Szczypiorniści Śląska nadal w superlidze

Po zwycięstwie 28:26 w Legnicy piłkarze ręczni Śląska wygrali także z Miedzią rewanżowy mecz barażowy (27:18) i utrzymali się w superlidze. Nikt jednak nie ukrywa, że przed kolejnym sezonem drużynę z Wrocławia trzeba znacząco wzmocnić.

  • zdjęcie ilustracyjne: www.wks-slask-wroclaw.com/


- Drugi raz tak po bandzie nie ma co jechać – śmieje się Piotr Przybecki. Szkoleniowiec Śląska nawiązuje nie tylko do całego sezonu, w którym drużyna dopiero pod koniec rozgrywek została nieco wzmocniona kadrowo (przyjście Michała Adamuszka), ale przede wszystkim do samej jego końcówki.

Po porażce u siebie z Zagłębiem Lubin wydawało się, że wrocławianie nie mają już szans na utrzymanie, bowiem następnego dnia wyprzedzające ich Wybrzeże mogło nawet zremisować w Wągrowcu i oznaczałoby to degradację Śląska. Ale gdańszczanie niespodziewanie przegrali 23:24 z najsłabszym zespołem ligi. Zaskoczeni byli wszyscy. – Zadzwonił do mnie kolega i podał mi wynik z Wągrowca. Myślałem, że robi sobie ze mnie żarty, więc natychmiast się rozłączyłem. Ale sprawdziłem szybko w internecie i zaraz oddzwoniłem i go przeprosiłem – wspomina prezes Śląska Paweł Krążała. II trener Daniel Grobelny dowiedział się o tym „cudzie” spędzając sobotę w domu z rodziną, natomiast szkoleniowiec Śląska Piotr Przybecki zdawał akurat w Niemczech egzaminy i właśnie podczas nich otrzymał smsa. – Byłem potwornie zmęczony, bo jechałem do Niemiec przez całą noc i z początku nie uwierzyłem – śmieje się trener.

A potem przyszedł kolejny cud, czyli wyraźna wygrana w Gdańsku i mecze z Miedzią, w których już Śląsk był faworytem.

W środę tylko na początku spotkania obie drużyny grały bardzo nerwowo i aż do 9 minuty na tablicy świetlnej widniał typowo piłkarski (ale z piłki nożnej) wynik 1:1. Potem jednak z minuty na minutę przewagę zyskiwali wrocławianie. W 12 minucie było już 5:1 dla Śląska, a po pierwszej połowie gospodarze schodzili z parkietu z przewagą 6 goli (14:8).

Gdy na samym początku drugiej części gry strzelili kolejne trzy bramki 17:8, wiadomo już było, że nic złego już się im stać nie może i Przybecki zaczął wprowadzać na parkiet graczy z ławki rezerwowych. Mimo to Śląsk utrzymał 9 bramkową przewagę do końcowej syreny.

Kibice zgromadzeni w hali AWF byli także świadkami nietypowej sytuacji. Przy grze w osłabieniu Przybecki jak często to robił w trakcie sezonu wycofał z bramki Aljoszę Cudicia i wprowadził na parkiet dodatkowego gracza z pola. Wrocławianie nie zakończyli jednak akcji golem, a bramkarz legniczan Paweł Matkowski po złapaniu piłki, natychmiast rzutem przez całe boisko trafił do pustej bramki Śląska.

A po meczu były szampany i kolorowe balony, z którymi wybiegli na boisko uczniowie współpracującej ze Śląskiem Szkoły Podstawowej nr 74.

Z pozostania w lidze cieszył się najskuteczniejszy gracz wrocławskiego klubu w całym sezonie Maciej Ścigaj. - Ja zawsze wierzę do końca. Nikt chyba nie wierzył w to utrzymanie oprócz nas. Ale nie poddaliśmy się do końca. A zawodnikom Nielby naprawdę trzeba oddać pokłony i wysłać do Wągrowca dużą kratę whisky. Nasza drużyna była lepiona przed i w trakcie sezonu, a wcale nie graliśmy źle. Zwłaszcza w decydującym o tym czy zagramy w barażach meczu w Gdańsku pokazaliśmy, że jesteśmy drużyną i warto na nas stawiać. W nas inwestować – przekonuje zawodnik.

Ścigaj po tak dobrym dla siebie sezonie ma oferty z innych klubów (kończy mu się kontrakt w Śląsku), ale w rozmowach transferowych wrocławska drużyna będzie miała pierwszeństwo. - Chyba na dniach usiądziemy do rozmów i zobaczymy co dalej. Można powiedzieć, że z kimś prowadzę rozmowy, ale to Śląsk wyciągnął do mnie pomocną dłoń kiedy  było mi trudno, więc teraz ma pierwszeństwo. Nie podpisuję nigdzie  niczego, tylko czekam na rozmowy tutaj – deklaruje Ścigaj.

- Naprawdę miło było oglądać końcówkę tego sezonu, chociaż ona była dla nas niełatwa. Udało nam się utrzymać. Mam nadzieję, że wyciągniemy wnioski na przyszły sezon, bo liga się wzmacnia i żeby być konkurencyjni musimy podjąć kroki w kierunku wzmocnienia drużyny. A wracając do sezonu, musieliśmy postawić na przygotowanie fizyczne, dlatego że nie mamy aż tak wielu zawodników o dobrych umiejętnościach superligowych. Próbowaliśmy to zneutralizować działaniem zespołowym, współpracą na boisku – podsumował Przybecki.

ANDRZEJ LEWANDOWSKI

ŚLĄSK WROCŁAW – SIÓDEMKA MIEDŹ LEGNICA 27:18 (14:8).

ŚLĄSK: Cudić, Prus – Krupa 1, Kryński 4. Herudziński 1, Koprowski, Garbacz, Jarowicz 1, Miszka, Adamuszek 1, Radojević 2, Wróblewski 2, Ścigaj 7 (3 z karnych), Białaszek 4, Tielepniow 4. Kary: 8 min.

SIÓDEMKA MIEDŹ: Mazur, Matkowski 1 – Szuszkiewicz, Majewski 1, Skiba 3, Antosik 1 (1), Płaczek, Cegłowski 1, Czuwara, Marcinkiewicz, Nastaj 1, Mosiołek 3, J. Bedzikowski 4, Kozłowski 3 (2). Kary: 6 min.

Zgłoś uwagę