Poznaj mroczną stronę Wrocławia, cz. II

Zabójstwa, o których mówił cały świat, tajemnicze zbrodnie i głośne procesy. We Wrocławiu takich spraw jest sporo. Przedstawiamy drugą piątkę, naszym zdaniem najgłośniejszych zbrodni, które wstrząsnęły naszym miastem.


6. Morderstwo Pani Wiosny

Maja była lubiana i popularna. W szkole uchodziła za jedną z najzdolniejszych uczennic. Mówiła o sobie… Pani Wiosna. Kochała muzykę. Oprócz gimnazjum, uczęszczała do szkoły muzycznej. 26 września 2008 roku wybrała się na koncert do klubu Madness na Hubach. Tam miała spotkać swojego przyszłego oprawcę, Wiesława M. Mężczyzna znalazł się tam przypadkowo. Po wyjściu z więzienia w październiku 2007 r. nie pracował, żerował na dobroci spotkanych przypadkowo osób, głównie kobiet. Jeździł z miasta do miasta pociągami. Poza tym powinien być znowu w więzieniu  sąd w Gliwicach w sierpniu  2008 r. zdecydował o odwieszeniu mu poprzedniej kary.

Jechał gdzie popadło

Tego dnia Wiesław M. jechał pociągiem z Opola. W przedziale poznał młodego żołnierza, który był na przepustce i jechał właśnie na koncert do Wrocławia. Wiesław M. postanowił się z nim zabrać. Stali pod klubem większą grupą, gdy podeszła do nich Maja. Zbierała pieniądze na koncert  to był pewien sposób zabawy, gdyż dziewczyna miała pieniądze na bilet. Matusiak zaproponował jej pomoc.

Zgubna naiwność

Najpierw kupił dwa piwa w pobliskim sklepie i zaproponował spacer. Maja nie widziała w tym nic złego ani podejrzanego. Miała tylko 16 lat i nie mieściło jej się w głowie, że ktoś może chcieć ją skrzywdzić. Mężczyzna zaciągnął Maję w odludne miejsce, w pobliżu garaży przy ul. Paczkowskiej. Chciał ją pocałować, ale mu nie pozwoliła. Wystraszona, uderzyła go w twarz. Wściekł się. Zaczął ją bić. Bez problemu powalił na ziemię drobną dziewczynę. Brutalnie zgwałcił. Potem kopał ją po całym ciele i głowie. Dusił i stawał jej na szyi. Gdy konała, zabrał jej z torebki 10 złotych i uciekł.

Popisowe śledztwo

Zmasakrowane ciało znaleziono dopiero następnego dnia. Śledztwo było bardzo trudne. Jednak wrocławscy policjanci popisali się. Wytypowali 500 osób, które wydały się im podejrzane. Sprawę utrudniało to, że Wiesława M. nikt nie znał, nie był nigdzie zameldowany, a na koncert trafił przypadkowo. Pomogła m.in. analiza monitoringu na wrocławskim dworcu PKP. Po kilku miesiącach dopadli mordercę. Sąd skazał go na dożywocie. Będzie mógł starać się o przedterminowe zwolnienie dopiero po 35 latach.

7. Modliszka

To była kolejna awantura w domu państwa T. Mimo niedługiego stażu małżeńskiego, ich związek trwał niecały rok, nie układało się im. Awantury były coraz ostrzejsze, gdy mąż dowiedział się, że jego dopiero co poślubiona żona dorabia w jednej z wrocławskich agencji towarzyskich. Tym razem jednak nie skończyło się na krzykach, przepychankach i trzaskaniu drzwiami. Stało się najgorsze.

Uciszyła na zawsze

Był wrzesień 2012 roku. Katarzyna T. była w siódmym miesiącu ciąży. Feralnego dnia podczas domowej awantury wściekła kobieta chwyciła nóż i uciszyła nim męża. Na zawsze. Po wszystkim na pomoc wezwała syna z pierwszego małżeństwa. Olaf miał tylko 18 lat, jednak był pod wielkim wpływem matki i słuchał jej wszystkich poleceń. Wspólnie poćwiartowali ciało i wywieźli je na pola niedaleko Leśnicy.

Makabryczne odkrycie

Nie wiadomo, czy cała sprawa ujrzałaby światło dzienne, gdyby nie spacerowicz, który zbłądził. Przechodząc przez zarośniętą łąkę, natknął się na zmasakrowane szczątki. Policjanci szybko odkryli tożsamość ofiary. Kilka godzin później śledczy zapukali do domu Katarzyny T. Mimo upływu czasu zabezpieczyli tam dowody, jasno świadczące przeciwko kobiecie. Została skazana na 15 lat. Jej syn usłyszał wyrok 8 lat za kratami. Co ciekawe, pani Katarzyna kilka lat temu również stanęła przed sądem oskarżona o zabójstwo swojego poprzedniego partnera. Jednak wówczas sąd uznał, że działała w obronie koniecznej.

 

8. Zabił, bo skrytykował jego jazdę

3 stycznia 2010 roku na jednym z głównych wrocławskich skrzyżowań kierowca rajdowy Krzysztof T. jechał autem ze znajomą. Tuż obok na dwupasmowej jezdni jechał busem Andrzej Ż. z córką T. Obydwaj kierowcy zajeżdżali drogę innym kierowcom, blokując ruch. Zdenerwowało to jadącego taksówką Adriana S., który na skrzyżowaniu zatrzymał się i zwrócił uwagę kierowcy busa. Mężczyźni zaczęli się kłócić. W tym czasie rajdowiec zatrzymał się, wyjął z auta nóż, podszedł do sprzeczających się i zadał Adrianowi S. jeden cios w klatkę piersiową. Śmiertelny.

