W większości ksiądz im ręce stułą powiązał, choć oczywiście nawet na tak śródkościelnym miejscu jak most Tumski nie można zapominać o innowiercach raz parach indyferentnych religijnie. Wszystkie, najegzotyczniejsze nawet stadła mają wszakże jedną rzecz wspólną – chciało im się kupić kłódkę, wymalować (lub wygrawerować) na niej imiona i daty, zapiąć na barierze i pewnie utopić kluczyki w Odrze.
Ona i on są przeważnie z Wrocławia, bo przyjezdni zwykle nie brali kłódki na drogę, ale zdarzają się też entuzjaści okowów z dalekich stron.
|