City Docs: Wrocław silny czy bezsilny wobec mowy nienawiści?

W Dolnośląskim Centrum Filmowy ruszył cykl pod nazwą City Docs, który pozwoli przyjrzeć się najbardziej aktualnym, często palącym miejskim problemom. Każdą dyskusję na ich temat, a także próbę poszukania rozwiązań, porzedza film. 21 lutego był to „Wielebny W.”, dokument w reżyserii Barbeta Schroedera – jako wstęp do dyskusji o mowie nienawiści.

  • Przed seansem filmowym w DCF-ie, fot mawi


Do debaty o przejawach ksenofobii, rasizmu, nietolerancji we Wrocławiu, a także o niemilknących w przestrzeni publicznej nienawistnych określeniach w stosunku do ludzi o odmiennych – pochodzeniu, wyznaniu czy światopoglądzie organizatorzy City Docs zaprosili Kamilę Kamińską-Sztark – socjolożkę, pełnomocniczkę rektora Uniwersytetu Wrocławskiego ds. odpowiedzialności społecznej, Ziada Abou Saleha – Syryjczyka z pochodzenia, od 35 lat wrocławianina, socjologa, nauczyciela akademickiego. Rozmowę z nimi z udziałem publiczności poprowadziła dziennikarka Małgorzata Waszkiewicz.

Mnich z piekła rodem

Jak rodzi się, przybiera na sile, a potem wybucha ogniem, pożogą i zbrodnią skrajny nacjonalizm, widzowie zobaczyli we wstrząsającym dokumencie Barbeta Schroedera pt. „Wielebny W.”. To ostatnia część tzw. trylogii zła, zapoczątkowana przez francuskiego reżysera w 1974 r. filmem o gen. Idi Aminie Dadzie, a kontynuowana w 2017 r. portretem kontrowersyjnego adwokata Jacquesa Vergèsa.   

„Wielebny W.” powstał, zanim zaczęła się eskalacją ludobójstwa na birmańskich muzułmanach Rohingya. Pod tajemniczym tytułem kryje się postać Ashina Wirathu, mnicha, który naucza w duchu islamofobii i mową nienawiści podsyca wrogość wobec mniejszości muzułmańskiej zamieszkującej Birmę. Dokumentalista nie tylko śledził wystąpienia mnicha na wiecach, nagraniach czy w mediach społecznościowych, ale i przyglądał mu się z bliska, gdy ten przemawiał wprost do kamery.

Zarówno credo życiowe Wirathu, jak i drastyczne ujęcia, np. linczu na Rohingya, niszczenia ich dobytku oraz sceny exodusu tysięcy birmańskich muzułmanów z ziem, które z buddystami współdzieli, są dla widza wstrząsające. Mechanizmy budowania społecznej wrogości poprzez propagowanie mowy nienawiści i zaszczepanie jej już u dzieci Barbet Schroeder pokazuje tak, by wszelki osąd i interpretację pokazywanych faktów pozostawić, bez niepotrzebnych odautorskich ingerencji, do analizy i przemyśleń tylko widzowi.

Za tę trzecią część swojej trylogii francuski reżyser został uhonorowany nagrodą Amnesty International dla najlepszego filmu o prawach człowieka na ubiegłorocznym, 15. Festiwalu Filmowym Millenium Docs Against Gravity.

Co nam to przypomina?

Rozpoczynając dyskusję po filmie, Kamila Kamińska-Sztark wskazała na jej zdaniem wiele analogii do postaci i zjawisk, z jakimi mamy od pewnego czasu do czynienia również we Wrocławiu. Do lokalnych, nacjonalistycznych przywódców, którzy w swojej retoryce posiłkują się słowami nienawiści, m.in. wobec ludzi innych ras i wyznań. W tym do niechlubnego marszu ku czci 11 listopada, który stał się w naszym mieście pokazem buty i uprzedzeń ludzi, mianujących się polskimi narodowcami.

– To dla mnie film uniwersalny, ponadkulturowy i ponadreligijny – mówił Ziad Abou Saleh. – W jakikolwiek strój nie ubrać tego mnicha – chrześcijański, muzułmański, żydowski, pasowałby do wszystkich.

Jak duży problem mamy we Wrocławiu z mową nienawiści? 

– Nie wiem, jaka jest skala tego zjawiska we Wrocławiu, ale jaka by nie była, nie powinno jej oczywiście być – mówił prezydent Sutryk. – Jeśli mówimy o języku nienawiści i złych zachowaniach, trzeba brać pod uwagę cały obraz tej sytuacji. Oczywiście możemy mówić o Międlarze czy Rybaku – to jest powód do naszego wspólnego wstydu i to hańba, że tacy ludzie są we Wrocławiu. Podstawowy problem jest zaś taki, że mowa nienawiści jest dziś obecna niemal wszędzie – w debacie publicznej, w języku polityków – dużego i małego formatu – ale i w codziennym społecznym życiu, w internecie. Zwracam więc uwagę, że mowa nienawiści jest zjawiskiem zdecydownie szerszym.

Jak miasto powinno sobie radzić z mową nienawiści?

– Jak z nią walczyć? To oczywiście wyzwanie instytucjonalne, które stoi przed miastem jako urzędem, ale tak naprawdę ono stoi przed nami wszystkimi – podjął temat prezydent Wrocławia. – Przyznać muszę, że jeśli chodzi o polski ustrój samorządowy, to władztwo miasta, samorządu, i mam tu na myśli tzw. instrumenty twarde – jest bardzo mocno ograniczone. W zasadzie poza jakimś oddziaływaniem miejskim, poza edukacją, poza wpływaniem na zmiany postaw, brakuje władzom miejskim silnych, jednoznacznych instrumentów rozwiązywania, powiedziałbym nawet – szykanowania tego typu zjawisk i w efekcie eliminowania ich z przestrzeni publicznej.

