55. Festiwal Wratislavia Cantans w wyjątkowych warunkach. Podsumowanie

Zakończona niedawno edycja oratoryjno-kantatowego festiwalu im. Andrzeja Markowskiego była szczególna z wielu różnych powodów. Jeszcze wiosną zaplanowano jedynie pięć koncertów, wystąpili przede wszystkim wrocławscy i polscy artyści, uczczono pamięć zmarłego w marcu profesora Krzysztofa Pendereckiego, a publiczność, pewnie po raz pierwszy w historii, zasiadła na miejscach w maskach i z zachowaniem dystansu. 

  • Koncert pamięci profesora Krzysztofa Pendereckiego pod batutą Macieja Tworka/fot. Karol Sokołowski/NFM

  • Podczas festiwalu obowiązywał reżim sanitarny/fot. Karol Sokołowski/NFM

  • Giovanni Antonini prowadzi swój zespół Il Giardino Armonico/fot. Karol Sokołowski/NFM

  • Giovanni Antonini podczas koncertu/fot. Karol Sokołowski/NFM

  • Andrzej Kosendiak przygotował koncert z utworami Jacka Różyckiego/fot. Karol Sokołowski/NFM

  • Koncert Wrocław Baroque Ensemble pod kierownictwem Andrzeja Kosendiaka zamykał tegoroczną edycję festiwalu/fot. Karol Sokołowski/NFM


Festiwalu edycja uszczuplona 

Opinie o zasadności zorganizowania festiwalu A.D. 2020 były rozbieżne. Wielu melomanów ucieszył fakt, że mimo zaostrzeń udało się jednak zorganizować wrześniowe koncerty. Pojawiły się jednak i głosy, że tak uboga, okrojona edycja (pięć koncertów w trzy dni) nie przystoi światowej klasy festiwalowi i może należało z nią poczekać do przyszłego roku.

Definitywne przełożenie festiwalu na przyszły rok nie byłoby najlepszym rozwiązaniem. Należy wziąć pod uwagę fakt, iż nawet krótka wersja Wratislavii Cantans jest, poza promykiem nadziei tak potrzebnej w obecnym czasie, jednocześnie rodzajem kroniki wyjątkowo trudnego okresu dla całej kultury i środowiska artystycznego, które jest albo pozbawione kontaktu z publicznością, albo kontakt ten jest mocno ograniczony. 

Festiwal Wratislavia Cantans w reżimie sanitarnym/fot. Karol Sokołowski/NFM

Pamięci Mistrza Krzysztofa Pendereckiego

W dwóch głównych lokalizacjach – gmachu Narodowego Forum Muzyki (jego dwóch salach) i kolegiacie św. Krzyża i św. Bartłomieja na Ostrowie Tumskim – nietrudno było zauważyć, że spora część bywalców zrezygnowała w tym roku z udziału w wydarzeniach, choć ze strony organizatorów koncerty przygotowano z dbałością o przestrzeganie wszelkich wymogów sanitarnych.

Koncert inauguracyjny, z reguły najbardziej wyczekiwany, przyjmowany z radością i niecierpliwością jako oficjalna inauguracja sezonu muzycznego w mieście, tym razem miał elegijny, wspomnieniowy charakter i w całości wypełniły go kameralne utwory zmarłego 29 marca profesora Krzysztofa Pendereckiego, któremu publiczność złożyła hołd minutą ciszy.

Maestro, od lat związany z Wratislavią Cantans i z Wrocławiem (także przez mieszkającą tu rodzinę), miał (jeszcze przed ogłoszeniem pandemii) dyrygować swoimi „Siedmioma bramami Jerozolimy” w NFM-ie. Już wczesną wiosną było wiadomo, że utwór poprowadzi – w zastępstwie niedysponowanego Mistrza – Maciej Tworek. Nikt nie przypuszczał, że wkrótce potem świat obiegnie informacja o śmierci wybitnego kompozytora.

Podczas inauguracji pod batutą Macieja Tworka wybrzmiały, specjalnie przygotowane na ten koncert i epidemiczną sytuację kompozycje na kameralne składy (aby na scenie muzycy mogli pozostać także w dystansie) – chór mieszany (Chór NFM), orkiestrę smyczkową, solistów (skrzypaczka Roksana Kwaśnikowska i altowiolista Artur Rozmysłowicz). Zachwycił świetnie zaprojektowany repertuar, a w pamięci pozostanie zwłaszcza Concerto doppio per violino, viola e orchestra, zwłaszcza za sprawą świetnie wykonanej partii skrzypcowej.

