Urzekający koncert dla nielicznych

Wtorkowy koncert zespołu Sea+Air w klubie przy Grabiszyńskiej to jedno z najfajniejszych muzycznych wydarzeń tego roku. Eleni Zafiriadou i Daniel Benjamin wypadli bez dwóch zdań fantastycznie, tym większa więc szkoda, że ich występ zgromadził tak niewielką widownię.

  • Sea+Air w Firleju fot. Tomasz Walków

    Sea+Air w Firleju fot. Tomasz Walków

  • Sea+Air w Firleju fot. Tomasz Walków

    Sea+Air w Firleju fot. Tomasz Walków

  • Sea+Air w Firleju fot. Tomasz Walków

    Sea+Air w Firleju fot. Tomasz Walków

  • Sea+Air w Firleju fot. Tomasz Walków

    Sea+Air w Firleju fot. Tomasz Walków

  • Sea+Air w Firleju fot. Tomasz Walków

    Sea+Air w Firleju fot. Tomasz Walków

  • Sea+Air w Firleju fot. Tomasz Walków

    Sea+Air w Firleju fot. Tomasz Walków

  • Sea+Air w Firleju fot. Tomasz Walków

    Sea+Air w Firleju fot. Tomasz Walków

  • Sea+Air w Firleju fot. Tomasz Walków

    Sea+Air w Firleju fot. Tomasz Walków

  • Sea+Air w Firleju fot. Tomasz Walków

    Sea+Air w Firleju fot. Tomasz Walków

  • Sea+Air w Firleju fot. Tomasz Walków

    Sea+Air w Firleju fot. Tomasz Walków

  • Sea+Air w Firleju fot. Tomasz Walków

    Sea+Air w Firleju fot. Tomasz Walków

  • Sea+Air w Firleju fot. Tomasz Walków

    Sea+Air w Firleju fot. Tomasz Walków

  • Sea+Air w Firleju fot. Tomasz Walków

    Sea+Air w Firleju fot. Tomasz Walków

  • Sea+Air w Firleju fot. Tomasz Walków

    Sea+Air w Firleju fot. Tomasz Walków

  • Sea+Air w Firleju fot. Tomasz Walków

    Sea+Air w Firleju fot. Tomasz Walków

  • Sea+Air w Firleju fot. Tomasz Walków

    Sea+Air w Firleju fot. Tomasz Walków

  • Sea+Air w Firleju fot. Tomasz Walków

    Sea+Air w Firleju fot. Tomasz Walków

  • Sea+Air w Firleju fot. Tomasz Walków

    Sea+Air w Firleju fot. Tomasz Walków

  • Sea+Air w Firleju fot. Tomasz Walków

    Sea+Air w Firleju fot. Tomasz Walków


Zanim duet pojawił się na scenie, swoją twórczość zaprezentował nam Thomas Fischer, artysta znany z Esben And The Witch, występujący dziś pod szyldem Blanket Of Rock. Fischer obsługiwał gitarę podłączoną do zestawu kilkunastu efektów (między nimi był też smartfon – ech, co za czasy!) i przez 45 minut wydobywał z instrumentu iście nieziemskie dźwięki. Bliskie ambientowi melancholijne pasaże dostojnie ewoluwoały w drone'ową miazgę, na koniec wszystko wróciło do pierwotnie spokojnej formy, jednak podróż, w którą zabrał słuchaczy Fischer, mogła się podobać przede wszystkim obeznanym z tego typu klimatami słuchaczom, nieprzygotowani mieli pełne prawo poczuć się znużeni. Na pewno warto było jednak Fischera posłuchać, choćby po to, by przekonać się, że z pomocą elektroniki (i oczywiście niepospolitego talentu) nawet w pojedynkę można wytworzyć zupełnie niesamowitą atmosferę i że wcale nie trzeba do tego tekstów, wokalu, wymyślnej choreografii ani żadnych dekoracji.

Naturalni, dowcipni, utalentowani

Sea+Air to oczywiście zupełnie inny rodzaj muzycznej wrażliwości – i kompletnie inny rodzaj ekspresji. Eleni i Daniel grali prawie półtorej godziny i z podziwu godną konsekwencją mieszali style i gatunki – od przebojowego alternatywnego popu przez garażowy rock aż po indierockową czy folkową balladę – a w każdej z tych odsłon swojej twórczości wypadali tak samo wiarygodnie. Do tego grali na tak wielu instrumentach, i to często jednocześnie (np. Daniel na gitarze i stopie, Eleni na klawiszach i werblu), że miało się wrażenie obcowania ze zwykłą kilkuosobową kapelą. Nie można ich było nie kupić i to nie tylko dlatego, że takie piosenki jak „The Heart Of The Rainbow”, „Take Me To The Ride” czy zwłaszcza „Should I Care” to świetne kompozycje, bezpretensjonalnie przebojowe i natychmiast wpadające w ucho. Eleni i Daniel w wydaniu live po prostu urzekają. Są naturalni, dowcipni, momentami rozczulająco zagubieni w gęstwinie rozstawionych na scenie swoich własnych instrumentów. Po każdym kawałku następowały długie przerwy, podczas których Daniel stroił gitarę i opowiadał zabawne historyjki (m.in. o Sylwestrze spędzonym kiedyś we Wrocławiu przy jednej jedynej płycie U2), czasem dyskutowali o czymś z Eleni, innym razem Daniel zmagał się z zepsutym kablem; u kogoś innego takie dziury w dramaturgii koncertu mogłyby irytować, w ich przypadku budziły wyłącznie sympatię. A gdy na koniec zaśpiewali „You Are” zrobiło się... no cóż, po prostu magicznie. Prawie tak jak tu:

Hajp potrzebny od zaraz 

Jakże więc fatalnie, że do Firleja, pięknie swoją drogą wymalowanego i wyremontowanego, przyszło na Sea+Air tylko jakieś czterdzieści osób! I że cała reszta Wrocławia nie wie, co straciła! Niech więc ta czterdziestka niesie świadectwo, niech idzie fama po mieście, a następnym razem na wrocławskim koncercie Sea+Air powinny być tłumy. A już powściągając egzaltację, należy powiedzieć z pełnym przekonaniem: łapcie Sea+Air w sieci, sprawdźcie ich Facebooka, nie omijajcie ich koncertów, to z pewnością jeden z najlepszych zespołów, o których istnieniu nie mieliście dotąd pojęcia.

Zgłoś uwagę