Barwa i siła głosu Beth Hart wprost zniewalają. Gospel, blues, rock - to wszystko razem w scenicznym wydaniu następczyni Janis Joplin. Ten skarb powinien być pod ochroną UNESCO... Jej występy to wzór dla innych - jak dzięki stopniowaniu napięcia trafić do koncertowej publiczności. Usłyszeliśmy niezwykle rzadko spotykany wielki głos i zobaczyliśmy naprawdę zjawiskowy talent estradowy. Wrocławski koncert amerykańskiej wokalistki w klubie Eter 10 sierpnia był jednym z dwóch występów artystki w Polsce.
fot. Marek Koprowski Ponad dwugodzinny występ Beth Hart Band w Eterze okazał wielką muzyczną sensacją. Piękne, bardzo kobiece ballady i ostre, rodem z piekła - rockowe numery. Piosenki premierowe i utwory starsze o wyraźnie surowym brzmieniu. Gwiazda wieczoru - niewiarygodnie muzykalna Beth Hart śpiewała pełnym żaru, głębokim głosem. Widzieliśmy jak w trakcie koncertu tańczyła, skakała wręcz wiła się na scenie w szalonym transie. Była tak naturalna, że nawet jednego z widzów pod sceną poprosiła o papierosa i ogień. Wszystko co śpiewała, grała na keyboardzie i gitarze akustycznej, robiła całą duszą i ciałem. Akompaniujący jej zespół zrobił na wrocławskiej publiczności ogromne wrażenie – muzycy nie stali przyklejeni do instrumentów na scenie, wręcz przeciwnie. Czuło się rangę mistrzów. Zagrali tak, że trudno było być obojętnym na ich solówki i stać spokojnie w miejscu. Długi, prawie półgodzinny występ artystów na bis bardzo uszczęśliwił wrocławską publiczność. "Bad Love Is Good Enough" na scenie razem z gwiazdą zaśpiewał Maciej Balcar, długoletni fan Beth Hart, którego koncert poprzedził występ artystki. Doskonały koncert charyzmatycznej wokalistki i jej niezwykle profesjonalnego zespołu publiczność będzie jeszcze długo wspominać.
Beth Hart: Nie uważam, że śpiewam bardzo podobnie do Janis. Może chodzi o sposób bycia na scenie, o radość jaką mi to daje, raczej niż o śpiewanie. Nie słyszę tego w ten sposób, ale jest to duży komplement. Ona była wspaniała, więc się uśmiecham, kiedy słyszę taką opinię. Twój styl to taka amerykańska sałatka - trochę rocka, bluesa i gospel wymieszane razem. Jak szukałaś własnej drogi w muzyce? To ewoluowało. Zaczęłam bardzo wcześnie. Tak, te różne gatunki miały na mnie wpływ. Ale zajęło mi trochę czasu stanie się tym, kim jestem teraz. Zanim zajęłam się muzyką gospel, wcześniej nagrałam dwie inne płyty, bardziej rockowe. W jaki sposób Twój styl muzyczny ukształtowało dzieciństwo? Co miało większy wpływ na Twój rozwój: muzyka słuchana w domu, rodzice czy też szkoła, środowisko rówieśników, a może radio, telewizja, spotkani artyści? Najbardziej wpłynęła na mój rozwój nauka od bardzo bardzo wczesnego dzieciństwa. Edukacja oparta na muzyce klasycznej. Zaczęłam w wieku 4 lat, potem wpływ na mnie za sprawą mamy, miały Billy Holiday i Diana Washington. Potem moi przyjaciele ze szkoły otworzyli mnie na muzykę Black Sabbath i Led Zeppelin, Rush i naprawdę w to weszłam, ale to co miało na mnie największy wpływ to muzyka Eddie Jamesa, której zaczęłam słuchać dzięki mojemu przyjacielowi, kiedy byłam nastolatką. Jestem wielką fanką Eddie Jamesa.
Nie uważam, że jestem niegrzeczna. Nigdy tak nie myślałam. Może kiedy byłam uzależniona, miałam złe mniemanie o sobie, tak o sobie myślałam. A zdarzało się, że byłam bardzo wycieńczona i chora z powodu tego uzależnienia. Teraz tego nie oceniam, mam więcej współczucia i zrozumienia dla ludzi z lekkimi odchyłami psychicznymi, ale myślę, że mam dobre serce. Lubisz tatuaże, masz ich wiele na ciele, co one znaczą. Miałam kiedyś pajęczynę na łokciu, a na ramieniu motyla. Zrobiłam te tatuaże gdy była nieźle podkręcona narkotykami. Później, gdy byłam trzeźwa postanowiłam przykryć tatuaże liliami, które symbolizują rozwój i uzdrowienie, radość. Uwielbiam kwiaty: gardenie, róże, bzy, bratki, lilie. fot. Marek Koprowski
Rodzice nigdy nie sugerowali, że powinnam zacząć brać lekcje muzyki. Sama zaczęłam grać i wiedzieli to, więc zapytali, czy chciałabym wziąć kilka lekcji. Powiedziałam : tak. Grałam tak dużo jako dziecko, że aż ich to denerwowało, więc nawet zaczęli mnie powstrzymywać, bo chciałam grać cały czas. Naprawdę chciałam zostać pianistką klasyczną i dyrygentka operową. To były moje pierwsze zainteresowania. Kiedy pojawiły się narkotyki, muzyka Black Sabbath i Led Zeppelin – zmieniłam kierunek. Ktoś oglądający Twoje wykonanie "Whole Lotta Love" na Youtube tak to skomentował: "Robert Plant and Janis Joplin had a kid?" Czy Twoja fascynacja muzyką Led Zeppelin nadal jest tak głęboka, jak kiedyś w dzieciństwie? Nigdy, aż tak bardzo nie uwielbiałam Led Zeppelin. Było czymś zdumiewającym słyszeć jak śpiewa Robert Plant, wzruszałam się słuchając Janis Joplin, ale nie była to muzyka, której sluchałam na okrągło, przez cały czas. Były momenty, kiedy ich słuchałam.
