W pracy z orkiestrą trzeba zachować świeżość

fot. Łukasz Rajchert / Archiwum NFM

O wyzwaniach stojących przed dyrygentem, o nowym sezonie w Narodowym Forum Muzyki oraz o chemii pomiędzy artystami opowiada Giancarlo Guerrero, dyrektor artystyczny NFM Filharmonii Wrocławskiej.

W nadchodzącym sezonie poprowadzi Pan sześć koncertów z NFM Filharmonią Wrocławską. Który z utworów, jakimi będzie Pan dyrygował stanowi dla Pana największe wyzwanie?

Każdy z utworów stawia zupełnie inne wyzwania. Niektóre z nich są czysto techniczne i wymagają ciężkiej, indywidualnej pracy ze strony każdego z muzyków. Inne dotyczą zgrania całego zespołu, kolejne zaś dotyczą emocjonalnej strony wykonywanej muzyki. Kiedy gra się trudną muzykę w rodzaju Szostakowicza albo Mahlera, ona zaczyna wywierać wpływ na psychikę.

Granie jej i dyrygowanie nią jest doświadczeniem bardzo wyczerpującym emocjonalnie, zwłaszcza w sytuacji, w której rano gra się próbę, a wieczorem koncert.

Jednak największym wyzwaniem są zawsze próby.

W dłuższej perspektywie zadaniem szefa danej orkiestry jest zrobienie brudnej roboty, z której ludzie uczęszczający na koncert w ogóle nie zdają sobie sprawy. Trzeba pracować nad intonacją, nad balansem pomiędzy grupami orkiestry, nad sposobem, w jaki te grupy łączą się ze sobą, wreszcie nad stylem gry całej orkiestry.

Z jednej strony sprawia to mnóstwo frajdy, z drugiej zaś jest niezwykle wyczerpujące, wymaga też wielkiej cierpliwości.

Wspomniał Pan o Mahlerze, który jest bardzo specyficznym kompozytorem. W programie jednego z Pańskich koncertów znajdzie się jego IV Symfonia, która pozornie może wydawać się pogodnym utworem, ale tak naprawdę wcale taka nie jest.

Muzyka Gustava Mahlera jest od jakichś pięćdziesięciu lat znakomicie przyjmowana przez publiczność. Ona sama w sobie jest fantastyczna, ale głęboko wierzę też, że słuchacze nauczyli się wytwarzać głęboką więź emocjonalną z dziełami tego kompozytora.

Mahler, podobnie jak Czajkowski, nie bał się wkładać w muzykę całej swojej duszy i całej swojej osobowości.

W ich dziełach tak wyraźnie słychać ich radości, ich frustracje i niedole, że nie sposób pozostać obojętnym na te doświadczenia. Każdy z nas przeżywa przecież podobne emocji. Mahler, tak samo jak Czajkowski, van Gogh, czy każdy inny wielki artysta, był niezwykle skomplikowanym człowiekiem. Jego udręczona dusza odbija się w tych dziełach.

IV Symfonia jest niezwykła, ponieważ inne jego symfonie przeznaczone są na olbrzymie składy.

Muzyczna opowieść

Muzyczna opowieść

Koncert / Klasyczna
Termin 8 listopada 2019 19:00

Miejsce Narodowe Forum Muzyki (NFM) Wrocław

Zobacz

Tutaj jest odwrotnie, orkiestra jest mała. Nie ma tu ani puzonów ani tuby, a i perkusji też jest mało. Sopran w ostatniej części jest głosem dziecka opisującego niebo. To jest Mahler, którego publiczność się nie spodziewa i którego być może nie zna.

Dla mnie to jedna z jego ulubionych symfonii. Przypomina symfonie Mozarta i Haydna, a jej intymny wyraz sprawia, że dużo bardziej odsłania wykonawców. Czasem muzyka staje się tak głośna i tak ekscytująca, że można w tym zgiełku ukryć pewnie niedoskonałości. Tutaj każda nuta musi być zagrana perfekcyjnie. 

Nawet osoby, które na co dzień nie chodzą na koncerty będą w stanie usłyszeć każdą niedoróbkę. Wszystko słychać tu bardzo, bardzo wyraźnie i z tego względu jest to jedna z najtrudniejszych symfonii tego kompozytora.

Nie jest to Mahler, do jakiego większość z nas jest przyzwyczajona, ale to jest też coś, co bardzo mi się w tym utworze podoba.

Kiedy wspomniał Pan o utworach przeznaczonych na wielką obsadę, na myśl przychodzi Symfonia alpejska Richarda Straussa, którą także Pan poprowadzi w tym sezonie.

Kompozytor chciał tutaj oddać majestat i wspaniałość Alp, które są przecież ogromnymi górami. To, co kocham w tym utworze, to jego osobisty wyraz. Symfonia oddaje trwającą 24 godziny wędrówkę po Alpach, zaczyna się i kończy muzyką nocy.

Mnóstwo tu waltorni i innych instrumentów dętych blaszanych, które naśladują nawoływania pasterzy.

W tym utworze cały zespół dęty blaszany znajduje się za sceną, a Strauss chciał oddać ogromną przestrzeń, w której słychać zawołania pasterzy. Słuchając tego dzieła słyszy się więc także muzykę dobiegającą z wielkiej odległości, dokładnie tak samo jak podczas wędrówki po górach.

Słychać tu nie tylko tajemniczą, cichą muzykę nocy, jest tu także moment oddający zdobycie szczytu, który jest kulminacją całego utworu. W innym miejscu słychać wodospad, kolejny fragment oddaje grozę wędrowania tuż nad przepaścią.

