Kto i kiedy roznosi po świecie prezenty

Jeżeli święci pracują, to teraz szczególnie zajęty będzie jeden z nich. Święty Mikołaj, Santa Claus, Sint Klaus – choć imion ma wiele, nikomu nie trzeba chyba wyjaśniać, o kogo chodzi. Postać z długą, białą brodą odwiedza tych, którzy przez cały rok byli grzeczni, i nagradza prezentami.


Tak naprawdę o świętym Mikołaju, oprócz tego że spełnia życzenia, wiadomo niewiele. Był biskupem. Żył w IV wieku w Mirze, na terenie dzisiejszej Turcji. Jest patronem żeglarzy i więźniów. Jednak szczególnie lubi pomagać potrzebującym.

W PRL-u ze świętego próbowano zrobić Dziadka Mroza

Obecny święty Mikołaj to tak naprawdę mieszanka wielu zwyczajów i kultur. Dlatego Anglicy mówią na niego Santa Klaus, a Niemcy Weinachtsman. U nas za czasów  PRL-u ze świętego próbowano zrobić Dziadka Mroza. Na szczęście ten eksperyment się nie udał.

Mamy to szczęśliwe położenie… geograficzne i kulturowe, że nasze, wrocławskie, dzieciaki „nawiedza” 6 grudnia sympatyczny brodacz w czerwonym uniformie i z workiem na plecach, pełnym rozmaitych gadżetów. A potem wraca na Wigilię, żeby podłożyć paczki i zawinątka pod choinkę.

 

I tak się dzieje w większej części naszego kontynentu. Wszystkie i – trzeba podkreślić – grzeczne w mijającym roku pocieszki nasze znajdują pod poduszką czy w okazałej skarpecie wymarzone prezenty, a dostarcza je święty Mikołaj.

A tacy Belgowie, na przykład, mają podwójne szczęście, bo „ich” święty przybywa dwukrotnie: najpierw 4 grudnia sprawdza, jak dzieciaki się zachowują, a 6 grudnia ma już ze sobą prezenty dla „aniołków” – wkłada je do butów, a rózgi dla łobuziaków.

– Jesteśmy przyzwyczajeni do ubranego na czerwono staruszka z białą brodą, to postać z reklamy coca-coli. Tymczasem kiedyś święty Mikołaj to był biskup w ornacie, z mitrą na głowie i pastorałem w dłoni. Takiego świętego Mikołaja dziś już się nie zobaczy, a szkoda – mówi Dorota Jasnowska, z Muzeum Etnograficznego we Wrocławiu.

Na koniu, statkiem lub przez komin

  • Holenderski Mikołaj nazywa się Sinterklaas. Do miasta przybywa statkiem w każdą ostatnią sobotę listopada. Potem przesiada się na białego konia i paraduje po mieście, a nawet udaje się z wizytą do pary książęcej. Napotkanych po drodze pyta, jak się zachowywali przez cały rok. 5 grudnia zaś wszyscy zaczynają szukać prezentów w różnych dziwnych miejscach, żeby się przekonać, na co tak naprawdę zasłużyli.

Zamiast sań i reniferów piękny biały koń, a pod nim Sinterklaas (fot. James Mostert/flickr.com)

  • Julemanden to duński, ale całkiem „klasyczny” święty – towarzyszą mu bowiem elfy i z taką świtą porusza się on saniami, zaprzężonymi w renifery. Dzieci muszą przygotować mleko i pudding dla wiecznie głodnych elfów. Rano trzeba sprawdzić, ile po tej uczcie zostało okruchów. Termin przybycia – 24 grudnia, czyli w Wigilię.

 
Dobrotliwy staruszek z tego Julemandena... (fot. Bill McChesney/flickr.com)

  • Włosi postanowili swojemu Mikołajowi przyprawić wielki nos i zrobić z niego... czarownicę. A właściwie złośliwą wróżkę, która paskudna jest wielce. Nadali jej imię La Befana. Lata na miotle, obdarowuje dzieci upominkami w nocy z 5 na 6 stycznia, czyli w Święto Trzech Króli.
    Niegrzeczne dzieciaki mogą od niej dostać w skarpecie świątecznej popiół, czosnek lub cebulę. Grzeczne oczekują prezentów. Zanim pójdą spać, zostawiają na stole dla wróżki kieliszek wina i cytrusy.
    Jak mówi legenda, Befana dowiedziała się o narodzinach Jezusa od Trzech Króli, ale zabłądziła i nie zdążyła powitać Dzieciątka. Dlatego lata na miotle i podrzuca prezenty przez komin do każdego domu, gdzie jest dziecko, bo liczy na to, że tam odnajdzie malutkiego Jezusa. 
  • Frau Berta to postać na wzór św. Mikołaja prosto z Niemiec. Ma podobne „korzenie”, co Befana, wielkie stopy i ogromny nochal. Truchleją przed nią zwłaszcza wszystkie łobuziaki. Dla grzecznych ma zaś prezenty, które układa na parapetach lub schodach, albo do skarpet czy pod poduszkę. Z „naszym” Mikołajem łączy ją to, że do domów dostaje się przez kominy. 

 Mikołajowy prezent od takich paskudek? Jeśli to tablet, to czemu nie...? Włoskie Befan(fot. Eleonora Gianinetto/flickr.com)

  • W Hiszpanii dzieciaki dostają prezenty od Losa, Reyesa i Magosa, czyli od Trzech Króli – Kacpra, Melchiora i Baltazara. Ale następuje to dopiero 6 stycznia. Wieczorem przygotowuje się dla króli... nie, nie mleko, ale trzy kieliszki sherry, a także marchewkę dla zdrożonych wielbłądów. 

Hiszpańcy Trzej Królowie rozdają prezenty (fot. Contando Estrelas/flickr.com)

  • Dame Abonde rozdaje prezenty we Francji w sylwestrową noc. Ona z kolei ma postać pięknej wróżki, odwiedza dzieci, gdy śpią.
    Upominki przynosi także 6 grudnia Père Noël, a pomaga mu w tym Père Fouettard, mający w zanadrzu nawet karę chłosty dla niegrzecznych dzieci. Ale zazwyczaj pomaga dostarczyć prezenty i najlepiej orientuje się w tym, jaki podarek dziecko zamawiało.

Jedno z wyobrażeń Dame Abonde. Prezent od takiej słodkiej istoty? Czemu nie... 

  • Santa Claus lub Father Christmas to tak naprawdę kopia naszego świętego Mikołaja, oddelegowanego na kraje anglosaskie. Prezentów ma huk, ale na Wigilię. Wcześniej czyta korespondencję od dzieci, które piszą o swoich pragnieniach. Listy wrzuca się do kominka, aby z dymem mogły ulecieć do nieba. Obok wieszane są ozdobne skarpety na świąteczne niespodzianki.
    To właśnie Santa Claus odpowiedzialny jest za nadmierne spożycie mleka i ciasteczek, które dzieci zostawiają mu za fatygę.

Ten święty zza oceanu wygląda całkiem znajomo (fot. Lee Ruk/flickr.com)

  • Dziadek Mróz ma służbę w Rosji. Towarzyszy mu niestrudzona Śnieżynka, która jest jego wnuczką, żoną zaś Starucha Zima. Od 2005 r. w Rosji obchodzi się urodziny Dziadka Mroza, które przypadają na 18 listopada. Za siedzibę dostojnego starca uważany jest Wielikij Ustiug, położony w północnej części kraju. 

Dziadek Mróz na pewno ma bardzo kreatywnego krawca, tak jak jego wnuczka Śnieżynka (fot. wikipedia)

Zgłoś uwagę