Jazz nad Odrą 2015: Vehemence Quartet, Leszek Możdżer, Gwilym Simcock

Konkurs na indywidualność jazzową rozstrzygnięty! Grand Prix dla katowickiego kwartetu Vehemence, a prezydent Rafał Dutkiewicz, poza regulaminowymi 25 tysiącami, dorzucił jeszcze 5 dodatkowych dla zwycięzców! Sobotni wieczór był maratonem dla wytrwałych. Na scenie wystąpili laureaci z tego i ubiegłego roku, Marius Neset Quartet i najbardziej oczekiwani Leszek Możdżer z Gwilymem Simcockiem.

  • igor pietraszewski, jazz nad odrą

    Jazzman Igor Pietraszewski, członek rady programowej JnO uhonorowany odznaką "Zasłużony dla Kultury Polskiej" przez wojewodę Tomasza Smolarza

  • vehemence quartet, jazz nad odrą

    Prezydent Rafał Dutkiewicz, Lee Konitz, Leszek Możdżer i zwycięska formacja Vehemence Quartet/fot. Tomasz Walków

  • vehemence quartet, jazz nad odrą

    Prezydent Rafał Dutkiewicz wręcza Grand Prix w wysokości 25 tysięcy złotych (plus 5 tysięcy ekstra) dla Vehemence Quartet/fot. Tomasz Walków

  • vehemance quartet, jazz nad odrą

    Członkowie Vehemance Quartet w akcji/fot. Tomasz Walków

  • vehemance quartet, jazz nad odrą

    Członkowie Vehemance Quartet w akcji/fot. Tomasz Walków

  • vehemance quartet, jazz nad odrą

    Członkowie Vehemance Quartet w akcji/fot. Tomasz Walków

  • vehemance quartet, jazz nad odrą

    Członkowie Vehemance Quartet w akcji/fot. Tomasz Walków

  • gwilym simcock, jazz nad odrą

    Gwilym Simcock/fot. Tomasz Walków

  • leszek możdżer, jazz nad odrą

    Leszek Możdżer/fot. Tomasz Walków

  • leszek możdżer, jazz nad odrą

    Leszek Możdżer/fot. Tomasz Walków

  • leszek możdżer, gwilym simcock, jazz nad odrą

    Wspólny koncert Leszka Możdżera i Gwilyma Simcocka/fot. Tomasz Walków

  • możdżer, simcock, jazz nad odrą

    Koncert na dwa fortepiany na Jazie nad Odrą/fot. Tomasz Walków

  • marius neset, jazz nad odrą

    Saksofonista Marius Neset/fot. Tomasz Walków

  • jim hart, jazz nad odrą

    Wibrafonista Jim Hart/fot. Tomasz Walków

  • peter eldh, joshua blackmore/fot. Tomasz Walków

    Kontrabasista Petter Eldh i perkusista Joshua Blackmore/fot. Tomasz Walków


Maraton sobotnich wydarzeń na Jazzie nad Odrą wystartował o 18.00, czyli o godzinę wcześniej niż zwyczajowo, ale i tak, kupując bilet, trzeba było zarezerwować czas przynajmniej do 23.00 i mieć zdolność szybkiej adaptacji do ciągle nowego stylu gry, bo każdy z zespołów to nieco inny mikrokosmos.

Veherence Quartet z główną nagrodą konkursu JnO

Triumfatorzy 51. Jazzu nad Odrą to katowicki Vehemence Quartet. Nazwa ich zespołu, jak skontrolował Paweł Brodowski, naczelny miesięcznika „Jazz Forum” i członek jury, oznacza gwałtowność, impet, zaciekłość, ale też siłę ekspresji. – Tak grają laureaci – przekonywał ze sceny odczytując werdykt wspólnie z Lee Konitzem, legendarnym saksofonistą i przewodniczącym jury. Leszek Możdżer, szef artystyczny Jazzu nad Odrą, także jeden z jurorów przyznał z kolei, że wykonany został akt ignorancji, bo wybierając zwycięzców trzeba było, niestety, odrzucić wielu fantastycznych artystów. Pocieszył jednak, że porażka nie musi zniechęcać i przypomniał, że kiedyś profesor z Petersburga ocenił go słowami: „Z tego chłopca nic nie będzie”, co rozbawiło cała salę.