Nie wytrzymał stresu

Po tym zdarzeniu T. zniknął. Był ścigany europejskim nakazem aresztowania. Wpadł po trzech miesiącach we Wrocławiu. Oskarżony tłumaczył w sądzie, że nie chciał zabić. Zdenerwował się awanturą, bo jego córka była w zagrożonej ciąży. Sąd nie dał temu wiary. Skazał rajdowca na 15 lat więzienia. Ponadto uwzględnił powództwo cywilne oskarżycieli posiłkowych rodziców Adriana S. Zasądził 120 tys. zł odszkodowania i zadośćuczynienia oraz miesięcznie 800 zł renty dla 10-letniego Dominika, syna zabitego.

9. Nie chciała go, więc zabił

Dla niego to była pierwsza miłość. Łukasz R. i Karolina M. poznali się na Politechnice Wrocławskiej, gdzie studiowali budownictwo. Zaczęli się spotykać, zostali parą. Wszystkim wydawało się, że będzie to miłość na wieki, ale zaczęło się między nimi psuć. Po kilku miesiącach rozstali się. Łukasz nie mógł się z tym pogodzić. Kochał Karolinę i nie wyobrażał sobie bez niej życia. Gdy dowiedział się, że w życiu dziewczyny pojawił się inny chłopak, postanowił zrobić wszystko, by ją odzyskać.

Ostatnie spotkanie

Tuż przed Wielkanocą zaprosił ją na romantyczne spotkanie na dach jednej z kamienic w centrum, przy ul. Hercena, skąd rozciąga się malownicza panorama na Wrocław. Weszli na strych. Tam Łukasz zaczął przekonywać Karolinę, że jest miłością jego życia. Błagał ją o kolejną szansę. Dziewczyna nie chciała o tym słyszeć.

Zabił w wściekłości

Chłopak wyszarpnął z plecaka nóż i zadał dziewczynie trzy ciosy w szyję. Karolina, brocząc krwią, upadła. Gdy zdał sobie sprawę, co zrobił, pobiegł po pomoc. Jednak było już za późno. W czasie śledztwa Łukasz twierdził, że znalazł ranną dziewczynę, nie zabił jej. Jednak dowody świadczyły przeciwko niemu. Został skazany na 13 lat więzienia.

 

10. Lekarka, która zabiła

Proces o to morderstwo ciągnął się latami. To był romans, jakich wiele. Agata M. i Dariusz Ch. pracowali w jednej stacji pogotowia ratunkowego. Mężczyzna miał żonę, jednak zaczęli się spotykać. Romans kwitł, ale mężczyzna nie zamierzał rozstać się z żoną. Mieli malutkie dziecko. Agata zaczęła tracić cierpliwość. Planowała wspólne życie z kochankiem, on jednak nie podzielał jej zapału. Postanowiła pozbyć się jedynej przeszkody – młodziutkiej Anety Ch., żony i matki.

Wywabiła ofiarę z domu

Był październik 1996 roku. Dariusz Ch. miał dyżur w pogotowiu. Aneta postanowiła, że właśnie tego dnia pozbędzie się rywalki. Podjechała pod dom kochanka i telefonicznie wywabiła kobietę z domu. Potem w sądzie mówiła, że owszem, spotkała się z żoną ukochanego, ale tylko po to, aby powiedzieć jej o romansie i skłonić do rozwodu. Do pomocy w zabójstwie namówiła innego Dariusza, swojego znajomego. Dariusz B. był ratownikiem wodnym, fascynował się walkami i bronią. Chciał dostać się do policji, ale nie przeszedł testów.

Wspólny plan

Po wywabieniu kobiety z domu Agata M. zawiozła ją w okolice cmentarza Grabiszyńskiego. Tam do kobiet dołączył kompan lekarki. Wspólnie udusili Anetę. Po zabójstwie Dariusz B. wywiózł zwłoki Anety Ch. na peryferie Wrocławia i tam porzucił.
Najprawdopodobniej sprawa zabójstwa nigdy nie wyszłaby na jaw, zaś kobietę uznano by za zaginioną. I to nie pasowało sprytnej lekarce, która nie mogłaby poślubić swojego ukochanego. Namówiła wspólnika zbrodni, aby anonimowo powiadomił o miejscu ukrycia zwłok.

Żmudne dochodzenie i długi proces

Pół roku po zabójstwie Dariusz B. poinformował znajomego policjanta, że na peryferiach miasta od jesieni leżą zwłoki poszukiwanej kobiety. Policjanci szybko dotarli do sprawców. Jednak w toku śledztwa popełniono wiele błędów, między innymi zagubiono dokumentację z sekcji. Prokuratura w końcu ustaliła, że Agata M. najprawdopodobniej zapłaciła 8 tys. zł Dariuszowi B. za pomoc w zabiciu kobiety. W czasie procesu adwokaci powoływali wiarygodnych świadków, mających zaświadczyć o niewinności Agaty M. zeznawał między innymi kapelan z więzienia, który był jej spowiednikiem. Wreszcie po blisko 10 latach zapadł wyrok. Lekarka została skazana na 25 lat, jej wspólnik na 15. Dzisiaj skazani są już na wolności.

Zgłoś uwagę