W sobotę wrocławscy piłkarze podejmują Lechię Gdańsk

Piłkarze Śląska nie rezygnują z zajęcia miejsca gwarantującego awans do europejskich pucharów (co najmniej czwarte). Jednym z kroków do osiągnięcia tego celu ma być sobotnia (Stadion Miejski, godz. 20.30) wygrana z Lechią Gdańsk. 

  • zdjęcie ilustracyjne


Do zakończenia rozgrywek piłkarskiej ekstraklasy pozostały jedynie trzy kolejki. Śląsk zajmuje aktualnie szóste miejsce w tabeli i do plasującej się na czwartym, a więc gwarantującym awans do europejskich pucharów Lechii Gdańsk, traci zaledwie dwa punkty. Ponieważ w najbliższą sobotę wrocławianie gościć będą u siebie właśnie drużynę z Trójmiasta, łatwo policzyć, że w przypadku zwycięstwa w tym meczu, miną swoich rywali. I z takim nastawieniem piłkarze Śląska przystąpią do tego meczu. Plany awansu do europejskich rozgrywek można więc uznać za absolutnie uzasadnione. - Kiedyś mówiono, że Śląsk nie jest w stanie zdobyć mistrzostwa Polski, a my je zdobyliśmy. Jako trener, który lubi rywalizację i zaszczepia to w swoich zawodnikach jestem pewien, że ten zespół będzie walczył do samego końca o jak najlepsze miejsce. Nie będziemy się zastanawiali co jest bardziej korzystne - my chcemy wygrywać. Każdy kto uprawia profesjonalnie sport, chce wygrywać – przekonuje drugi trener wrocławskiej drużyny Paweł Barylski.

Sztab szkoleniowy, którego członkiem jest Barylski znajduje się w korzystniejszej sytuacji niż przed meczem z Górnikiem. Od początku tego tygodnia trenują już bowiem z drużyną kontuzjowani ostatnio: Krzysztof Ostrowski i Mariusz Pawelec i Tadeusz Pawłowski będzie mógł brać ich pod uwagę przy ustalaniu składu na sobotni mecz. O miejsce w wyjściowej jedenastce zacięcie rywalizują ze sobą zwłaszcza Peter Grajciar i Mateusz Machaj. - Bardzo dobrą informacją jest to, że praktycznie wszyscy zawodnicy są do naszej dyspozycji. Konkurencja na treningach jest duża, do zajęć powrócili Pawelec i Ostrowski. Oni wzmocnią nas doświadczeniem, a cieszy nas również dobra forma młodych piłkarzy, choćby Karola Angielskiego. Bardzo blisko siebie są Machaj i Grajciar. Między nimi rozgrywa się duża rywalizacja i decyzję o tym, który z nich wybiegnie w jedenastce podejmiemy w ostatniej chwili. Jesteśmy optymistycznie nastawieni. Wierzę, że piłkarze będą się starać realizować założenia, które przygotowaliśmy z trenerem Tadeuszem Pawłowskim. Wynik jest sprawą otwartą, ale chcemy zwyciężyć – dodaje Barylski.

Tym razem we Wrocławiu nie zagra Sebastian Mila. Kapitan Lechii ujrzał bowiem w ostatnim meczu z Lechią Gdańsk żółtą kartkę, a że jest to jego czwarty kartonik tego koloru musi pauzować w jednym meczu. Wydaje się, że nie bez podstaw wielu obserwatorów sądzi, że Mila specjalnie postarał się o tę kartkę (otrzymał ją w 90 minucie meczu). Kiedy żegnał się z kibicami Śląska za pośrednictwem mediów, nie mógł bowiem ukryć wzruszenia i z oczami pełnymi łez wyszedł z pożegnalnej konferencji. 18 kwietnia już jako zawodnik Lechii wystąpił na Stadionie Miejskim w meczu ligowym (wygranym przez Śląsk 3:0), ale dziennikarze próżno czekali na niego w strefie, w której przeprowadza się pomeczowe wywiady. Mila, który znakomicie zna wszystkie przejścia na wrocławskim stadionie przemknął się bowiem wprost do autokaru Lechii, tak aby być niewidocznym dla przedstawicieli mediów. I teraz pewnie też chciał tego uniknąć, chociaż jest we Wrocławiu nadal bardzo lubiany i ceniony. - Sebastian  to piłkarz, który nie powinien grać w polskiej lidze, lecz znacznie lepszej i powinien mieć ponad 60 meczów w kadrze. To zawodnik, posiadający magiczne dotknięcie, które predysponuje go do gry w silnych zachodnich ligach. Poświęcaliśmy dużo czasu analizom Lechii i wiemy, że to bardzo ważny gracz tej drużyny. Jego nieobecność to na pewno większy problem Lechii niż nasz – zakończył Barylski.

Zgłoś uwagę