Wrocławskie medale biegowe – najpiękniejsze w Polsce

W miniony weekend „krasnoludkowe” medale z 3. PKO Nocnego Wrocław Półmaratonu i 33. PKO Wrocław Maratonu zwyciężyły w plebiscycie na najpiękniejsze medale portalu MaratonyPolskie.pl. 

  • Anna Wypłosz, projektantka wrocławskich medali


Taką nagrodę chciał mieć każdy. Krasnal za ukończenie nocnego półmaratony – i medal domek dla krasnala, za ukończenie wrocławskiego maratonu. Nic dziwnego, że właśnie te odznaczenia zostały uznane w plebiscycie portalu MaratonyPolskie.pl za najpiękniejsze.

Ich pomysłodawcą i twórcą jest Anna Wypłosz – z zawodu architekt. Przygodę z amatorskim bieganiem rozpoczęła w 2009 roku, bezpośrednio po kolejnych okrągłych urodzinach. Ma ukończone siedem maratonów. Biega w amatorskiej drużynie sportowej Rysioteam. Od dwóch lat jest organizatorką „Łódzkiego Noworocznego Biegu pod Gwiazdami” – bezpłatnego noworocznego biegu bez ścigania, którego trasa przebiega w całości pod noworocznymi dekoracjami Ulicy Piotrkowskiej – najważniejszej ulicy w mieście.  

Pani medal zwyciężył w plebiscycie na najpiękniejsze trofeum. Jakie to uczucie?

Konkurs organizowany przez MaratonyPolskie.pl na najładniejszy medal sezonu 2015 ma w założeniu promowanie samego medalu, a nie jego twórcę. Internauci głosowali tylko na medale, które do konkursu zgłaszane były przez organizatorów biegów. Śmiało mogę stwierdzić, że konkurs ten był zorganizowany obiektywnie, w głosowaniu brały udział tylko osoby zarejestrowane w serwisie przed datą rozpoczęcia głosowania. Nie było więc możliwości „sztucznego” pompowania głosów. Czy spodziewałam się, że składanka półmaratońskiego i maratońskiego medalu z Wrocławia wygra plebiscyt ? Powiem uczciwie – TAK. Nie przypuszczałam jednak, że w tak dobrym stylu. Na następny w kolejności medal oddano o jedną trzecią mniej głosów niż na Krasnala. Sama również zagłosowałam na medale wrocławskie.

Jak powstawał sam medal?

Na początku 2015 r. MCS ogłosiło konkurs na projekt medalu, który składałby się z dwóch powiązanych ze sobą części. Medal półmaratoński z medalem maratońskim miał tworzyć jedną całość. Intencją Organizatora było, by półmaratończyk spróbował również swoich sił w biegu maratońskim i z obu biegów miał spójną pamiątkę. Jestem z zawodu architektem, a nie grafikiem. Takie „przestrzenne” potraktowanie tematu bardzo mi się spodobało. Projekt wyszedł bardzo fajny, więc w momencie, gdy do mnie zadzwoniono, że wygrałam konkurs – również nie byłam zaskoczona.

Czy Krasnal był pierwszym pomysłem, czy rozważała Pani inne wzory?

Początkowo myślałam o czymś na kształt dwóch składających się z sobą puzzli. Potem kombinowałam z cyferką 3. Półmaraton miał swoją trzecia edycję, a maraton trzydziestą trzecią. W drugiej kolejności chciałam na medalach umieścić miniaturki „prawdziwych” wrocławskich krasnali Truchci i Biegacza. Potem wyszło jak wyszło – chyba się spodobało. Ten medal niesie w sobie jakąś niesamowicie pozytywną energię. Dużo jest w nim „winy” Organizatora, który miał odwagę przekazać do produkcji projekt o wymiarach jak na medal ponadstandardowych. Koło medalu maratońskiego ma 11 cm średnicy. Medale typowe mają z reguły średnicę rzędu 7-8 cm.

Czy projektowała Pani inne trofea sportowe? Jak wybiera Pani ich wzór?

