Wratislavia Cantans 2015. Rozczarowujące Wariacje Goldbergowskie

To był najbardziej wyczekiwany koncert festiwalu Wratislavia Cantans, a o bilety dosłownie zabijali się fani słynnego arcydzieła Jana Sebastiana Bacha. Jednak powodów do zadowolenia zabrakło. W wykonaniu Pierre'a Hantaï Wariacje Goldbergowskie wybrzmiały chaotycznie, co martwi, zwłaszcza że francuski artysta słynął zawsze z nieskazitelnej techniki.

  • pierre hantai wratislavia cantans 2015

    Pierre Hantaï, francuski klawesynista/fot. Archiwum Narodowego Forum Muzyki (fot. Łukasz Rajchert)

  • pierre hantai wratislavia cantans 2015

    Pierre Hantaï, francuski klawesynista/fot. Archiwum Narodowego Forum Muzyki (fot. Łukasz Rajchert)

  • pierre hantai wratislavia cantans 2015

    Pierre Hantaï, francuski klawesynista/fot. Archiwum Narodowego Forum Muzyki (fot. Łukasz Rajchert)


Antidotum na bezsenność

Pierwszy biograf Bacha, Johann Forkel przyczyn powstania Wariacji Goldbergowskich upatrywał w zamówieniu od cierpiącego na bezsenność hrabiego Hermana Karla von Keyserlinga. Dziś słuchanie tego bachowskiego monumentu kojarzy się raczej ze sporym intelektualnym wyzwaniem aniżeli wypełnianiem pustych godzin i zabijaniem nudy. Właśnie z tego powodu artysta, który przystępuje do wykonania dzieła zawierającego 32 partie musi je wykonać albo dobrze albo lepiej porzucić myśl o tak żmudnej pracy. Pierre Hantaï, niegdyś niezrównany technik i wykonawca m.in. fenomenalnie zrealizowanej partii klawesynowej w V Koncercie brandenburskim Bacha pod dyrekcją Jordiego Savalla dziś, niestety, rozczarowuje.    

Wyczekiwany koncert festiwalu

Na ten konkretny koncert festiwalu Wratislavia Cantans bilety wyprzedały się bodaj najszybciej, a pechowcy, którym nie udało się ich kupić wydzwaniali po znajomych, szukali jakiejkolwiek drogi, by znaleźć się na sali. Po czwartkowym wieczorze pozostaje pytanie, czy było warto zabijać się w kolejce po bilety na recital Pierre’a Hantaï. Wszystkich znęcił utwór. Wariacji Goldbergowskich we Wrocławiu nie grano od lat, co skrupulatnie sprawdzili dyrektorzy Andrzej Kosendiak i Giovanni Antonini. Zaległości bachowskie wprawdzie regularnie nadrabiamy, a obydwie Pasje weszły już do stałego wielkopostnego repertuaru, ale jeśli chodzi o muzykę klawesynową wciąż recitale na tym instrumencie to wielka rzadkość.

Rozczarowujący efekt

Za to mieliśmy we Wrocławiu prawdziwych mistrzów. Melomani zapewne do dziś wspominają każdy fragment recitalu Gustava Leonhardta, który po raz ostatni wystąpił na festiwalu na kilka miesięcy przed śmiercią. Słuchanie gry holenderskiego artysty było jak podróż wehikułem czasu, czystą metafizyką. A zaprezentował przecież utwory, z których żaden nie mógł się równać z geniuszem Wariacji Goldbergowskich. Ten monument wymaga specjalnego traktowania, troski i zegarmistrzowskiej wręcz precyzji. Tymczasem podczas Wratislavii Cantans wysłuchaliśmy wykonania jedynie poprawnego, zupełnie beznamiętnego, a przy tym w wielu miejscach zagranego niechlujnie. Glenn Gould nazywał Wariacje utworem złośliwym, a o tym przekonał się Pierre Hantaï, francuski klawesynista, gwiazda koncertu. Pułapki czyhają właściwie w każdej wariacji, zwłaszcza w kanonowej i wirtuozowskiej. Tu nawet najdrobniejsze uchybienia i nieczystości wpływają na przebieg narracji. A artyście zdarzyło się tych potknięć wyjątkowo dużo. Niepokój co do wykonania Wariacji można było zresztą mieć już pod pierwszej części recitalu, w której Hantaï zagrał m.in. Preludium, Fugę i Allegro (BWV 998), ale i wykonanie IV Suity angielskiej F-dur cechował wysiłek, wkradło się kilka uchybień, a efekt nie zadowolił raczej pasjonatów twórczości Bacha. W Wariacjach zabrakło natomiast nie tylko technicznej nieskazitelności, ale przede wszystkim gry wskazującej na osobiste, indywidualne podejście klawesynisty. Tak zachowawczej gry nie oczekujemy po klawesyniście ze wspaniałym przecież dorobkiem. Szkoda, bo na kolejne wykonanie Wariacji Goldbergowskich we Wrocławiu (a w szczególności na klawesynie) przyjdzie nam znowu czekać. Być może znowu dobrych kilka lat.

Zgłoś uwagę