Drzewo upamiętniające 200. rocznicę urodzin kompozytora zasadzili prezydent Wrocławia Rafał Dutkiewicz i Wanda Ziębicka, przedstawicielka wrocławskiej Rady Miejskiej. Tuż po zaprezentowaniu specjalnie sprowadzonej z Holandii lipy radna tłumaczyła skąd pomysł na uhonorowanie w ten sposób Fryderyka Chopina - "Jestem wrocławianką, od dziecka uczono mnie gry na różnych instrumentach, dorastałam w umiłowaniu dla muzyki, kończyłam zresztą szkołę muzyczną. Nie rozumiałam dlaczego w mieście takim jak Wrocław nie było dotąd śladu po pobycie kompozytora".
A Chopin, według zapisków gościł we Wrocławiu kilkukrotnie, najprawdopodobniej cztery razy. Ślady pobytów można znaleźć m.in. w listach pisanych przez kompozytora do przyjaciół. Te wizyty, począwszy od pierwszej odbytej razem z matką na przełomie lipca i sierpnia 1826 r. wiązały się przede wszystkim z jego stanem zdrowia. Artysta odwiedzał miasto w drodze do uzdrowiska w Dusznikach. Do historii, także dzięki pamiętnikom młodego Fryderyka przeszedł jeden z jego występów w Wielkiej Sali Redutowej przy ul. Biskupiej, Hotelu de Pologne, niedaleko miejsca w którym uroczyście odsłonięto drzewo nazwane oczywiście "Fryderykiem".
Zanim jeszcze w ziemię wbito pierwszą łopatę, wrocławska poetka Maria Ewa – Syska, wyraźnie wzruszona odczytała swój wiersz z najnowszego tomiku zatytułowany "Przy pomniku Chopina". Ten wrocławski najprawdopodobniej nie będzie aż tak okazały jak oryginał w Warszawie – "Ten gatunek drzewa może osiągać wysokość kilkudziesięciu metrów, ale ze względów bezpieczeństwa będziemy musieli je przycinać. To długowieczna roślina, więc oglądać ją będą mogły pokolenia" – mówił po uroczystości szef Wrocławskiej Zieleni Miejskiej Mieczysław Popławski