Termalica – Śląsk 1-1

Śląsk Wrocław w meczu 18 kolejki Ekstraklasy zremisował z debiutującą na najwyższym szczeblu rozgrywek Termalicą Bruk – Bet Nieciecza 1-1. Jeden punkt wywieziony ze stadionu beniaminka nie jest tym, czego oczekiwał sztab szkoleniowy, piłkarze i kibice. Liczyło się tylko zwycięstwo.
  • Fot: archiwum


Trenerzy WKS – u zapowiadali zmiany w składzie mające zapewnić większą siłę rażenia w ataku.Stąd też w wyjściowej jedenastce od początku zagrali Paixao, Biliński i Kiełb wspomagani przez Gecova. Na pierwszą połowę oba zespoły przygotowały odmienne pomysły na grę – gospodarze starali się jak najdłużej utrzymywać przy piłce i budować akcje od tyłu z udziałem bramkarza, natomiast Śląsk postawił na szybkie przenoszenie piłki z obrony do ataku i na wysoki pressing. To właśnie przyjezdni stworzyli pierwszą, groźną sytuację w meczu i to od razu zakończoną golem. W 12 minucie spotkania Marcel Gecov złamał akcję z prawego skrzydła do środka i oddał strzał, który ręką w polu karnym zatrzymał stoper Termaliki Pavol Stano. Sędzia Szymon Marciniak podyktował rzut karny, który na bramkę pewnym strzałem zamienił Jacek Kiełb. Termalica najbardziej zagrażała obrońcom Śląska ze stałych fragmentów gry, głównie po rzutach rożnych. Dobrze dysponowany był dziś lider wrocławskiej defensywy Piotr Celeban. Goście mogli schodzić na przerwę z wyższym prowadzeniem, ale w 42 minucie dobrze zapowiadającą się kontrę źle rozprowadził Biliński.
 
Na drugie 45 minut z większym animuszem wybiegli gracze Termaliki. W pierwszych akcjach oddali 3 celne strzały, w tym najgroźniejszy Dawida Plizgi, przy którym mocno musiał się wykazać Mariusz Pawełek. Po tym mecz przebiegał w spokojnym tempie. Wrocławianie mogli zamknąć wynik meczu w 82 minucie, gdy Flavio Paixao będąc sam na sam z bramkarzem zdecydował się podać do nadciągającego z boku Kiełba, który jednak wybiegł przed linię piłki i „spalił” akcję. W 89 minucie gracze z Niecieczy w najdobitniejszy sposób zobrazowali stare porzekadło, że niewykorzystane sytuacje się mszczą – z rzutu wolnego na wysokości 18 metra piłkę do siatki gości skierował najlepszy po stronie gospodarzy Dawid Plizga. Bez szans w tej sytuacji był Jakub Wrąbel, który chwilę wcześniej zastąpił w bramce kontuzjowanego Pawełka. W doliczonym czasie gry Termalika strzeliła drugą bramkę, ale sędzia słusznie odgwizdał spalonego napastnika „Słoników”.
 
Śląsk był we wtorek o krok od przełamania złej passy i odniesienia pierwszego od 12 września zwycięstwa w lidze. Stworzył sobie dużo dogodnych sytuacji, lecz zdecydowanie zabrakło skuteczności przy ich wykańczaniu. Kolejne spotkanie w niedzielę, 6 grudnia z Lechią Gdańsk.
Zgłoś uwagę