Fenomenalne koncerty. Wratislavia Cantans

49. edycja festiwalu Wratislavia Cantans już teraz, kilka dni przed finałowym koncertem, wydaje się jedną z najbardziej udanych w ciągu ostatnich kilku lat.

  • Andrzej Kosendiak, Wratislavia Cantans

    Andrzej Kosendiak dyryguje utworami Grzegorza Gerwazego Gorczyckiego/fot. Adam Rajczyba

  • Gorczycki, Wratislavia Cantans

    Soliści podczas wykonania utworu Grzegorza Gerwazego Gorczyckiego/fot. Adam Rajczyba

  • Bertrand Chamayou i Sol Gabetta

    Bertrand Chamayou i Sol Gabetta/fot. Adam Rajczyba

  • Sol Gabetta

    Sol Gabetta/fot. Adam Rajczyba


Nie zdarzył się dotychczas koncert jedynie poprawny, dominują naprawdę znakomite występy – we wtorek arcyciekawy z muzyką mistrza polskiego baroku – Grzegorza Gerwazego Gorczyckiego, w środę dwa doskonałe – recital wiolonczelistki Sol Gabetty i porażający koncert grupy graindelavoix z Mszą Nostre Dame Guillaume de Machauta.

Polska muzyka dawna ma kilka nazwisk godnych odnotowania na skalę globalną, ale jeśli sami nie przyczynimy się do ich promocji trudno będzie przekonać obcą publiczność, by doceniła spuściznę. Krok w tym kierunku zrobił Andrzej Kosendiak nagrywając świetnie przyjęty album z muzyką Grzegorza Gerwazego Gorczyckiego z międzynarodową obsadą (angielską, czeską i polską). We wtorek w katedrze można było wreszcie usłyszeć niemal cały materiał na żywo (m.in. Completorium, czy Conductus funebris) z tymi samymi śpiewakami, którzy zarejestrowali utwory na CD (zabrakło jedynie Angielki Susan Gilmour Bailey). Wrażenie pozostało to samo co po lekturze nagrania – doskonale zrównoważone głosy, doskonale dobrane do repertuaru, wreszcie przejmujące utworu, w których muzyka i tekst idealnie się uzupełniają, dając wizję polskiego późnego baroku.

W średniowieczne klimaty wprowadził publiczność zespół wokalny graindelavoix (ziarno głosu – termin zaczerpnięty z pracy Rolanda Barthesa). Ale to zupełnie inna wizja niż ta, do których przywykli bywalcy Wratislavii Cantans, którzy przychodzili na koncerty także przed laty. Wówczas sposób śpiewania belgijskiej formacji mógłby uchodzić niemal za profanację. Dziś surowe, momentami chropawe głosy, sposób wprowadzania szczególnej ornamentacji wzbudza zainteresowanie, zdumienie, szok, bo budzi słuszne skądinąd skojarzenia ze śpiewem ludowym. Zespół pod dyrekcją Björna Schmelzera (który jest także jednym z solistów) to dziś czołówka europejska jeśli chodzi o wykonawstwo muzyki średniowiecza, niezwykłej, a być może najbliższej oryginalnemu zamysłowi francuskiego kompozytora, którego Msza Nostre Dame wpłynęła w znaczący sposób na historię muzyki.

Koncert kameralny z udziałem znakomitej argentyńskiej wiolonczelistki Sol Gabetty nie był bynajmniej przerywnikiem w ciągu koncertów z muzyką oratoryjno-kantatową. Był wspaniałą eksplikacją nazwy festiwalu – Śpiewający Wrocław. O tym, jak śpiewnie można grać na wiolonczeli przekonali się melomani słuchając choćby chopinowskiej Sonaty g-moll na wiolonczelę i fortepian, czy trzech pieśni Johannesa Brahmsa w aranżacji na wiolonczelę dokonanej przez samą Gabettę. Program uwzględniał wokalny leitmotiv. Były beethovenowskie wariacje na temat operowej arii Mozarta, było wreszcie chopinowskie Grand duo concertant na tematy z opery Meyerbeera, wreszcie na bis brawurowo zagrana Parafraza koncertowa arii Rossiniego z „Cyrulika sewilskiego” autorstwa Maria Castelnuovo-Tedesco. Aertystce towarzyszył na scenie świetny pianista Bertrand Chamayou.  

Magdalena Talik



Zgłoś uwagę