Wierzę, że jest to muzyka, która jest w stanie natychmiast stworzyć więź ze słuchaczem, wpłynąć na jego wyobraźnię i emocje. Ludzie mogą wręcz powiedzieć sobie „mój Boże, widziałem to”. Kiedy te wszystkie elementy łączą się ze sobą, cały utwór nabiera głębokiego sensu.

Poprowadzi Pan także pierwszy koncert symfoniczny z udziałem organów. Wybrał Pan na tę okazję Grand Concerto Paulusa, który jest w Polsce zupełnie nieznanym kompozytorem. Dlaczego?

Mamy wielkie szczęście, że dysponujemy we Wrocławiu światowej klasy orkiestrą, a także fantastyczną salą koncertową, która przyciąga najlepsze zespoły i kapitalnych solistów.

Inwestycja, która doprowadziła do powstania organów, sprawi, że NFM będzie jeszcze bardziej atrakcyjnym miejscem. Bardzo się cieszę, że do tego doszło.

Podczas tego samego koncertu, oprócz utworu Paulusa, wykonamy także Symfonię alpejską, w której także znajduje się rozbudowana partia organów.

Zależało mi na tym, aby znaleźć popisowy utwór, który pokaże cały blask brzmienia tego instrumentu.

Brzmienie organów jest tak charakterystyczne, że nie da się odtworzyć go w domowym zaciszu. Słuchanie ich w kościele czy w sali koncertowej to zupełnie co innego, można fizycznie poczuć jak wibracje przenikają całe ciało. To zupełnie nieprawdopodobne doświadczenie.

Potęga absolutu. „Missa solemnis”

Potęga absolutu. „Missa solemnis”

Termin 13 grudnia 2019 19:00

Miejsce Narodowe Forum Muzyki (NFM) Wrocław

Zobacz

Nie chciałem wykonywać jakiegoś bardzo znanego utworu, jaki się zwykle wykonuje przy takich okazjach, jak III Symfonia „Organowa” Saint-Saënsa czy Koncert Poulenca.

To świetne dzieła, ale myślę, że Wrocław jest dużo bardziej wyrafinowany.

Przez wiele lat współpracowałem z amerykańskim kompozytorem Stephenem Paulusem, którego poznałem 25 lat temu, jako bardzo młody dyrygent. Zostałem wielbicielem jego twórczości i nagrałem wiele jego utworów. Jednym z nich jest właśnie Grand Concerto.

Paulus miał niezwykły dar pisania muzyki organowej. To wymaga dodatkowego doświadczenia. Trzeba wiedzieć jak dobrze pisać na organy, używa się tam też przecież stóp. Ten utwór łączy w sobie wszystko, co tylko przychodzi na myśl, kiedy myśli się o tym instrumencie. Znakomicie pokazuje nie tylko co dzieje się, kiedy korzysta się z różnych głosów organowych, ale są tam także momenty, w których organy grają pełnym, potężnym dźwiękiem.

Czuję, że to świetny sposób na przedstawienie nowego instrumentu i jednocześnie nowego kompozytora. Publiczność tego nie zapomni. Solistą podczas tego koncertu będzie mój drogi przyjaciel, Paul Jacobs, który promuje tę twórczość.

Jestem pewien, że nie będzie to jego ostatni występ w Polsce, a publiczność zakocha się w nim i będzie chciała, żeby tu wracał. To świetna okazja, żeby pokazać coś nowego i jednocześnie wypróbować możliwości nowego instrumentu.  

Jak ocenia Pan współpracę z orkiestrą we Wrocławiu, czy jest między wami chemia?

Absolutnie! A co ważniejsze, poznajemy się wzajemnie coraz lepiej. To przypomina podróż. Na początku orkiestra znała mnie z kilku utworów, teraz znają mnie z dwudziestu kilku. Znają mój styl. Mam nadzieję, że nie wyczerpałem jeszcze swojego zapasu dowcipów (śmiech).

Regularna praca z jedną orkiestrą stwarza jednak także zagrożenia. Można popaść w rutynę, a to jest coś, czego trzeba unikać. W pracy z orkiestrą trzeba zachować świeżość. Rutyna to zabójstwo dla każdej sztuki. Jeśli publiczność wie, co się za chwilę wydarzy, po co ma przychodzić na koncert?

Mam nadzieję, że poznając się coraz lepiej i inspirując się wzajemnie, będziemy też w stanie ciągle zaskakiwać słuchaczy. Elementem, który nam w tym pomaga jest wzajemny szacunek. Tak długo jak on istnieje i tak długo jak działa w obie strony, tak długo wspólne muzykowanie ma szansę być naprawdę wyjątkowe.

Jak spędza Pan swój wolny czas we Wrocławiu?

Wiele czasu spędzam spacerując po mieście. Kocham spacery po Wrocławiu, poznałem większą część miasta poruszając się na piechotę. Czuć tutaj historię.

Jedzenie tutaj jest absolutnie fenomenalne, ciągle pojawia się coraz więcej coraz bardziej zróżnicowanych restauracji. Mam swoje ulubione miejsca.

Spotkanie z maestrem Giancarlem Guerrero

Spotkanie z maestrem Giancarlem Guerrero

Termin od 8 listopada 2019 do 22 maja 2020

Miejsce Narodowe Forum Muzyki (NFM) Wrocław

Zobacz

Poza próbami także jestem zajęty. Muszę się zająć pracą domową, przygotowywać się do kolejnych prób, planować następny sezon, spotykać się z ludźmi czy udzielać wywiadów. Cieszę się jednak wolnym czasem, jaki tutaj spędzam i doceniam to, jak wielkie mam szczęście, że mogę zajmować się muzyką w tak pięknym mieście.

Rozmawiał Oskar Łapeta