(Beth z ogromnym zachwytem w głosie) To był nieprawdopodobny zastrzyk energii. W pewnym sensie to zmieniło moje życie, w sensie muzycznym. Nauczył mnie pokory. On jest cholernie utalentowany. Gra na gitarze zupełnie bez wysiłku, jak gdyby nigdy nic. Jest bardzo dobry i skromny, nie spotkałam przedtem nikogo tak skromnego w biznesie muzycznym. Jest teraz po 60-tce, a zachowuje się jakby miał 15-16 lat. Grał i ćwiczył cały czas. Myślę, że jego talent w połączeniu z zamiłowaniem do grania tak często powoduje, że jest tak nieprawdopodobny. Powiedziałaś kiedyś w wywiadzie: "Doświadczyłam emocjonalnego dna, z którego pozwoliła mi wyjść miłość do muzyki". Czy muzyka może leczyć zranioną duszę ? Nie sądzę, że muzyka sprawiła, że odbiłam się od dna. Jeśli tak powiedziałam, to dlatego, że tak uważałam w tamtej chwili. Myślę, że to dzięki miłości mojego męża odbiłam się od dna. Wtedy w moim życiu wszystko się zawaliło i nawet mnie to nie obchodziło. Wtedy on się pojawił. Był dla mnie bardzo dobry. Nikt przedtem tak mnie nie kochał. To sprawiło, że zrozumiałam, że mam coś tak szczególnego i nie chciałam tego utracić i wtedy zaczęłam się leczyć. A potem przyszła muzyka, mogłam znów komponować i występować. Kto jest twoim mistrzem ? Największy mistrz? Beethoven! To proste. On porusza każdego. A w moim stylu to raczej skrzyżowanie Arethy Franklin i Eddie Jamesa. Jest ich tylu... James Taylor, Fiona Apple – to wszystko są mistrzowie. Amy Winehouse była twoją bohaterką? O Boże, to bardzo smutne. Bardzo płakałam, kiedy dowiedziałem się o jej śmierci. Kiedyś straciłam siostrę z powodu narkotyków. Oboje z mężem płakaliśmy, kiedy umarła Amy, czułam się tak, jakby zmarła mi młodsza siostra. Była kimś więcej niż moją bohaterką. Myślę, że była jedną z najbardziej utalentowanych kobiet, które pojawiły się na scenie muzycznej w ciągu ostatnich 10 lat. Ustawiłabym ją na samym szczycie listy. Była cudowną autorką i piosenkarką, tak utalentowaną. Narkomania jest tak przygnębiająca i przytrafia się tak wielu ludziom – to zawsze wielka strata. Łatwo być artystą w takich czasach? Czasy są ciężkie, ale ja zawsze miałam ciężko, nigdy nie było tak, że od razu trafiłam na szczyt. Muszę sobie przypominać, że mam zamiar tam trafić, może będę miała szczęście robić to przez resztę mojego życia. Podoba mi się, że wielkie wytwórnie się załamały. To daje szanse różnym muzykom na przebicie się. Pop nie jest już taki dominujący. Czasy są ciekawe, wiele rzeczy zmieni się, właśnie dzięki temu, że biznes muzyczny jest teraz w kompletnym bałaganie. Konieczność rodzi wynalazki i inwencję twórczą. Twój najnowszy, szósty album "Don't Explain" nagrałaś z gitarzystą Joe Bonamassą. Są tam covery, wśród nich klasyk soulu - "Chocolate Jesus" przed laty wykonywany przez Toma Waitsa. Dlaczego nagrałaś ten utwór na płytę? (Beth wyraźnie ucieszona tym pytaniem bije brawo i śmieje się) Uwielbiam ją. To prawdopodobnie moja ulubiona piosenka, na tej płycie, tak bardzo ją kocham. Wiele lat temu usłyszałam "Mule Variations" Toma Waitsa ( album wydany w 1999 roku, za który Waits otrzymał nagrodę Grammy w kategorii Best Contemporary Folk Album) I tam była ta piosenka – klimat południa Stanów Zjednoczonych. To wspaniała piosenka, więc pomyślałam, że i ja mogłabym ją zaśpiewać. Producentem nowej płyty jest Kevin Shirley, który wcześniej pracował m in. z muzykami grupy Led Zeppelin, czy to brzmienie będzie słychać w Twoich nagraniach? Nie, "Don't Explain" to album soulowo - bluesowy, z elementami jazzu. Kevin Shirley w przeciwieństwie do innych producentów, nie chce mówić ci, co masz robić. Interesuje go, czy potrafisz znaleźć swój własny głos i własny sposób grania.
W tym roku grasz sporo koncertów w Danii, Norwegii, UK, USA, Holandii, ale w Polsce występujesz tylko dwa razy. Kiedy mamy szansę znów Cię zobaczyć w Polsce? Mam nadzieję, że już wkrótce. Nie jestem pewna, ale mój manager powiedział mi dziś, że na pewno jeszcze tu przyjedziemy. Byłoby wspaniale przyjechać tu znów. Bardzo smakuje mi polskie jedzenie i podoba mi się przyjazne nastawienie wszystkich do mnie. Chcę tu wrócić.
|