Teatr Współczesny: ciekawe zakończenie sezonu

Słynny matematyk, który udowodnił hipotezę Poincarego i odmówił nagrody miliona dolarów za swoje odkrycie, stał się pretekstem do pytań o granice poznania. Asja Wołoszyna, autorka sztuki wystawionej w Teatrze Współczesnym we Wrocławiu zastanawia się też nad konsekwencjami, jakie ponosi uczony ogłaszając swoje odkrycie.

  • "Nie trzeba" - premiera 27 czerwca w Teatrze Współczesnym fot. Tomasz Walków

    "Nie trzeba" - premiera 27 czerwca w Teatrze Współczesnym fot. Tomasz Walków

  • "Nie trzeba" - premiera 27 czerwca w Teatrze Współczesnym fot. Tomasz Walków

    "Nie trzeba" - premiera 27 czerwca w Teatrze Współczesnym fot. Tomasz Walków

  • "Nie trzeba" - premiera 27 czerwca w Teatrze Współczesnym fot. Tomasz Walków

    "Nie trzeba" - premiera 27 czerwca w Teatrze Współczesnym fot. Tomasz Walków

  • "Nie trzeba" - premiera 27 czerwca w Teatrze Współczesnym fot. Tomasz Walków

    "Nie trzeba" - premiera 27 czerwca w Teatrze Współczesnym fot. Tomasz Walków

  • "Nie trzeba" - premiera 27 czerwca w Teatrze Współczesnym fot. Tomasz Walków

    "Nie trzeba" - premiera 27 czerwca w Teatrze Współczesnym fot. Tomasz Walków

  • "Nie trzeba" - premiera 27 czerwca w Teatrze Współczesnym fot. Tomasz Walków

    "Nie trzeba" - premiera 27 czerwca w Teatrze Współczesnym fot. Tomasz Walków


Kameralna, niespiesznie opowiedziana historia geniusza z Sankt Petersburga została pokazana w cyklu „Prosta historia”. Nie jest to jednak teatr dokumentalny, jak sugeruje nazwa cyklu, lecz impresja oparta na faktach lub plotkach, które o Perelmanie znajdziemy w mediach. Genialny matematyk nie udziela bowiem wywiadów, jest odludkiem, nie kontaktuje się z ludźmi, nie bywa, nie pokazuje się w telewizji.

Kamila Michalak w „Nie trzeba” próbuje zrozumieć swojego bohatera i jego świat. Zderza go z postacią Anny, młodej reżyser (w tej roli bardzo naturalna i interesująca Maria Kania), która za wszelką cenę chce wystawić sztukę o Perelmanie (Tadeusz Ratuszniak). Niestety naukowiec nie zgadza się na spotkanie, nie chce też rozmawiać przez telefon. Dziewczyna mimo to nie poddaje się – rozmawia z jego kolegą z Instytutu Matematyki - z Maksymem Maksymowiczem. Chce zrozumieć hipotezę i tym samym Perelmana. Hipoteza, brzmiąca dla przeciętnego człowieka dość enigmatycznie, być może stanie się kluczem do zrozumienia nie tylko naukowca, ale także tajemnicy wszechświata. Perelman zmienia się w jej obsesję. Dla niego gotowa jest spotykać się z obcesowym Maksymowiczem, pozwalającym sobie na przytyki seksualne w jej kierunki (świetny Tomasz Orpiński). Anna śni o Perelmanie, rozmawia z nim i spotyka go w snach.

Początkowa chęć udowodnienia narzeczonemu, że zrobi spektakl o Perelmanie bez niego lub wbrew niemu, zmienia się w pytania o cel i sens poznania, o konsekwencje odkryć naukowych dla uczonych, o to czy nauka ma sens i czy można uprawiać naukę dla nauki. Reżyserka pyta, czy w sytuacji, gdy naukowcy zajmują się badaniami niepojętymi dla przeciętnego człowieka, odsuwają się od ludzkości, zatracają ludzkie uczucia? Czy sztuka może pomóc w tłumaczeniu nauki? Czy emocje i uczucia w świecie nauki mają sens? Nie bez powodu w spektaklu pojawia się fragment filmu „Bezimienna gwiazda” w reżyserii Michaiła Kozakowa o samotnym astronomie spotykającym piękną kobietę, burzącą jego uporządkowany świat.

Perelman jest bowiem symbolem naukowca poświęcającego się nauce, rezygnującego z kontaktów ze światem w imię nauki. Praca staje się dla niego wartością nadrzędną. Nie wiemy, czy to jego wybór, czy konieczność. Nie wiemy, czy czuje się samotny, czy może szczęśliwy, że udowodnił hipotezę Poincarego. Samego Perlmana w sztuce Asji Wołoszyny brakuje. Jest tylko wyobrażenie naukowca-odludka, niestety najbardziej sztampowe i banalne. I niewątpliwie jest to słaby punkt całej narracji. Z drugiej jednak strony młoda reżyser nadając spektaklowi wymiar symboliczny (scenografię tworzy spirala logarytmiczna, którą obserwujemy w przyrodzie, w tekście pojawiają się odniesienia do liczby Pi, camera obscura, którą posługuje się narzeczony Anny jest platońskim dwunastościanem – wyobrażeniem wszechświata) robi krok ponad banalnością. Zostawia nas z pytaniem o sens odkryć naukowych. Co z tego, że cywilizacja rozwija się, że przeżywamy rewolucję technologiczną, skoro nie potrafimy pojąć odkryć, które za tym stoją. Czy stajemy się bezrozumni? Czy naukowcy, tak jak Perelman, będą pracować dla siebie i wąskiej grupy specjalistów, a reszta ludzkości będzie bezrefleksyjnie korzystać z ich odkryć? Czy taka jest cena?

„Nie trzeba” nie jest biografią geniusza. Jest ciekawie postawionym pytaniem o współczesność. Szkoda jednak, że sama sztuka jest dość rozwlekła i zawiera niepotrzebne wątki (romans męża Anny z tancerką), które zaburzają opowieść dziewczyny o fascynacji geniuszem.

„Nie trzeba”, Asja Wołoszyna, reżyseria Kamila Michalak, premiera 27 czerwca we Wrocławskim Teatrze Współczesnym, w rolach głównych: Maria Kania, Tomasz Orpiński, Tadeusz Ratuszniak, Krzysztof Zych, Irena Rybicka, Alisa Makarenko.

Zgłoś uwagę