Wrocławianin w teamie Formuły 1

- Absolwent Politechniki Wrocławskiej w niczym nie różni się od osoby z dyplomem najważniejszych uczelni technicznych na świecie. W selekcji do Ferrari obok mnie brali udział ludzie z MIT i Oxford Brooks. Problemem jednak jest udowodnienie swoich umiejętności – mówi Łukasz Horanin. Doktorant z Politechniki Wrocławskiej od jesieni był na stażu w zespole F1 sławnego Ferrari, teraz podpisał trzyletni kontrakt z włoskim koncernem.


Tomasz Wysocki: Jak się prowadzi bolid F1?

Łukasz Horanin: Nie jeżdżę bolidem F1. Po pierwsze, jestem inżynierem, nie kierowcą. Po drugie, jazda bolidem F1 wymaga bardzo dużego doświadczenia i odpowiednich licencji. Poza tym, koszt przejechania jednego okrążenia na torze jest liczonych w dziesiątkach tysięcy euro. Gdyby każdy, kto ma styczność z zespołem dostał taką możliwość, firma nie miała by prawa funkcjonować. To jest zadanie zarezerwowane dla kierowców.

Runda bolidem F1 to marzenie większości chłopców, którzy interesują się motoryzacją. A skoro już jesteś w zespole Ferrari…

Łukasz Horanin: Oczywiście, kiedyś chciałem być kierowcą wyścigowym. Ale musiałbym zacząć naukę najpóźniej w wieku 8-10, trenować całe życie, wydać na to mnóstwo pieniędzy. Natomiast kiedy zacząłem interesować się poważniej motosportem, miałem 22 lata i na rozpoczęcie kariery kierowcy wyścigowego było zdecydowanie za późno.

Jak pojawiła się okazja na staż w Ferrari?

Łukasz Horanin: Ferrari stworzyło nowy program stażowy. Szukali – jak oni to określają – najbardziej utalentowanych absolwentów uczelni technicznych.
Dostrzeli nasz zespół – PWR Racing Team, na zawodach w Anglii na torze Silverstone, gdzie osiągnęliśmy bardzo dobry wynik. Zaproszenie do złożenia aplikacji dostaliśmy wszyscy, ostatecznie zrobiły to trzy osoby, do ostatniego etapu dotarłem ja i jeszcze jeden kolega.
Absolwent Politechniki Wrocławskiej w niczym nie różni się od osoby z dyplomem najważniejszych uczelni technicznych na świecie. Problemem jednak jest udowodnienie swoich umiejętności. Przy odpowiednim zapleczu które zapewnił nam Wydział Mechaniczny, a przede wszystkim Katedra Pojazdów Samochodowych i Siników Spalinowych udostępniając zaawansowane laboratoria, razem z moim zespołem mogliśmy udowodnić, że jesteśmy na tym samym poziomie, a może nawet lepsi niż studenci topowych uczelni z całego świata.
Ferrari nie prowadziło otwartej rekrutacji, tam nie można po prostu wysłać CV. To Ferrari szuka odpowiednich pracowników i daje im możliwość aplikacji i udziału w rekrutacji.
Zatem w rekrutacji nie było dużo osób, ale selekcja była ostra. Brali w niej udział reprezentanci dziesięciu najlepszych uczelni technicznych na świecie, m.in. słynnego MIT, czy Oxford Brooks.

Co zdecydowało, że Ferrari wybrało akurat Ciebie?

Łukasz Horanin: Szukali osób, których umiejętności i wiedza nie są zawężone do jednej specjalizacji, lecz takich, które poradzą sobie w każdym środowisku i z każdym problemem. Dla przykładu: dobrze jak ktoś jest specjalistą od aerodynamiki, ale jeżeli dostanie zadanie z zakresu konstrukcji silnika, to też musi sobie z tym zadaniem poradzić.
Praca w zespole jest dynamiczna, dlatego nie szukają specjalistów w jednej dziedzinie, ale ludzi z uniwersalnymi umiejętnościami.

Tobie zaprocentowało to, że byłeś szefem PWRF Racing Team i miałem wiedzę i kontrolę nad całym projektem.

Łukasz Horanin: Na pewno to doświadczenie miało znacznie, bo nie byłem ograniczony do jednego działu. Zdobyłem też doświadczenie w prezentacji i przekonywaniu do swoich pomysłów, bo przy zarządzaniu zespołem było to niezbędne.
Przez dwa lata kierowałem PWR Racing Team, zawsze starałem się wyciągać z całego zespołu jak najwięcej, nie skupiałem się na umiejętnościach i wiedzy jednostek.
Jednak w Ferrari nie opierali swojej oceny tylko na tym co robiłem wcześniej. Rekrutacja we Włoszech była bardzo dobrze przygotowana.

