Wratislavia Cantans 2015. Festiwal wykorzystanych szans

Wiele znakomitych koncertów, interesujący program, gwiazdy, które skradły show, a przede wszystkim nowa sala koncertowa, bez której teraz trudno wyobrazić sobie nie tylko festiwal Wratislavia Cantans. Nie można już mówić o muzycznym Wrocławiu nie wspominając Narodowego Forum Muzyki.

  • wratislavia cantans 2015

    Izraelscy Filharmonicy pod batutą Zubina Mehty/fot. Tomasz Walków

  • wratislavia cantans 2015

    Zubin Mehta w Narodowym Forum Muzyki/fot. Tomasz Walków

  • wratislavia cantans 2015

    VIII Symfonia "Symfonia tysiąca" Gustava Mahlera w NFM/fot. Łukasz Rajchert

  • wratislavia cantans 2015

    Maria Joao Pires na scenie NFM/fot. Łukasz Rajchert

  • wratislavia cantans 2015

    Anna Prohaska (sopran) i Giovanni Antonini podczas koncertu w sali czerwonej NFM/fot. Łukasz Rajchert


Wratislavia w NFM i w kościołach

Otwarcie głównej sali koncertowej dwa dni przed rozpoczęciem festiwalu było znaczące. Nieprzypadkowo wybrano wrzesień. Dzięki tej dacie większość wydarzeń odbyła się w salach (głównej i kameralnych) nowego gmachu na placu Wolności. Nie zapomniano jednak i o kościołach. Wrocławskiej Orkiestry Barokowej pod dyrekcją Paula Goodwina słuchaliśmy w katedrze św. Marii Magdaleny, Marcel Pérès i jego fenomenalny Ensemble Organum wystąpili w kościele św. Krzyża, Andrzej Kosedniak poprowadził barokową orkiestrę w arcydziełach Mielczewskiego i Pękiela w Katedrze, a Sonaty misteryjne Bibera skrzypek Dmitrij Sinkowski wykonał w kościele Uniwersyteckim.

Muzyka dawna w nowym blasku

Różnorodność była atutem 50. festiwalu, podobnie jak hołd tradycji i idei, jaką chciał realizować Andrzej Markowski, twórca Wratislavii Cantans. Wyjątkowo ciekawie zabrzmiały trzy koncerty, których program był identyczny z tym z pierwszej edycji z 1966 roku. Wówczas impreza odbywała się w sierpniu, „modna” była nie tylko moderna, ale i odkrywanie przeszłości. Wówczas inaczej odczytywało się zarówno mistrzów polskiego baroku – Mielczewskiego i Pękiela, jak i współczesnych – Malawskiego, Pendereckiego. Czas, rzecz jasna, zadziałał na niekorzyść niektórych utworów, ale inne, dzięki rozwojowi wykonawstwa muzyki sprzed wieków, zyskały nowy blask. Przypomniano także skarby z Biblioteki Uniwersyteckiej we Wrocławiu (druki muzyczne z XVI i XVII wieku).

Wielkie symfonie

Sporo było w tym roku muzyki na wielkie składy symfoniczne. Królował Mahler i potężna orkiestra w IX Symfonii (Izraelscy Symfonicy pod dyrekcją znakomitego Zubina Mehty) oraz VIII Symfonii (Filharmonia Narodowa z Jackiem Kaspszykiem oraz chórami i solistami). Obydwa dzieła spięły Wratislavię nieformalną klamrą wyznaczając inaugurację i finał. Pomiędzy nimi Giovanni Antonini zaplanował wielkie wyzwania orkiestrowe („Święto wiosny” Strawińskiego w wykonaniu NOSPR-u pod batutą Jose Marii Florencia Juniora, Symfonia pieśni żałosnych Góreckiego na jubileusz 80-lecia urodzin Tadeusza Strugały) i wokalne (Msza c-moll Mozarta), ale też instrumentalne (Sonaty misteryjne Bibera).

Gwiazdy i rozczarowania

Wśród gwiazd zabłysnęły dwie sopranistki. Najpierw Hana Blažíková, potem Anna Prohaska, niektórych zachwyciła, innych rozczarowała pianistka Maria João Pires w Koncercie f-moll Chopina, ale Portugalka już taka jest. Albo się ją akceptuje w pełni, albo odrzuca.

Nie zabrakło wielkich przeżyć, były też rozczarowania, zwłaszcza jednym z najbardziej wyczekiwanych koncertów z Wariacjami Goldbergowskimi w wykonaniu Pierre’a Hantaï, który nie udźwignął ciężaru bachowskiego monumentu.

Wratislavia Cantans na ESK 2016

Po jubileuszach bywa różnie. Są wspomnienia (ukazał się drugi tom kroniki Wratislavii Cantans autorstwa Ewy Kofin), wiele wzruszeń, artystyczne przeżycia. W przyszłym roku melomani mogą liczyć znowu na fajerwerki. Tym razem nie z powodu rocznicy, ale Europejskiej Stolicy Kultury. Na razie Giovanni Antonini zdradził tylko jeden sekret. Być może będzie opera.  

Zgłoś uwagę