Euro-ostatki we Wrocławiu

Piątek 29 stycznia to dzień, w którym Wrocław żegna się z Mistrzostwami Europy w piłce ręcznej 2016. Dla fanów, którzy przez ostatnie dwa tygodnie licznie szturmowali Halę Stulecia to będzie smutny wieczór. O godzinie 16:00 na parkiecie pojawią się reprezentacje Polski i Szwecji w spotkaniu o 7 miejsce, natomiast po nich w starciu  o miejsce 5 zmierzą się drużyny Francji i Danii. Początek drugiego spotkania o 18:30

  • fot: archiwum


Każdy, kto był na chociaż jednym meczu i poczuł wyjątkową atmosferę tego turnieju będzie za nią tęsknił jeszcze dość długo. Podczas gdy w Krakowie rozegra się ostateczna bitwa o medale i to właśnie tam poznamy nowego mistrza, to najpierw w stolicy Dolnego Śląska kibice zobaczą dwa mecze o miejsca piąte i siódme w całym turnieju.  

 

Mecz do zapomnienia

 

Optyka spojrzenia na mecze o dalsze pozycje w turnieju jest zupełnie różna z punktu widzenia kibiców i zawodników. Dla tych pierwszych to ostatnia okazja do obejrzenia na żywo swoich ulubieńców i oklaskiwania ich popisów. Dodatkowo będą oni mogli zobaczyć drużyny, których do tej pory nie było we Wrocławiu, czyli Polaków i Francuzów. Inne podejście i odmienne zdanie mają na ten temat sami zawodnicy. Dla nich takie mecze zwyczajnie nie są przyjemne. Z punktu widzenia tych najsilniejszych drużyn każde miejsce poza podium, to porażka. Tak naprawdę to, czy drużyna zajmie piąte czy szóste miejsce ma znaczenie tylko w statystykach, ale dla samych graczy i trenerów to obojętne, bo każdy i tak będzie chciał o tym zapomnieć traktując to w kategoriach niepowodzenia. Różnica między pierwszym a czwartym miejscem jest „większa” niż pomiędzy pozycjami 5-8. 

Ktoś tu pomylił adres

Reprezentanci Polski i Francji pierwsze dwie fazy turnieju rozgrywały w Karkowie i nikt w tych obozach nie planował pilnej zmiany adresu zameldowania. Wielcy faworyci mistrzostw przez dwa tygodnie przyzwyczaili się do swoich pokojów w tamtejszym hotelu Sheraton, ale słaba dyspozycja na parkiecie w kluczowych meczach „zmusiła” ich do przyjazdu do Wrocławia na swoje ostatnie spotkanie. Jeszcze przed startem turnieju nikt nie brał pod uwagę, że Francja i Polska nie dostaną się do półfinałowej czwórki. Dla obu ekip to bardzo bolesny cios – Francuzi to wciąż jeszcze aktualni mistrzowie europy, którzy nie obronią tytułu wywalczonego przed dwoma laty w Danii. Nawet nie wrócą do domu z medalem. A przecież to reprezentacja, która dominowała w ostatnich latach na międzynarodowych parkietach i w której grają zawodnicy najlepsi na swoich pozycjach. Przykładowo bramkarz Thierry Omeyer został uznany za „najlepszego bramkarza wszechczasów w piłce ręcznej” przez Międzynarodową Federację Piłki Ręcznej.

Polacy przez wzgląd, że byli gospodarzami turnieju i stała za nimi wspaniała, biało-czerwona publiczność, to miało się im grać łatwiej. I rzeczywiście pierwsze trzy mecza w fazie wstępnej zakończyli zwycięstwami, w tym jednym niezwykle efektownym – właśnie z Francją. Coś się zacięło w maszynie trenera Bieglera w drugiej części turnieju i porażki z Norwegią i szczególnia ta druzgocąca z Chorwacją przekreśliły marzenia wszystkich polskich kibiców o medalu na imprezie rozgrywanej w naszym kraju. 