Po półrocznym stażu dostałeś kontrakt na trzy lata. Czym się będziesz zajmował w Ferrari?

Łukasz Horanin: Wszystkim. Cały zespół F1 Ferrari liczy około tysiąca pracowników, zatem jestem małą częścią wielkiego mechanizmu. Dzisiaj jestem inżynierem odpowiedzialnym za skrzynię biegów i układ hydrauliczny samochodu. Ale za chwilę mogę trafić do innej grupy, a za dwa lata do kolejnej.
Dla pracownika to super rozwiązanie, bo rozwija się w kilku kierunkach. Jeśli zamkniemy się w jednym schemacie, to ciągle będziemy robili to samo i nie będzie dużego progresu w rozwoju. A jeśli co jakiś czas zmieniamy punkt widzenia, wtedy pojawiają się ciekawe rozwiązania. Także z perspektywy samej firmy taka rotacja i dynamika jest dobra, bo ci ludzie muszą ze sobą współpracować. Nie można zbudować samochodu dzieląc zadania: ty się zajmiesz kołem, a ty silnikiem, jeśli ci ludzie nie będą ze sobą współdziałali. Samochód i to, jak się zachowuje na torze, to wynika doskonałej współpracy wszystkich elementów.

Łukasz Horanin, fot. Sylwia Mucha / PWr

Czego oczekują od Ciebie: doskonałych, nowatorskich rozwiązań co tydzień, które pozwolą skrócić czas przejazdu? Czy pilnowania statystyk i ich analizowania?

Łukasz Horanin: Wszyscy mamy jeden cel: najszybszy przejazd i wygrana w wyścigu. Cokolwiek będziesz robił, jeśli twoje rozwiązanie pozwoli to osiągnąć – świetnie. Nikt mnie nie zamyka w schemacie, jak mam pracować.
Problem się zaczyna, jeśli ktoś zaczyna swoje zadanie traktować jak pracę i obowiązek. To nie jest ani jedno, ani drugie. Tu nie ma ścieżki awansu, nie da się wykalkulować kariery.
Nikt nas nie zmusza, abyśmy pracowali w zespole F1. To nasz wybór i mamy jeden cel: skrócić czas przejazdu. Może pracujemy pod presją, spędzamy w firmie dużo czasu, ale dla mnie to bardziej zabawa, niż praca.

Z F1 związane są duże pieniądze.

Łukasz Horanin: Tak. Te tysiąc osób pracuje przez cały rok nad jednym samochodem, który wystartuje w kilkunastu wyścigach. Pracuje nad tym potężny sztab inżynierów, specjalistów od zarządzania, biznesmenów.
Z tym związane są także obostrzenia. Na przykład, nie możemy robić sobie zdjęć w pracy, obowiązuje nas także ścisła tajemnica czym dokładnie się zajmujemy, jakie rozwiązania są testowane.

Są inni Polacy w Ferrari?

Łukasz Horanin: Jest jeden, ale jeszcze go nie poznałem.

Na podstawie tego, co już zobaczyłeś w Ferrari, co byś zmienił w programie studiów na Politechnice, ich organizacji, aby je optymalnie wykorzystać?

Łukasz Horanin: Programu studiów bym nie zmieniał. Najwięcej zależy od człowieka i jego podejścia. Sam to przeszedłem. Na początku studiów byłem trochę sfrustrowany, bo uczyłem się teorii, a nikt nas nie uczył, jak obsługiwać programy do projektowania. To ostatnie wydawało mi się najważniejsze. Dzisiaj już wiem, że obsługi programów i projektowania można się nauczyć w kilka dni już pracując. Dzisiaj doceniam to, czego mnie uczono na początku: podstaw fizyki, matematyki, konstrukcji, mechaniki – to są najważniejsze narzędzia inżyniera. Na Politechnice mamy wszystko co trzeba, aby zbudować bolid wyścigowy. Wszystko zależy od ambicji i determinacji studentów.

Ferrari w tym sezonie ma jeszcze szansę na końcową wygraną z Mercedesem?

Łukasz Horanin: Oczywiście, tak jak PWR Racing Team tak samo w F1 walka trwa do samego końca. Każdy scenariusz jest możliwy. W dniu wyścigu emocje są olbrzymie. Ja jeszcze nie jeżdżę na zawody, ale w Maranello jest audytorium, gdzie relację na żywo oglądają wspólnie pracownicy. Wszyscy w F1 czujemy się jak w zespole i robimy wszystko, aby nasz kierowca wygrał.

Zgłoś uwagę