Kilkudziesięciu eleganckich, jak jeden ucylindrzonych, ale zupełnie nieusmolonych, kominiarzy zgromadziło się na Rynku we wtorkowe (4 maja) południe. Grała orkiestra dęta i zrobiono grupowe foto na tle fontanny, był bowiem dzień patrona kominiarzy (oraz strażaków i hutników) – św. Floriana. Patron nie ma się we Wrocławiu tak dobrze jak w innych miastach, zwłaszcza Krakowie, gdzie zbudowano mu Bramę Floriańską i Floriańską ulicę, od której na dodatek zaczynała się Droga Królewska na Wawel. Tamtędy, rzecz jasna, sprowadzano w roku 1184 relikwie św. Floriana do katedry wawelskiej. U nas takiej ulicy nie ma i przez lata Spółdzielnia Usług Kominiarskich „Florian” mieściła się (kątem?) przy ulicy innego świętego Mikołaja. Obydwie święte postaci są niezwykle popularne i dlatego wszyscy przechodnie we wtorkowe południe na Rynku trzymali się, trochę po pogańsku, za guzik.