TSA live: Heavy metal świat [ZDJĘCIA]

Zadziwiające, jak długowieczne są niektóre gwiazdy polskiego rocka. Ot, takie TSA na przykład. Panowie dobiegają sześćdziesiątki, Marek Piekarczyk jest już nawet parę lat po, a na żywo wciąż wypadają doskonale i ciągle udowadniają, że niewiele jest w Polsce hardrockowych czy metalowych bandów, które mogłyby się z nimi równać.

  • TSA we Wrocławiu fot. Tomasz Walków

    TSA we Wrocławiu fot. Tomasz Walków

  • TSA we Wrocławiu fot. Tomasz Walków

    TSA we Wrocławiu fot. Tomasz Walków

  • TSA we Wrocławiu fot. Tomasz Walków

    TSA we Wrocławiu fot. Tomasz Walków

  • TSA we Wrocławiu fot. Tomasz Walków

    TSA we Wrocławiu fot. Tomasz Walków

  • TSA we Wrocławiu fot. Tomasz Walków

    TSA we Wrocławiu fot. Tomasz Walków

  • TSA we Wrocławiu fot. Tomasz Walków

    TSA we Wrocławiu fot. Tomasz Walków

  • TSA we Wrocławiu fot. Tomasz Walków

    TSA we Wrocławiu fot. Tomasz Walków

  • TSA we Wrocławiu fot. Tomasz Walków

    TSA we Wrocławiu fot. Tomasz Walków

  • TSA we Wrocławiu fot. Tomasz Walków

    TSA we Wrocławiu fot. Tomasz Walków

  • TSA we Wrocławiu fot. Tomasz Walków

    TSA we Wrocławiu fot. Tomasz Walków

  • TSA we Wrocławiu fot. Tomasz Walków

    TSA we Wrocławiu fot. Tomasz Walków

  • TSA we Wrocławiu fot. Tomasz Walków

    TSA we Wrocławiu fot. Tomasz Walków

  • TSA we Wrocławiu fot. Tomasz Walków

    TSA we Wrocławiu fot. Tomasz Walków

  • TSA we Wrocławiu fot. Tomasz Walków

    TSA we Wrocławiu fot. Tomasz Walków

  • TSA we Wrocławiu fot. Tomasz Walków

    TSA we Wrocławiu fot. Tomasz Walków

  • TSA we Wrocławiu fot. Tomasz Walków

    TSA we Wrocławiu fot. Tomasz Walków

  • TSA we Wrocławiu fot. Tomasz Walków

    TSA we Wrocławiu fot. Tomasz Walków

  • TSA we Wrocławiu fot. Tomasz Walków

    TSA we Wrocławiu fot. Tomasz Walków

  • TSA we Wrocławiu fot. Tomasz Walków

    TSA we Wrocławiu fot. Tomasz Walków

  • TSA we Wrocławiu fot. Tomasz Walków

    TSA we Wrocławiu fot. Tomasz Walków

  • TSA we Wrocławiu fot. Tomasz Walków

    TSA we Wrocławiu fot. Tomasz Walków

  • TSA we Wrocławiu fot. Tomasz Walków

    TSA we Wrocławiu fot. Tomasz Walków

  • TSA we Wrocławiu fot. Tomasz Walków

    TSA we Wrocławiu fot. Tomasz Walków

  • TSA we Wrocławiu fot. Tomasz Walków

    TSA we Wrocławiu fot. Tomasz Walków

  • TSA we Wrocławiu fot. Tomasz Walków

    TSA we Wrocławiu fot. Tomasz Walków

  • TSA we Wrocławiu fot. Tomasz Walków

    TSA we Wrocławiu fot. Tomasz Walków


To widać i słychać od pierwszej chwili. Zespół wychodzi na scenę, zaczyna grać „Maratończyka” i „to coś” już się pojawia. Nawet nie ciarki, nie gęsia skórka, raczej niedające się zakwestionować przekonanie, że oto widzi się i słyszy absolutnych zawodowców, gości, którzy na rockandrollu zjedli zęby. Ten głos Piekarczyka, ta bajerancka gitara Nowaka, te jego gwiazdorskie pozy, ten wykonawczy luz, to potężne, ale klarowne brzmienie... Takie wrażenie, tego jestem pewien, odniósłby każdy, kto widziałby TSA na żywo, nawet jeśliby wcześniej nigdy o tej kapeli nie słyszał. Jest coś w scenicznej prezencji tej grupy, co trafiłoby w gusta każdego fana ciężkich dźwięków na świecie. Może to szczerość, może spontaniczność (ok, zapewne nie w przypadku Janusza Niekrasza, ale reszty jak najbardziej), może swego rodzaju... stylowość? Nie wiem. Ale to działa. I to od ponad trzydziestu lat.

Zestaw hitów

Wczorajszy (22.04) koncert w Sali Gotyckiej nie koncentrował się na ostatniej płycie zespołu, bo ta ukazała się... dwanaście lat temu. To wszyscy wiedzą. Marek Piekarczyk z kolegami dali więc swoim fanom – licznie przybyłym, co warto podkreślić – zestaw największych hitów, od wspomnianego „Maratończyka” przez „Na co cię stać”, „Bez podtekstów” i „Białą śmierć” aż po „Pierwszy karabin” i „Heavy Metal World”. Może i czegoś tam zabrakło, może nie wszyscy byli jednakowo usatysfakcjonowani setlistą, ale i tak TSA miało wczoraj iście królewskie przyjęcie. W Sali Gotyckiej nie było przypadkowych ludzi, wszyscy znali kawałki na pamięć i śpiewali je razem z Piekarczykiem, sporo było takich fanów, którzy tę muzykę poznawali na bieżąco, w czasach, kiedy ukazywała się na płytach, jeszcze więcej takich, którzy pokochali ją po latach, może dzięki rodzicom. W każdym razie nikt chyba nie przyszedł na ten koncert, bo wypadało. TSA od dawna jest niemodne. I bardzo dobrze.

A zatem było nieźle. Zespołowi również się podobało, zwłaszcza że wreszcie miał okazję zagrać we Wrocławiu w znacznie lepszych warunkach niż te, które oferował nieistniejący już klub „Od zmierzchu do świtu”. Może następnym razem przywiozą nam coś nowego? Cóż, nawet jeśli nie – będzie im wybaczone. Jeśli muzycy TSA stare numery wciąż będą grać z tak szczerym zaangażowaniem jak miało to miejsce wczoraj, mogą liczyć na dozgonną miłość swoich fanów. 

Zgłoś uwagę