Tak, od kilku lat zajmuje się projektowaniem medali w stopniu takim samym jak zajmuje się bieganiem, czyli amatorsko. Konkurs na medal wrocławski był drugim konkursem w jakim brałam udział. Próbowałam również swoich sił w konkursie na Projekt Medalu Krynickiego Iron Runa – bez powodzenia. W Łodzi, gdzie mieszkam właściwie na stałe współpracuje z lokalną firmą organizującą biegi. Dla nich zaprojektowałam już około tuzina medali. W plebiscycie Maratonów Polskich na rok 2015, prócz maratonu wrocławskiego były jeszcze trzy inne moje projekty. W zeszłym roku były dwa. Jak wybieram wzory i inspiracje? Nie lubię rysować na medalach biegowych „zabytków architektury” choć czasem takie bywają wytyczne zamawiającego. W dzieciństwie uprawiałam pływanie, można powiedzieć, że z sukcesami. Dla mnie najładniejszy medal, to medal – nieważne jakiego kształtu i nieważne, co jest na nim narysowane. Ważne, by był rangi przynajmniej krajowej i był w kolorze złota. Medale, które biegacze dostają za ukończenie biegu są medalami pamiątkowymi, i tak też je traktuje w swoich projektach. Staram się, by były trochę dowcipne i inne od pozostałych. Dbam by awers współgrał z rewersem. Do projektów, które darzę szczególnym uczuciem wykonuję w komputerze trójwymiarowe modele graficzne, tak by można było zobaczyć jak naprawdę medal będzie się prezentował w rzeczywistości. Medal z Wrocławia miał taki trójwymiarowy model. Przy projektowaniu ważne jest umiejętne słuchanie zamawiającego oraz oddanie charakteru danej imprezy. Takie „nieprzecudowane” i wysłuchane medale są autentyczne i ludziom się podobają. Z przyjemnością odkurzają takie pamiątki przez następne lata, przypominając sobie klimat imprezy w której były trofeami.

Z tego, co wiem, "wybiegała" Pani medal zaprojektowany przez siebie. Jakie to uczucie, biec po stworzoną dla siebie nagrodę?

Ze wszystkich medali które narysowałam nie „wybiegałam” tylko jednego. Nie traktuję projektowania medali jako „źródełka”. Jest to raczej miły dodatek do mojej amatorskiej kariery biegowej. Lubię patrzeć, jak po biegu na piersiach biegaczy wisi moje dzieło. Gdy przed startem Półmaratonu pierwszy raz zobaczyłam Krasnala na żywo, wzięłam go do ręki i poczułam jego wagę, nogi mi się dosłownie ugięły. Na biegu też (biegam w odległych strefach czasowych – tzw. konwersacyjnych) ludzie biegnący obok mnie rozmawiali o medalu – to było miłe. Na maratonie było nieco gorzej. Bieg kończyłam w towarzystwie dość licznej grupy „ niedoszacowanych” debiutantów . Mój wynik to 5.50. Ludzie ci biegli po medal – chcieli mieć komplet krasnala i jego domek, i niekoniecznie byli przygotowani fizycznie na pełen maratoński wysiłek. Ale - udało się. Myślę, że mój medal jako pamiątka z debiutu jest dla nich bezcenny.

Mieszka Pani w Łodzi - jakie są Pani wrażenia po wrocławskim Maratonie i Półmaratonie?

Wrażenia z obu biegów mam ogromnie pozytywne. Oba biegi polecam swoim znajomym i emocjonalnie opisałam na swoim blogu. W zeszłym roku z dużych biegowych imprez masowych tylko Wrocław miał znaczący wzrost frekwencji przy ogólnej tendencji w spadku liczby uczestników biegów ulicznych. Co mnie zaskoczyło? Przy tak dużych imprezach zachowany został kameralny charakter i duch rywalizacji imprezy sportowej. Na półmaratonie – praktycznie cała trasa obsadzona widzami, nawet w mojej strefie czasowej na 2.30h. Ludzie stali na trasie po kilka godzin i dopingowali do ostatnich biegaczy. Na maratonie miłym zaskoczeniem było, że w swojej strefie czasowej nie biegłam już sama. Koło mnie biegło z dwieście osób, bez poczucia rezygnacji, że będą prawie na końcu. Biegacze ci chcieli ukończyć maraton i ukończyli z taką samą radością jak ci z czołówki. Dlaczego o tym mówię? W moim rodzinnym mieście maraton nastawiony jest na ściganie – hasła „ nowa szybka trasa”, atest taki i owaki nie przekładają się na długość listy startowej. Praktycznie nie ma u nas „turystów biegowych”. Mnie to smuci, nie wystartuje już więcej w Łodzi – wystarczy mi, że trzy razy byłam ostatnia i swoją obecnością przeszkadzałam firmie zwijającej barierki…

Czy Pani zdaniem medal i jego wygląd mają znaczenie dla biegacza przy wyborze biegów, w których ma startować?

W początkowej fazie amatorskiej kariery chyba tak. Cieszy każdy następny zdobyty medal. Kupuje się półki czy wieszaki na medale, które dumnie posegregowane na te z piątki, dziesiątki, połówki czy dystansu maratonu wiszą dumnie na honorowym miejscu w mieszkaniu. Potem to wszystko trochę powszednieje i medale są wszędzie. Najwięcej na pralce, w garażu, gdzieś na szafie. U mnie najcenniejsze trofea wiszą w pracy na specjalnym stojaku – krasnalu. Na serio, medal to pamiątka, powinien być ładny i niepowtarzalny!

Relacje z 33. PKO Wrocław Maratonu znajdziecie tutaj.

Zgłoś uwagę