53. Jazz nad Odrą: Muzyczny maraton na finał

Zbigniew Namysłowskiw w kolejce do klubowego baru co chwilę spogląda na scenę i, mimochodem, w nieprawdopodobnym zgiełku, podsłuchuje grę Maurycy Wójciński Sextet. Perkusista Kendrick Scott daje się wyściskać fanom, Kuba Stankiewicznie nie może przejsć spokojnie na koncert, bo cały czas ktoś go zatrzymuje na chwilę rozmowy. W tej samej przestrzeni jeszcze giełda płytowa i wystawa fotografii. Takich chwil i niepowtarzalnego klimatu brakować będzie fanom Jazzu nad Odrą. Przynajmniej do przyszłorocznej edycji.

  • maurycy wojcinski sextet jazz nad odrą

    Maurycy Wójciński Sextet/fot. JnO

  • jazz nad odrą zbigniew lewandowski piotr baron big band

    Zbigniew Lewandowski (na perkusji) plus Big Band Bartosza Pernala i Piotr Baron (saksofon)/fot. Sławek Przerwa

  • jazz nad odrą adam jarzmik quintet

    Zwycięzcy konkursu JnO Adam Jarzmik Quintet/fot. Sławek Przerwa

  • jazz nad odrą kuba stankiewicz

    Kuba Stankiewicz i jego goście/fot. Sławek Przerwa

  • jazz nad odrą zbigniew namysłowski quartet

    Zbigniew Namysłowski i jego kwartet/fot. Sławek Przerwa

  • jazz nad odrą sławek jaskułke

    Sławek Jaskułke zagrał ze Zbigniewem Namysłowskim/fot. Sławek Przerwa

  • jazz nad odrą tęgie chłopy

    Tegie Chłopu grają na scenie JnO na placu Społecznym/fot. Marcin Jędrzejczak


Muzyczny slalom między koncertami

Ostatniego dnia Jazzu nad Odrą w ręku najlepiej było mieć nie tylko program, ale dokładną rozpiskę godzinową (ta pojawiła się na drzwiach sal koncertowych dopiero w niedzielne popołudnie). Grafik był ważny nie tylko dla fotoreporterów, ale dla tych, którzy chcieli za jednym zamachem posłuchać i zwycięzców tegorocznego konkursu Jazzu nad Odrą (przeczytacie o nich w Adam Jarzmik Quintet wygrał konkurs na Indywidualnosć Jazzową), wyjść na dwór, aby posłuchać zespołów na scenie na placu Społecznym (pod wieczór przy koncercie Tęgich Chłopów na parkiecie pod sceną pary tańczyły bardzo żwawo), czy zaszyć się w klubie „Autograf”, gdzieś między barem, a niewielką sceną, bo tam też grali jazz.

Pary tańczą do ludowej muzyki Tęgich Chłopów na scenie Jazzu nad Odrą/fot. Marcin Jędrzejczak

Jeśli ktoś zaczął po bożemu, czyli od koncertu Zbigniewa Lewandowskiego i Big Bandu Bartosza Pernala (pamięci wybitnego perkusisty Buddy'ego Richa, który występował niegdyś we Wrocławiu) to potem mógł pozostać w sali teatralnej na „Tribute to Akwarium” i wreszcie hit wieczoru – występ kwartetu Zbigniewa Namysłowskiego.

W klubowych klimatach

Ale można było zaplanować wieczór według innego scenariusza. Pójść na koncert laureatów JnO – Adam Jarzmik Quintet, bo tak po prostu co roku wypada. I nie mieć żadnych wyrzytów sumienia, że wychodzi się po dwóch utworach, aby wybrać coś do jedzenia w klubie, bo tam, w totalnym zgiełku, Maurycy Wójciński Sextet zagrali jeden z najbardziej energetycznych koncertów tego dnia. Ich wersja „Over the Rainbow” była nokautująca pod względem harmonicznym, a chopinowskie preludium e-moll z op.24 wcale nie zostało zbeszczeszczone, jak z obawą zapowiadał ze sceny lider. Przywodziło na myśl wersję Novi Singers, a cały konteks kojarzył się z krótkim filmem „Iluzja” ze Zbyszkiem Cybulskim, w którym właśnie przy przearanżowanym jazzowo preludium e-moll facet przy klubowym stoliku (Zbyszek w oparach papierosianych) przygląda się upatrzonej kobiecie. W każdym razie, trębacz Maurycy Wójciński z pomocą saksofonistów Tomaszów – Wendta i Pruchnickiego, pianisty Roberta Jarmużka, kontrabasisty Grzegorza Piaseckiego i perkusisty Przemysława Jarosza, stworzył projekt prawdziwie inspirujący. A przestrzeń, wydawałoby się, mało skłaniająca do skupienia, okazała się idealną.

Maurycy Wójciński Sextet w „Autografie”/fot. Marcin Jędrzejczak

Kuba Stankiewicz z klasą

Kuba Stankiewicz i jego goście (porozumienie polsko-włoskie z saksofonistą Gaetano Partipilo i kontrabasistą Giuseppe Bassim oraz perkusistą Sebastianem Frankiewiczem) to był majstersztyk stylistyczny od początku do końca. A przy tym pioruńsko przyjemny do słuchania, bo Panowie na warsztat wzięli muzykę Henry'ego Manciniego, m.in. z „Różowej Pantery” i poprowadzili całość nie tylko z jazzowym feelingiem, subtelnie i elegancko, ale z żarem. Aż wstyd było momentami siedzieć, bo rytmy skłaniały raczej do innego scenariusza. 

Zbigniew Namysłowski u siebie

Tego człowieka przedstawiać nie trzeba, zwłaszcza we Wrocławiu, gdzie na Jazzie na Odrą gościł już 25 raz i otrzymał wyróżnienie (z rąk Wojciecha Siwka z rady programowej i przyjaciela) Jazzmana na Order (w skrócie JnO) za 60 lat grania jazzu z przypomnieniem...wrocławskiego debiutu w 1957 (grał wtedy na puzonie, jak dziś jego syn, Jacek Namysłowski). Na koncercie legendarny saksofonista i piewca muzyki ludowej w jazzie zagrał utwory z nowych albumów (w tym z najświeższego – „Polish Jazz – Yes!”) i z zespołem (grają jego, syn Jacek, pianista Sławek Jaskułke, kontrabasista Andrzej Święs i perkusista Grzegorz Grzyb) udowodnił, że, mimo wielu spekulacji terminologicznych, zjawisko takie, jak polish jazz mimo wszystko istnieje. Przynajmniej wtedy, kiedy rytmy z ludowych utworów „pożycza” i mistrzowsko adaptuje w jazzie Zbigniew Namysłowski.

Zbigniew Namysłowski/fot. Sławek Przerwa

Jazzmani uhonorowani

Także podczas Światowego Dnia Polskiego Jazzu uhonorowano wrocławskich muzyków państwowymi odznaczeniami. Pianista Wojciech Konikiewicz otrzymał srebrny medal „Zasłużony Kulturze Gloria Artis”, a brązowy medal tego samego odznaczenia nadawanego przez Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego odebrali (z rąk saksofonisty Piotra Barona) pianista Kuba Stankiewicz, kontrabasista Dariusz Oleszkiewicz i trębacz Piotr Wojtasik.

(od lewej) Dariusz Oleszkiewicz, Kuba Stankiewicz, Piotr Wojtasik i Wojciech Konikiewicz z odznaczeniami/fot. Sławek Przerwa

Zgłoś uwagę