Przegrać raz i odpaść. Dramat Duńczyków

Turniej w Polsce pokazał, że równie ważny obok wygrywania własnych spotkań jest także układ pozostałych spotkań. Bardzo dotkliwie przekonała się o tym Dania, która przed swoim ostatnim meczem była jedyną w całym turnieju niepokonaną drużyną. Na 5 meczów wygrali cztery i zanotowali jeden remis. Jeszcze po wygranym numer 4 meczu z Hiszpanią jeden z liderów duńskiej drużyny Mads Mensah Larsen mówił, że jest jeszcze „sporo kroków do wykonania” i nic nie jest przesądzone. Całość jednak okrasił uśmiechem sugerującym, że zdaje sobie sprawę z bliskości awansu. Wystarczyła jednak jedna porażka w ostatnim meczu przy niekorzystnym z ich punktu widzenia rezultacie meczu Hiszpania – Rosja i te kroki do wykonania o których mówił Mensah okazały się jednym wielkim krokiem w tył. Dania w ostatnim swoim meczu grupowym została odarta z marzeń o kolejnym tytule. Dla kontrastu można przytoczyć sytuację z drugiej grupy, gdzie Chorwacja mimo dwóch porażek potrafiła się zameldować w półfinale. 

Zmazać plamę na honorze – Polska kontra Szwecja, godz.16:00

Jako pierwsi na parkiet wyjdą szczypiorniści Polski i Szwecji, którzy zmierzą się w meczu o siódme miejsce. Dla Polaków głównym czynnikiem motywującym do gry w tym spotkaniu może być chęć zatarcia fatalnego wrażenia po środowej porażce z Chorwacją aż czternastoma bramkami. Przed decydującymi pojedynkami o półfinał nikt nie miał tak doskonałej sytuacji jak Podopieczni trenera Bieglera. Do awansu wystarczała im nawet porażka, ale nie wyższa niż czterema bramkami. Mimo takiego handicapu Biało – Czerwoni nie przypominali ani trochę drużyny z wcześniejszych potyczek. Ciężko było powiedzieć coś konstruktywnego widząc to, co na parkiecie wyprawiali Polacy. Porażka 23:37 szybko przyniosła pierwsze konsekwencje w postaci rezygnacji Michaela Bieglera z funkcji selekcjonera reprezentacji. Mecz ze Szwecją będzie zatem pożegnaniem niemieckiego trenera z polską publicznością. Polacy na pewno nie będą chcieli zakończyć calych mistrzostw kolejną porażką i wydaje się, że zrobią jutro wszystko by pokonać swoich rywali.

Szwedzi wiedząc już od dłuższego czasu, że nie mają szans na medale skupili się na wywalczeniu pozycji w grupie, która dawałaby im przepustkę na Igrzyska Olimpijskie w Rio de Janeiro. Dzięki własnej wygranej z Węgrami i porażce Rosji z Hiszpanią ten cel udało im się zrealizować. W meczu z Polską ciężko stwierdzić, by reprezentanci Trzech Koron wypruwali sobie żyły aby odnieść zwycięstwo, które nic więcej poza satysfakcją i tak im nie da. To Polacy będą faworytami tego meczu i powinni zejść z parkietu z tarczą. 

Mistrz kontra wicemistrz, czyli Francja – Dania, godz. 18:30

W drugim i jednocześnie kończącym zmagania we Wrocławiu meczu zmierzą się Francuzi i Duńczycy. Stawką tego meczu będzie 5 miejsce w turnieju. Dla obu drużyn stawka tego meczu to olbrzymie rozczarowanie, ponieważ mają jeszcze świeżo w pamięci to, o co walczyli przed dwoma laty. A właśnie wtedy, na turnieju w Danii w 2014 roku te dwie reprezentacje zmierzyły się w wielkim finale. Wówczas Francuzi wysoko pokonali występujących przed swoją publicznością Duńczyków 41:32. W piątkowy wieczór z pewnością emocji będzie mniej, choć może Danii będzie bardziej zależało na zrewanżowaniu się za tamto spotkanie. Nie wiemy jeszcze jak potoczą się losy szkoleniowców Gudmundura Gudmundssona i Claude’a Onesty po tym nieudanym dla nich turnieju. Pewnym jest, że niezależnie kto tu wygra, to obie ekipy i tak wrócą do domów niezadowolone, bo przy potencjale ich zawodników miejsce piąte bądź szóste to pozycja zdecydowanie poniżej oczekiwań Francuzów i Duńczyków.  

Zgłoś uwagę