– Co my możemy zrobić? – zastanawiała się Kamila Kamińska-Sztark. – Ten mnich [wielebny W. – red.] powiedział, że musi pracować z dziećmi, bo one muszą wiedzieć, gdzie jest niebezpieczeństwo i kto jest ich wrogiem. Ja, jako pedagog, mieszkanka tego miasta,  mama, chcę, żeby naszych dzieci nikt nie uczył, kto jest ich wrogiem, gdzie jest niebzepieczeństwo. Nie chcę, żeby nasze dzieci były nawoływane do bronienia czegokolwiek. My nie jesteśmy w stanie wojny, nie trzeba zabijać wrogów ojczyzny. Od wielu lat żyjemy w pokoju i chciałabym, żebyśmy nasze dzieci we Wrocławiu uczyli, jak mogą się dzielić dobrem, kochać, jak być gościnne, dobre i życzliwe – i to mogę robić i do tego wszystkich zachęcam. 

– Żeby coś istotnie zmienić, nie ma chyba sensu rozmawiać z politykami, bo oni się wysocjalizowali, konflikt ich nakręca, oni tym żyją – podkreślał Jacek Sutryk. –  Dlatego pierwsze kroki po zabójstwie prezydenta Adamowicza skierowałem do młodzieży, ponieważ z nią warto rozmawiać, wyjaśniac i angażować młodych ludzi do działania, ze świadomością, że to oni kiedyś staną się decydentami w wielu różnych sprawach.

Uczestnicy dyskusji (od lewej): prezydent Jacek Sutryk, Kamila Kamińska-Sztark, Ziad Abou Saleh i red. Małgorzata Waszkiewicz, fot. mawi

Czy władze miasta będą rozwiązywały marsze szerzące nienawiść?

– Oczywiście prezydent ma takie uprawnienia – potwierdzał Jacek Sutryk. – Choć za każdym razem wszyscy, którzy nawołują do szybkiego rozwiąznia takich zdarzeń, muszą też liczyć się z pewnymi konsekwencjami dla bezpieczeństwa, z tym, co taka decyzja w istocie rodzi. Można rozwiązać marsz, ale to nie zaknebluje ust tym ludziom. Nadal będą maszerowali, wznosili wrogie okrzyki, w sposób haniebny palili portrety, zdjęcia, polityków czy kogokolwiek innego. Uważam, że takie zjawiska trzeba przede wszystkim piętnować. Powinny spotykać się z ostracyzmem społecznym i być jednoznacznie penalizowane. Mogę rozwiązać i tysiąc marszów, ale jeśli w ślad za tym nie pójdą odpowiednie działania po stronie organów ścigania, moje decyzje będą bezcelowe. Oznacza to, że powinny nastąpić tu konkretne zmiany w prawie. Zapewniam jednak, że jeżeli prawo podczas jakiegokolwiek marszu będzie łamane, będziemy rozwiązywać takie manifestacje.

– Chcę zwrócić też na jedno uwagę – podkreślał Jacek Sutryk – że przy okazji tego typów marszów próbuje się z władzy municypalnej, z przezydenta, robić przeciwnika, stawiać go po drugiej stronie, gdy tymczasem jesteśmy po tej samej stronie. Już powtarzałem wielokrotnie, że brzydzę się neofaszyzmem, ksenofobią, że chcę miasta otwartego, tolerancyjnego.  

Jakie są oczekiwania wobec władz miasta?

– Jako mieszkaniec Wrocławia, rozumiem postawę władz miasta. Niezależnie bowiem od tego, jaką decyzję podejmować będą w konkretnych sprawach, będzie się to wiązało zarówno z jakimiś zyskam, jak i stratami – mówił Ziad Abou Saleh. – Chciałbym oczywicie, żeby moje miasto nie miało nienawistnej twarzy, ale wiem, że żyjemy w takim świecie, że mowa nienawiści okazuje się prawie „normalna”.

– Nie tylko od prezydenta miasta, ale w ogóle od polityków oczekiwałbym zapewnienia, że prawo mnie ochrania – wyjaśniał dalej socjolog. – Że cokolwiek by się wydarzyło, np. podczas jakiegoś marszu nienawiści, to prawo zadziała w sposób sprawiedliwy dla wszystkich. A niestety tego mi brakuje. A poza tym, mogę tylko apelować o więcej miłości, szacunku, życzliwości wszystkich wobec wszystkich. Jeżeli będzie coraz więcej takich ludzi – damy sobie radę z nienawiścią. Wiem, że czeka nas bardzo dużo pracy, by ona zniknęła i zgadzam się, że ten długi proces zmian trzeba zacząć od ludzi najmłodszych.

– Chciałbym, żebyśmy wyszli z tego spotkania bez poczucia bezsilności – mówiła natomiast Kamila Kamińska-Sztark. – Poczucia, że jest coraz gorzej i że nic nie możemy, towarzyszy mi od kilku lat. Bardzo się staram, by mnie to nie opanowało. Bardzo bym prosiła jako mieszkanka i osoba urodzona we Wrocławiu, żeby władze miejskie rozwiązywały wrogie ludziom marsze. Chciałabym radykalnych działań. Nienawiść kiełkuje powoli. Marsze „ułożone” i spokojne o wiele bardziej mnie przerażają niż te, gdzie są race i rozróba. 

Cała relacja z debaty, w tym opinie i pytania publiczności, do obejrzenia TUTAJ

 

 

 



Zgłoś uwagę