/2021

„Nagasaki” rozpoczyna sezon artystyczny 2020/2021 trudny do przewidzenia. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem pod koniec miesiąca czeka nas premiera „Miejskiego ptasiarza” Weroniki Szczawińskiej, w listopadzie „Śledztwo Lema” – koprodukcja z teatrem Ad Spectatores (będzie prezentowany w Muzeum Teatru), a w grudniu ostatnia z przełożonych premier – „Tirza” Pawła Miśkiewicza na podstawie powieści Arnona Grunberga.

– Przełożyliśmy z jesieni na styczeń produkcję „Rzeźni nr 5” Kurta Vonneguta w reżyserii Michała Libera i spektakl w koprodukcji z Teatrem Współczesnym ze Szczecina – „Kongres futurologiczny” Stanisława Lema w reżyserii Agnieszki Jakimiak – wymienia Marek Fiedor przypominając, że wybór tekstu Lema jest nieprzypadkowy – w przyszłym roku przypada stulecie urodzin wybitnego pisarza. 

Także w 2021 roku obchodzić będziemy 100-lecie urodzin Tadeusza Różewicza. – Będziemy chcieli w październiku godnie je uczcić, ale w jakiej formie, nie jestem w stanie powiedzieć – mówi Marek Fiedor.  



Zgłoś uwagę