Wratislavia Cantans 2016. Podsumowanie festiwalu

Wspaniałym wykonaniem bachowskiej Pasji według św. Mateusza, przygotowanej przez Johna Eliota Gardinera, zakończyła się w niedzielę (18 września) 51. edycja festiwalu Wratislavia Cantans. W tym roku już oficjalnie z patronem – Andrzejem Markowskim – założycielem, którego imię zostało wpisane do pełnej nazwy imprezy. I z przemyślanym programem Giovanniego Antoniniego, który dobrze rozumie ideę tego wydarzenia.

  • giovanni antonini

    Giovanni Antonini/fot. Sławek Przerwa/NFM

  • huelgas ensemble

    Huelgas Ensemble/fot.Sławek Przerwa/NFM

  • philippe jaroussky

    Philippe Jaroussky/fot. NFM

  • vox luminis

    Vox Luminis/fot.Sławek Przerwa/NFM

  • john eliot gardiner

    John Eliot Gardiner/fot. NFM


NFM nowym domem festiwalu

Dwa tygodnie koncertów we Wrocławiu i na Dolnym Śląsku setki artystów i zespołów. Na festiwal Wratislavia Cantans zawsze czekali wrocławianie i mieszkańcy regionu. Od pewnego czasu ma także coraz liczniejszą publiczność międzynarodową, a nowe sale Narodowego Forum Muzyki przyciągają zainteresowanych i są obiektem zazdrości wielu wykonawców (o NFM rozmawia się z podziwem np. w Londynie, gdzie nie ma gmachu z salami o podobnych rozmiarach i akustyce). Wprawdzie wieloletni bywalcy Wratislavii Cantans z rozrzewnieniem wspominają koncerty w kościołach (dziś odbywają się m.in. w kolegiacie św. Krzyża), zwłaszcza w katedrze św. Marii Magdaleny (gdzie z reguły miał miejsce wieczór inauguracyjny i (lub) finałowy), ale nie da się ukryć, że słuchanie choćby obydwu Pasji Jana Sebastiana Bacha w dużej sali NFM daje szansę wychwycenia tak wielu niuansów, które w specyficznej akustyce Marii Magdaleny bezpowrotnie, by zaginęły. Niemniej, może warto ten kościół jednak zachować jako miejsce koncertowe, przynajmniej na inaugurację, z dobraniem odpowiedniego repertuaru. Niech tradycji stanie się zadość, zwłaszcza że słuchało się tam latami wykonań zapierających dech w piersi, mimo niesprzyjających warunków akustycznych.

Wratislavia Cantans, czyli piękno głosów

Dzięki Andrzejowi Markowskiego, znakomitemu dyrygentowi i kompozytorowi ponad pół wieku temu powojenny Wrocław stał się jednym z najważniejszych punktów na muzycznej mapie Polski. Nowy dyrektor artystyczny Giovanni Antonini zdaje się to przewodnictwo dobrze rozumieć i kontynuować współcześnie, nawiązując w swoich programach do dawnych edycji albo pomysłów. Przykładem Pasja według św. Jana, przygotowana przez B’Rock Orchestra z chórem NFM oraz solistami (11 września) i uzupełniona o dwa współczesne utwory, które okazały się ciekawym do niej komentarzem. Zachwycające były koncerty wokalne, te, z których festiwal zawsze słynął. W tym roku olśniły dwie belgijskie formacje. Vox Luminis pod kierunkiem Lionela Meuniera (7 września) przygotowali ciekawy przewodnik po motetach, komponowanych przez kolejnych mistrzów dynastii Bachów aż do Jana Sebastiana (kończąc jego motetem „Jesu, meine Freude”), z kolei niezrównany Paul van Nevel i zespół Huelgas Ensemble fenomenalnie zestawili w programie dwie kompozycje – dawną – częścią z mszy Jacobusa de Kerle (nazywanego flamandzkim Palestriną) i współczesną – rodzajem Requiem niemieckiego twórcy Wolfganga Rihma. Niełatwy utwór w przestrzeni Kolegiaty św. Krzyża wybrzmiał porażająco (9 września).

Bachowskie Pasje w ciekawych wykonaniach

Wykonanie obydwu Bachowskich Pasji to już festiwalowa tradycja, ale też niepowtarzalna okazja do konfrontacji wielu możliwych sposobów odczytania tych dzieł. Kilka lat temu zachwycaliśmy się fenomenalną interpretacją Pasji Mateuszowej pod dyrekcją Paula McCreesha, tym razem otrzymaliśmy wersję klasyczną Johna Eliota Gardinera (bo ze słynnym Karkiem Padmore’em jako Ewangelistą), ale niekoniecznie tę samą znaną z płyt, bo z przybyciem nowych solistów zmienia się też utwór. John Eliot Gardiner (18 września przed NFM odsłonięto przy jego udziale specjalną tablicę upamiętniającą jego koncert) dyrygował pierwszą częścią Pasji, drugą poprowadził jego asystent.  

Koncerty, które zapadną w pamięć

Doskonale wypadł wreszcie koncert inauguracyjny (3 września) z XIII Symfonią „Babi Jar” Dymitra Szostakowicza pod dyrekcją Andrieja Borejko (z orkiestrą NFM), a także IX Symfonia Beethovena, tym razem pod batutą samego Giovanniego Antoniniego (4 września), który udowadnia od lat (nagrywając komplet symfonii niemieckiego mistrza), że nie trzeba go czytać na kolanach i z patosem, można subtelnie i z wdziękiem.   

Zachwycił koncert w udziałem kontratenora Philippe’a Jaroussky’ego i jego zespołu Artaserse (5 września) ze świetnie ułożonym programem, a przede wszystkim finezyjnym i pełnym artyzmu wykonaniem. Z kolei zupełnie inne tradycje wokalne przedstawiał Jordi Savall (12 września). Kataloński gambista i dyrygent, ale w dużej mierze też promotor i badacz muzyki różnych kultur, tym razem sięgał po twórczość Orientu, zestawiając ją z Okcydentem. Efekty znakomite, a koncert szalenie interesujący.

Pojawiły się też stricte rozrywkowe propozycje, bo cykl Tafelmusik Georga Philipa Telemanna to muzyka przeznaczona do uatrakcyjnienia biesiad, a w wydaniu Wratislavia Cantans wybrzmiała (11 września) w dwóch salach kameralnych NFM i z posiłkiem, jaki serwowano podczas dwóch przerw.  

Tegoroczne kreacje na długo pozostaną w pamięci i, co ważne, nie było właściwie artystycznych potknięć, tak programowych, jak i wykonawczych. Pozostaje czekać na kolejną edycję autorstwa włoskiego Maestro, który rozśpiewany Wrocław rozumie coraz lepiej.  

Zgłoś uwagę