Maciej Tworek prowadzi wykonanie koncertu, soliści – Roksana Kwaśnikowska i Artur Rozmysłowicz/fot. Karol Sokołowski/NFM 

Owacje dla Julii Leżniewej

Koncert z udziałem Agaty Zubel w kameralnej sali czerwonej wyprzedał się jeszcze przed rozpoczęciem festiwalu, a kompozytorka-sopranistka była w świetnej formie, co udowodniła w przepięknej „Love Song” na sopran, harfę (Malwina Lipiec) i orkiestrę (NFM Leopoldinum) Andrzeja Panufnika. Ernst Kovacic, dawny szef Leopoldinum, znakomity dyrygent (i skrzypek) poprowadził koncert, który wypełnił repertuar angielski (Elgar, Britten, Panufnik, polski kompozytor po wojnie mieszkający i tworzący w Wielkiej Brytanii).

Agata Zubel podczas wykonania utworu Andrzeja Panufnika/fot. Łukasz Rajchert/NFM

Największą sensacją festiwalu był, bez wątpienia, koncert pod wodzą Giovanniego Antoniniego, bo szef artystyczny festiwalu przyjechał do Wrocławia razem ze swoim włoskim zespołem Il Giardino Armonico, jak i z chętnie zapraszaną do kolejnych projektów rosyjską sopranistką Julię Leżniewą, która we Wrocławiu gościła kolejny raz, zawsze przyjmowana niezwykle ciepło.

Julia Leżniewa z Il Giadrino Armonico zachwyciła publiczność/fot. Karol Sokołowski/NFM

Jej głos wydaje się pełniejszy niż kilka lat temu, możliwości wokalne znacznie lepsze, a to efekt tytanicznej pracy artystki, która dziś jest jedną z najchętniej angażowanych do wykonania i nagrywania oper barokowych. Jej kreacje wokalne zdominowały absolutnie wieczór, zaś Leżniewa  po pięciu swoich ariach „regulaminowych” (Vivaldiego, Giacomelliego, Grauna i Händla) bisowała jeszcze dodatkowymi czterema (w tym słynną Händlowską „Lascia la spina”). Koncert z przepisowej godziny przeciągnął się niemal do dwóch, ale było warto, bo publiczność owacjami na stojąco przywołała klimat, jaki tradycyjnie jest wyczuwalny podczas festiwalu Wratislavia Cantans. 

Il Giardino Armonico zachwyciło nie tylko we włoskim repertuarze, szczególnie intrygujące było wykonanie muzyki do sztuki „The Tempest” Mattew Locke'a. 

Ostatnie dwa koncerty należały do wrocławskich zespołów – pierwszy do Wrocławskiej Orkiestry Barokowej, która wspólnie z zaproszonym Dresdner Kammerchor i solistami bardzo rzetelnie przygotowała, pod wodzą Jarosława Thiela, m.in. kantatę „Die Donnerdode” Georga Philippa Telemanna.

Jarosław Thiel poprowadził Wrocławską Orkiestrę Barokową z repertuarem Telemannowskim/fot. Łukasz Rajchert/NFM

Jacek Różycki odkrywany na nowo

Drugi, interesująco i obiecująco kończący festiwal – z Wrocław Baroque Ensemble, formacją, z którą pracuje Andrzej Kosendiak koncertując i nagrywając, zwłaszcza rewelacyjną serię płyt z dawną muzyką polską. Przygotowywana właśnie sesja z zachowanymi utworami Jacka Różyckiego, XVII-wiecznego polskiego kompozytora służącego u czterech polskich monarchów, będzie dziesiątą z kolei. Spuścizna Różyckiego jest niewielka, udało się ją ocalić, m.in. dzięki wytrwałości polskich muzykologów.

Jak bardzo jest intrygująca niech zaświadczy choćby tylko fragment „Aeterna Christi munera” na zespół wokalny, który to fragment powtarzany podczas koncertu kilkakrotnie zapamiętać można na długo.

W kolegiacie św. Krzyża i św. Bartłomieja zachwycali zwłaszcza chłopięcy sopran (Sergiusz Mojzesowicz–na zdjęciu), ale i znani już z poprzednich projektów śpiewacy (sopranistki Aldona Bartnik–na zdjęciu i Aleksandra Turalska, czy bas Tomáš Král).  

Wybrzmiewająca na finał ostatniego koncertu wspomniana kompozycja Jacka Różyckiego „Aeterna Christi munera”, której dźwięki jeszcze długo po zakończeniu rezonowały, zaostrzyła apetyt na nagranie, które, miejmy nadzieję, pojawi się na rynku w przyszłym roku. Ale też uświadomiła, że to nieodwołalny koniec tej jednej z najkrótszych (biorąc pod uwagę także ekonomiczne pierwsze festiwale z lat 60.) i bodaj najbardziej wymagających edycji Wratislavii Cantans.   



Zgłoś uwagę