Capitol olśniewa i znów śpiewa

Teatr Muzyczny otwarty po dwuletniej przebudowie


Fasada rozbłysła neonami, wnętrze zalśniło złotem, a na scenie znów słychać muzykę – po dwóch latach przebudowy w sobotnią noc (28 września) Teatr Muzyczny Capitol wrócił do gry.

- Olśniewający, wspaniały, monumentalny, reprezentacyjny, jak z Broadwayu, przytulny, robi wrażenie – pierwsi widzowie nie szczędzili komplementów.

Równie wielkie wrażenie zrobił na nich pełny rozmachu premierowy spektakl „Mistrz i Małgorzata” według powieści Michaiła Bułhakowa. Reżyserem i autorem adaptacji wielowątkowej powieści rosyjskiego pisarza, jest Wojciech Kościelniak. Udowodnił po raz kolejny, że nawet najbardziej złożony i obszerny tekst literacki można przenieść na scenę sukcesem . To było wyzwanie – nie zgubić bułhakowskiej groteski, nie stępić ironii, która obnaża sowiecką rzeczywistość, absurd komunistycznego systemu i ludzkie przywary. Ryzykiem obciążone były też sceny z Poncjuszem Piłatem (w tej roli Konrad Imiela) – przecież mogły zamienić się w patetyczne i tym samym śmieszne i oderwane od akcji musicalu fragmenty. Nic z tych rzeczy – zespół Capitolu dowiódł, że powrócił po dwuletniej przerwie w wyśmienitej formie – muzycznej, tanecznej i aktorskiej.  Premierowy spektakl był też okazją do zaprezentowania technicznych możliwości sceny. Zapadnie, scena obrotowa, wjeżdżające platformy pozwoliły stworzyć wielowymiarowy spektakl. Zachwyt budzi scena spotkania Małgorzaty (Justyna Antoniak)  i Wolanda – wśród obracających się świec, zapalanych przez budzącego grozę szatana, Małgorzata zgadza się, by zostać królową jego balu.  Nie ustępują im pełne energii sceny zbiorowe w restauracji Gribojedowa, czy balowy popis Bogny Woźniak – Joostberens, która wcieliła się w rolę dzieciobójczyni Fridy.

Niezapomniane role stworzyły Justyna Szafran w przejmującej i tragicznej roli kobiety-narratorki i wiernej żony Mistrza oraz Ewelina Adamska-Porczyk w roli Helli, asystentki Wolanda. Niezwykłe piękno i lekkość z jaką tańczy Adamska-Porczyk, sprawiają, że, gdy pojawia się na scenie ściąga na siebie wszystkie spojrzenia. 

Nie można też odmówić  komediowego talentu Mariuszowi Kiljanowi, który zagrał Iwana Bezdomnego. Początkujący poeta, autor kiepskich wierszy i działać Masolitu (moskiewskiego związku literatów) jest pierwszym bohaterem „Mistrza i Małgorzaty”, który styka się na swojej drodze z Wolandem. Na skutek tego spotkania zostaje uznany za szaleńca i trafia do domu wariatów. Absurdalna scena jego rozmowy z Doktorem Strawińskim rozbawi nawet najbardziej poważnego widza, bo jak nie śmiać się z biednego poety, który chce wzywać milicję, by ta schwytała znajomego Poncjusza Piłata.

Teksty piosenek napisanych przez Rafała Dziwisza (zagrał także Mistrza) wpadają w ucho, duża w tym zasługa kompozytora Piotra Dziubka, który także poprowadził capitolową orkiestrę. Pełne rozmachu kompozycje nawiązują do najlepszych amerykańskich musicalowych tradycji. Capitol, zaraz po Operze Wrocławskiej może pochwalić się własnych orkiestronem, bo nie ma jak muzyka na żywo w teatrze muzycznym. A brzmi ona wyraźnie i mocno, dzięki nowemu nagłośnieniu i specjalnym panelom akustycznym zamontowanym na ścianach widowni.

Niestety dość blado na tym tle wypadła Justyna Antoniak w roli Małgorzaty, aktorka dysponująca wspaniałym głosem, miała pecha – podczas premiery przez chwilę nie działał mikroport wzmacniający jej głos. Być może ta sytuacja odebrała jej pewność siebie i choć później dała z siebie wszystko ten wieczór nie był dla niej najszczęśliwszy.  

Warto docenić też towarzyszy Wolanda – kota Behemota (Mikołaj Woubishet), Korowiowa (Błażej Wójcik) i Asasella (Bartosz Picher). Show w moskiewskim Teatrze Variete w ich wykonaniu okazał się prawdziwą bombą – z plafonu leciały najprawdziwsze czerwońce, a widownia szalała, by znaleźć się na scenie i przymierzyć najnowszą, paryską kolekcję ubrań. Koncept teatru w teatrze sprawdził się, choć niektórzy widzowie zdawali się być zaskoczeni, gdy nagle z fotela obok wstawał aktor i na głos komentował wydarzenia na scenie. Ciekawa była też scenografia i wizualizacje Damiana Styrny, a kostiumy Bożeny Ślagi miały pazur i to coś, co sprawia, że aktorzy wyglądają w nich wiarygodnie.

Trwający ponad trzy i pół godziny spektakl nie dłużył się, nie nudził. Liryczne sceny spotkania Mistrza i Małgorzaty zachwycały bezpretensjonalnością i naturalnością. Reżyser wyszedł bowiem z założenia, że wielka miłość nie potrzebuje dodatkowej oprawy i blichtru.

Warto wybrać się na ten spektakl, by przypomnieć sobie, jak powinien wyglądać dobry musical. Nowa scena otworzyła się z prawdziwym rozmachem. Mamy we Wrocławiu teatr, który serwować będzie rozrywkę na poziomie – będzie i do śmiechu i do łez, inteligentnie i ciekawie.

Warto było czekać te dwa lata na koniec przebudowy. Zrealizowano ją dzięki funduszom unijnym. Stosowną umowę z miastem podpisał w kwietniu 2010 roku minister kultury i dziedzictwa narodowego Bogdan Zdrojewski. Nowy budynek teatru zaprojektowała krakowska pracownia KKM Kozień Architekci, a przebudowę Capitolu realizowała firma Warbud z Warszawy. Całkowity koszt inwestycji to 145 mln. zł, w tym 80 mln zł pochodzi ze środków unijnych, reszta pieniędzy pochodzi od miasta. Dawny gmach Capitolu powstał w 1929 roku, był perłą ekspresjonistycznej architektury. Zachwycał złotą fasadą, oświetloną jednymi z pierwszych w tym czasie neonów. Był kinoteatrem, a to oznaczało, że miał małą i płytką scenę, na której nie zawsze mieściły się spektakle.

Po przebudowie Capitol nie tylko zyskał nowoczesną i większą scenę, ale także ma nowe sale prób, garderoby i magazyny, których teatrowi do tej pory brakowało.

Agnieszka Kołodyńska

Oficjalne otwarcie Teatru Muzycznego Capitol po przebudowie.  Premiera „Mistrza i Małgorzaty”, reżyseria Wojciech Kościelniak.

 fot. Tomasz Walków

Zgłoś uwagę