40. PPA: The Tiger Lillies i „odwrócony” Różewicz – para mało dobrana

Na spektakl nurtu głównego „Caffe Tiger Lillies” bilety wyprzedały się, bo brytyjskie trio, czyli The Tiger Lillies, to wabik wysokiej próby. Pamiętamy, jak wzbudzało sensację na wrocławskim przeglądzie już kilkanaście lat temu. Teraz mroczni i groteskowi prowokatorzy także nie zawiedli, ale pomysł „pożenienia” ich z Różewiczowskim dramatem, odczytanym na opak, w wykonaniu polskich aktorów, wydał się co najmniej niedopracowany.

  • „Caffe Tiger Lillies”,

    Obsada „Caffe Tiger Lillies”, fot. Łukasz Giza


Scenarzysta, inscenizator i reżyser w jednym, czyli Jerzy Lach, wziął na warsztat sztukę Tadeusza Różewicza pt. „Wyszedł z domu”. Bohater tego dramatu Henryk, na skutek uderzenia głową o pomnik (po tym jak przejechał się na skórce od banana), traci pamięć, a wraz z nią wszelkie więzy, łączące go z nieznośną żoną Ewą, ciążącymi mu obowiązkami, relacjami czy zobowiązaniami wobec politycznych „współplemieńców”. Jednym zdaniem – przestaje przejmować się wszystkim i wszystkimi.

Ona jako on na ulicy współczesnej Polski

Lach w swojej modern operze zamienia role małżonków i sprawia, że to Ewa (Justyna Bartosiewicz) doznaje amnezji – również z powodu uderzenia głową o „monument”, ale ma to związek z jej uczestnictwem w marszu czarnych parasolek. A poszła manifestować nie tyle z powodów politycznych, ile w odwecie na flejtuchowatym Henryku (Paweł Tucholski), którego czar i seksualna potencja dawno wyparowały. 

Dlatego potem to nie Ewa, a Henryk, chcąc odzyskać małżonkę sprzed urazu i pokładając całą nadzieję na to „w bodźcach”, zaczyna ślubną „bość tymi bodźcami bez wytchnienia...”. Uczy ją posługiwania się słowami i ciałem, ale ze sceny, gdy odkrywa jej „członki” po kawałku – od warg po wzgórek łonowy – niestety wieje koszmarną nudą i chyba nie tylko pisząca te słowa zastanawiała się, kiedy ten „metadramat” się zakończy.

Headliner to headliner

Oboje małżonków poznajemy we wnętrzu ich kawiarni. I tu pojawia się miejsce dla The Tiger Lillies – Martyn Jacques (fortepian, akordeon, ukulele), Adrian Stout (kontrabas, teremin, piła, gitara), Jonas Golland (perkusja) – to zatrudnieni w lokalu demoniczni muzycy. Ich piosenki, wykonywane falsetem przez trochę przerażającego Jacques'a, były formą muzycznego komentarza do rozgrywającej się fabuły.

Jak klauni wyrwani z cyrkowego przedstawienia, co jest ich znakiem rozpoznawczym w ogóle, muzycy zagrali kilka utworów  – pokazujących świat mroczny, dziwny i bezwzględny. Z właściwą sobie nutą lekko wynaturzonego humoru i ostrej ironii odegrali swoje muzyczne role, jak należało i zgodnie z oczekiwaniami widzów. I nawet jeśli te sety momentami kontekstowo wpisywały się w scenariusz, de facto istniały na Scenie Ciśnień w oderwaniu od akcji dziejącej się pomiędzy małżonkami – im bliżej końca, tym jakby bardziej „po polsku” upolitycznionej.

Co prawda, reżyser przewidział dla The Tiger Lillies kilka aktorskich zadań (Jacques był zabawny i jako policjant „przykrył” Henryka, a Stout i Golland równie śmieszyli jako ratownicy medyczni czy siostrzyczka i braciszek), to jednak całości spektaklu nie uratowało. Jak to się mówi zaczyn był, ale smaku na końcu zabrakło. 

Niedosyt spotkania z The Tiger Lillies, takiego bez żadnych „supportów”, można było sobie zrekompensować po spektaklu kupnem albo płyt zespołu, albo oryginalnych koszulek, którymi twórcy „Heroin and Cocain” osobiście „handlowali”...

Zdjęcia: Łukasz Giza

----------------------------------------------------------

40. PPA: „Caffe Tiger Lillies/Teatr Opera Modern” na motywach dramatu Tadeusza Różewicza „Wyszedł z domu”, z wykorzystaniem tekstu Charlesa Bukowskiego „nikt tylko ty”, muzyka: Martyn Jacques, scenariusz, inscenizacja i reżyseria: Jerzy Lach. Obsada: Justyna Bartoszewicz, Paweł Tucholski i zespół The Tiger Lillies w składzie: Martyn Jacques, Adrian Stout, Jonas Golland

Zgłoś uwagę