Specjalna odznaka dla Igora Pietraszewskiego

Laureaci, Vehemence Quartet otrzymali czek na 25 tysięcy złotych z rąk prezydenta Rafała Dutkiewicza, który, już ze sceny, podwyższył nagrodę jeszcze o dodatkowe 5 tysięcy. Pozostałe nagrody (każda w wysokości 2 tsuące złotych) od Związku Artystów Wykonawców STOART trafiły w ręce pianisty Mateusza Gawędy, lidera Jakuba Gudza, kontrabasisty Damiana Kostki, kompozytora Kamila Piotrowicza i wirtuoza harmonijki ustnej Kacpra Smolinskiego. Był też inny miły akcent wieczoru. Igor Pietraszewski, wrocławski jazzman, wykładowca Uniwersytetu Wrocławskiego, ale i członek rady programowej JnO został uhonorowany odznaką „Zasłużony dla Kultury Polskiej” przez minister Małgorzatę Omilanowską. Wyróżnienie wręczył w imieniu minister wojewoda Tomasz Smolarz.

Koncert zwycięzców – Veherence Quartet – zwieńczył pierwszą część koncertu.

Marius Neset, czyli indywidualista

Jedną z osobowości festiwalu okazał się, z pewnością Marius Neset. Norweg, który na festiwalu wrocławskim miał już okazję bywać, tym razem przyjechał ze swoim kwartetem i materiałem z nowego albumu „Pinball”. Saksofonista jest osobowością i widać, że interesuje go nie tylko jazz, także fusion, world music. Eksperymenty i ciekawe brzmienie wyróżniają Neset Quartet na tle wielu innych formacji. Spora w tym zasługa pozostałych muzyków, zwłaszcza wibrafonisty Jima Harta, który wyczarowuje nie tylko specyficzne brzmienie, ale świetnie buduje klimat, choć i kontrabasista Petter Eldh z nieomal bachowskimi solówkami musiał budzić szacunek. Dzielnie sekundował perkusista Joshua Blackmore. Norwesko-brytyjski team jest idealnie zgrany, a muzyka musi zwracać uwagę, bo jest wyjątkowo oryginalna, choć pewnie znajdą się ci, którzy będą chcieli koniecznie jakoś ją zaszufladkować. A oto będzie trudno i dobrze. Muzyce potrzeba niepokornych indywidualistów.  

Leszek Możdżer i Gwilym Simcock, czyli gwiazdy wieczoru

Tym razem polsko-brytyjski sojusz zawiązany niedawno, już święcący triumfy (w Londynie), u nas dopiero poznawany, czyli Leszek Możdżer w porozumieniu fortepianowym z Gwilymem Simcockiem, jakiego nazywa jedną z największych nadziei brytyjskiego jazzu. Na ten koncert bilety sprzedały się najszybciej i było je najtrudniej kupić. Podziałała, jak zawsze, magia nazwiska Możdżer i chyba fortepian, którego w tym roku jakby mniej. Dwaj pianiści świetnie ze sobą dialogują – werbalnie (żartowali z publicznością) i pozawerbalnie (bo podany przez jednego z nich dźwięk zostaje podchwycony niemal instynktownie przez drugiego). Ci jazzfani, którzy pamiętają koncert na dwa fortepiany Adama Makowicza i Leszka Możdżera, czuli, że tym razem była to rozmowa zupełnie innego rodzaju, swobodniejsza, w tej samej tonacji i stylu. Były utwory Możdżera, Simcocka, szlagiery. Był też klimat, dla którego specjalnie przyszła publiczność, w tym wielu ortodoksyjnych fanów Leszka Możdżera. Sadząc po niesamowitym aplauzie, duo Możdżer-Simcock to projekt po prostu świetnie stworzony.  

Zgłoś uwagę