Toto na żywo: muzyczne święto w Orbicie

Amerykański zespół Toto, znany z takich ogólnoświatowych hitów jak „Rosanna”, „Africa” czy „Stop Loving You”, zagrał wczoraj (23.06) w Hali Orbita. Półtoragodzinny koncert był dla fanów kapeli prawdziwym muzycznym świętem.

  • Toto w Hali Orbita

    Toto w Hali Orbita

  • Toto w Hali Orbita

    Toto w Hali Orbita

  • Toto w Hali Orbita

    Toto w Hali Orbita

  • Toto w Hali Orbita

    Toto w Hali Orbita

  • Toto w Hali Orbita

    Toto w Hali Orbita

  • Toto w Hali Orbita

    Toto w Hali Orbita

  • Toto w Hali Orbita

    Toto w Hali Orbita

  • Toto w Hali Orbita

    Toto w Hali Orbita

  • Toto w Hali Orbita

    Toto w Hali Orbita

  • Toto w Hali Orbita

    Toto w Hali Orbita

  • Toto w Hali Orbita

    Toto w Hali Orbita

  • Toto w Hali Orbita

    Toto w Hali Orbita

  • Toto w Hali Orbita

    Toto w Hali Orbita

  • Toto w Hali Orbita

    Toto w Hali Orbita

  • Toto w Hali Orbita

    Toto w Hali Orbita

  • Toto w Hali Orbita

    Toto w Hali Orbita

  • Toto w Hali Orbita

    Toto w Hali Orbita


A było tych fanów w Orbicie całe mrowie – pełna płyta i mniej więcej w połowie wypełnione trybuny. Imponująca frekwencja, zwłaszcza jeśli wziąć pod uwagę, że najtańsze bilety na to wydarzenie kosztowały 190 zł. Przeważali oczywiście fani w dojrzałym wieku, ale trudno się temu dziwić, grupa Toto swój najlepszy czas miała w latach osiemdziesiątych, wymienione wyżej przeboje pochodzą właśnie z tamtej cudownej dekady. Poza tym jeśli od czterdziestu prawie lat konsekwentnie gra się tzw. AOR, czyli Adult Oriented Rock, to dziś gromadzi się pod sceną ludzi, którzy dorośli są już od dosyć dawna. Trzeba jednak podkreślić, że Toto nie odcina kuponów od minionej sławy. Trasa, w ramach której dotarli do Polski (oprócz Wrocławia także do Warszawy), promuje ich najnowsze, pierwsze od dziewięciu lat wydawnictwo studyjne – bardzo dobry album „XIV”.     

Nowe i nieco starsze

Od jednej z nowych piosenek zresztą zaczęli „(Running Out Of Time”), w trakcie całego koncertu zagrali jeszcze kilka nowości („Burn”, „Holy War”, świetny „Orphan”, „Great Expectations”), resztę setlisty stanowiły starsze kompozycje, wśród których nie zabrakło takich atrakcji dla miłośników grupy jak „Stranger In Town” zaśpiewany przez Steve'a Lukathera czy „Takin' It Back” wykonany przez Steve'a Porcaro. Ten pierwszy zagrał też (już bez wokalu) „Little Wing” Hendrixa. Zwolenników mocniejszych brzmień z pewnością ucieszył ostry jak na Toto kawałek „Never Enough” z płyty „Kingdom Of Desire” z 1992 r. A tych bardziej skłonnych do wzruszeń – „The Road Goes On” zagrany przez Steve'a na gitarze akustycznej. Hitów pominąć się nie dało, doskonałym finałem koncertu był wykonany na bis utwór „Africa”, zaśpiewany i odtańczony przez wszystkich zgromadzonych w hali.

Publiczność poza skalą

Muzycy byli – co w przypadku Toto nikogo nie może dziwić – w olimpijskiej formie. Doskonali instrumentalnie, świetni wokalnie (a trzeba pamiętać, że w Toto śpiewają właściwie wszyscy oprócz perkusisty). Dźwięk w trudnej do nagłośnienia Hali Orbita był na piątkę z plusem. Poza skalą należy natomiast ulokować publiczność. Ta nie dość, że stawiła się tłumnie, to jeszcze przyjęła zespół z niewiarygodną wręcz serdecznością (ta sympatia jest zresztą przez zespół szczerze odwzajemniana). Fani Toto może i są od dawna dorośli, ale w bezpośrednim kontakcie ze swoimi ulubieńcami potrafią się zachować jak dzikie, rozemocjonowane nastolatki. To bardzo fajne. Trochę deprymujące – ale w sumie fajne.

Zdjęcia: Krzysztof Zatycki

Zgłoś uwagę