Inauguracja sezonu w Operze Wrocławskiej. „Trubadur” na początek

To będzie jedna z ważniejszych premier ostatnich miesięcy w Operze Wrocławskiej. Po pierwsze dlatego, że realizacją „Trubadura” Verdiego (pierwszy spektakl 16 grudnia) swoją muzyczną dyrekcję rozpoczyna w teatrze Marcin Nałęcz-Niesiołowski. Po drugie z powodu koprodukcji z Łotewską Operą Narodową w Rydze, bo będzie to pierwsza z wielu zaplanowanych na najbliższe miesiące kooperacji z interesującymi scenami operowymi w Europie.

  • trubadur, opera wroclawska

    Scena z próby „Trubadura” w Operze Wrocławskiej/fot. Tomasz Walków

  • trubadur, opera wroclawska

    Scena z próby „Trubadura” w Operze Wrocławskiej/fot. Tomasz Walków

  • trubadur, opera wroclawska

    Scena z próby „Trubadura” w Operze Wrocławskiej/fot. Tomasz Walków

  • trubadur, opera wroclawska

    Scena z próby „Trubadura” w Operze Wrocławskiej – Stanisław Kuflyuk jako Hrabia di Luna/fot. Tomasz Walków

  • trubadur, opera wroclawska

    Scena z próby „Trubadura” w Operze Wrocławskiej/fot. Tomasz Walków

  • trubadur, opera wroclawska

    Scena z próby „Trubadura” w Operze Wrocławskiej – Jadwiga Postrożna jako Azucena/fot. Tomasz Walków


Opera Wrocławska od września ma nowego dyrektora, dyrygenta Marcina Nałęcza-Niesiołowskiego (o planach na ten sezon przeczytacie w Nowy sezon w Operze Wrocławskiej. Z nowym dyrektorem), który już wprawdzie we Wrocławiu pracował (m.in. przygotował muzycznie zespół w spektaklu „Eugeniusz Oniegin” Piotra Czajkowskiego), ale „Trubadur” to także jego dyrektorski debiut. Tym razem realizowany z łotewskim reżyserem Andrejsem Žagarsem, z udziałem zaproszonych artystów, ale i tych śpiewaków, którzy są na stałe w zespole Opery Wrocławskiej.

„Trubadur” Giuseppe Verdiego, dziś niejednokrotnie krytykowany za zawiłe libretto (choć nigdy za wyjątkowo piękną muzykę) od premiery w 1853 roku cieszyło się wielkim powodzeniem na scenach świata. Historia, w której splatają się nierozerwalnie wielkie namiętności – miłość, zemsta i okrucieństwo – zachwyca melomanów także współcześnie. Uwspółcześnienie to także klucz do zrozumienia nowej realizacji w Operze Wrocławskiej. Marcin Nałęcz-Niesiołowski zwraca uwagę na fakt, iż tempa, wartości muzyczne i frazowanie zostaną wyeksponowane w taki sposób, by w sposób naturalny łączyć tradycję z nowoczesnością. Z kolei reżyser Andrejs Žagars akcję oryginalnego libretta (wówczas XV wiek) przeniósł w czasy bardziej nam współczesne, okres I wojny światowej, kiedy Łotysze zmuszeni byli walczyć na froncie przeciwko sobie (jedni w armii pruskiej, drudzy w rosyjskiej). Bracia z „Trubadura” (choć ten fakt wychodzi na jaw dopiero w finałowym IV akcie) to Manrico, tytułowy trubadur i Hrabia di Luna, jego rywal o względy ukochanej Leonory. W wyniku tragicznego zbiegu okoliczności i zaślepienia żądzą zemsty di Luna skaże na śmierć własnego brata. – Najważniejsze są w tej operze emocje, wówczas przekonujemy się, że wszystkie problemy z librettem okazują się łatwe do rozwiązania – przekonuje reżyser Andrejs Žagars.

Joanna Parisi (Leonora) i Kristian Benedikt (Manrico) w nowej inscenizacji „Trubadura”/fot. Tomasz Walków

Spektakl miał już premierę łotewską w Operze Narodowej w Rydze przed dwoma laty, teraz jego wrocławską odsłonę obejrzą melomani. Z ciekawą obsadą. W tenorowej partii Manrika wystąpi Kristian Benedikt, który tę rolę ma w repertuarze od ośmiu lat i śpiewał ją m.in. w Rosji i w Niemczech. Joanna Parisi jako Leonora podkreśla, że jej partia jest idealna do tego, by można ją było interpretować na wiele nowych sposobów. Znany już wrocławianom Stanisław Kufljuk (di Luna) wyjaśnia, że w nowej realizacji jego postać będzie mniej okrutna i bezwględna, a bardziej czuła. Jadwiga Postrożna (Cyganka Azucena) przygotowuje się nie tylko wokalnie, także bardzo mocno aktorsko. – Muszę poczuć to, co czuje kobieta, która wrzuca swoje dziecko do ognia – opowiada. W libretcie Azucena jest piastunką Manrica, którego niegdyś porwała syna starego hrabiego di Luna z zemsty za to, że uśmiercił jej matkę. Chciała zabić chłopca, ale, przez przypadek, ofiarą padło jej dziecko. Pomyłki nie wyjaśnia przybranemu synowi latami aż do fatalnego końca.

Premierowe spektakle „Trubadura” zaplanowano 16-18 grudnia. Bilety kosztują 50-200 zł.

Zgłoś uwagę