Sportowe podsumowanie Euro 2016 we Wrocławiu

Mistrzostwa Europy w piłce ręcznej mężczyzn 2016 zbliżają się do końca. Ostatnim ich akordem będzie niedzielny finał. Dla Wrocławia, który był jednym z czterech miast-gospodarzy zmagania zakończyły się w piątkowy wieczór. Co można powiedzieć o tej części EURO rozgrywanej w Hali Stulecia? Same dobre rzeczy!

  • Euro we Wrocławiu przechodzi do historii. Pod względem sportowym kibice nie mogą mieć żadnych zastrzeżeń

  • Euro we Wrocławiu przechodzi do historii. Pod względem sportowym kibice nie mogą mieć żadnych zastrzeżeń

  • Euro we Wrocławiu przechodzi do historii. Pod względem sportowym kibice nie mogą mieć żadnych zastrzeżeń

  • Euro we Wrocławiu przechodzi do historii. Pod względem sportowym kibice nie mogą mieć żadnych zastrzeżeń

  • Euro we Wrocławiu przechodzi do historii. Pod względem sportowym kibice nie mogą mieć żadnych zastrzeżeń

  • Euro we Wrocławiu przechodzi do historii. Pod względem sportowym kibice nie mogą mieć żadnych zastrzeżeń

  • Euro we Wrocławiu przechodzi do historii. Pod względem sportowym kibice nie mogą mieć żadnych zastrzeżeń


Gdy 19 czerwca 2015 roku w kopalni soli w Wieliczce rozlosowano grupy turnieju, to zawodnicy, trenerzy i eksperci byli zgodni, że to właśnie stolicy Dolnego Śląska swoje mecze będzie rozgrywać „grupa śmierci”. No bo jak inaczej nazwać rywalizację Hiszpanii, Niemiec, Szwecji i Słowenii? Już pół roku przed mistrzostwami można było zacierać ręce na ogrom emocji jaki mieli zapewnić jedni z najlepszych szczypiornistów świata. A Ci po sześciu miesiącach przyjechali i nie zawiedli oczekiwań ani jednego kibica mającego bilet wstępu na Halę, ani tego śledzącego wydarzenia w telewizji.

Historia, która rozpoczęła się we Wrocławiu może zatoczyć piękne koło w niedzielę 31 stycznia. To właśnie w  pierwszym meczu wrocławskiej fazy wstępnej 16 stycznia o godz. 18:15 zagrały ze sobą zespoły Hiszpanii i Niemiec. Po dwóch tygodniach dokładnie te same reprezentacje zmierzą się w wielkim finale o złoty medal. W meczu „u nas” nieznacznie lepsi okazali się gracze z Półwyspu Iberyjskiego wygrywając 32:29. To właśnie od tego starcia oba zespoły rozpoczęły swój triumfalny marsz, którego meta mieści się w Krakowie.

Wrocławianie byli przede wszystkim świadkami tego, jak reprezentacja Niemiec „rosła” w trakcie kolejnych dni. Zaczęli od wspomnianej wyżej porażki, ale potrafili bardzo szybko się podnieść i zareagować na ten cios. Oczywiście przed turniejem wielu zdawało sobie sprawę z tego, że Niemcy wygrają z niejednym rywalem, ale jednak nie byli uznawani za faworytów do zakończenia mistrzostw z medalem. Dziś już wiemy, że wrócą do domu z co najmniej srebrnym krążkiem. Młody zespół jaki przywiózł ze sobą charyzmatyczny Dagur Sigurdsson miał tu zbierać doświadczenie, ale Niemcy pokazali, że już teraz są gotowi na walkę o najwyższe cele. Od meczu z Hiszpanią odnieśli pięć kolejnych zwycięstw z rzędu w tym to najważniejsze –w fazie głównej z Danią 25:23. To ono dało Niemcom miejsce w półfinale jednocześnie eliminując wielkich faworytów z Danii z gry w strefie medalowej. Za sukcesem naszych zachodnich sąsiadów przemawiał niezwykle zgrany kolektyw w który potrafiły się wkomponować wybitne jednostki jak Tobias Reichmann czy bramkarz Andreas Wolff.

Hiszpania długo nie mogła złapać odpowiedniego rytmu. Po inauguracyjnym zwycięstwie nad Niemcami przyszedł remis ze Słowenią. Potem przyszło zwycięstwo nad Szwecją na koniec fazy wstępnej i zimny prysznic na początek fazy głównej – przegrana z Danią 23:27. W końcu jednak wskoczyli na swój najwyższy poziom i dwa zwycięstwa z Węgrami i Rosją dały awans zwodnikom trenera Manolo Cadenasa do półfinału. Hiszpanie na parkiecie cechowali się świetnym wyszkoleniem technicznym. Wydawało się, że każdy aspekt piłkarskiego rzemiosła jest u nich dopracowany do prefekcji. Wiele razy nie wystarczało im kończenie akcji w zwyczajny sposób, często robili to nieszablonowo dając publiczność powody do zachwytów i oklasków. Dodatkowo to zawodnicy, których trudno nie polubić. Między meczami bardzo dużo udzielali się na portalach społecznościowych publikując zabawne zdjęcia i filmiki ze swoim udziałem. Można było zobaczyć jak się koncentrują w drodze na mecz, czy jak się bawią w pokojach hotelowych albo w szatni po zwycięskim meczu.

 

Słoweńcy zostaną zapamiętani jako boiskowi wojownicy. Choć jako pierwsi odpadli z turnieju, to nie sposób było nie docenić ich walki i poświęcenia na parkiecie. Pierwszy wyraz takiego zaangażowania dali w meczu ze Szwecją, gdzie przegrywając wyraźnie po pierwszej połowie potrafili doprowadzić do wyrównania a w ostatnich sekundach byli nawet blisko wygranej. Ostatecznie zabrakło szczęścia i minimalnie ulegli Szwedom. W swoim drugim meczu mierzyli się z Hiszpanią i znów zabrakło odrobiny szczęścia w końcówce. Mimo, że niemal cały czas prowadzili, to spotkanie zakończyło się remisem po 24. Do dziś dużą popularnością cieszy się zdjęcie z szatni Hiszpanów po tym meczu, na którym grupowo ocierają sobie pot z czoła na dowód jak ciężko im się grało. W swoim trzecim i jak się okazało – ostatnim meczu Słoweńców na turnieju we Wrocławiu zmierzyli się z Niemcami i choć przez długą chwilę grali jak równy z równym, to ostatecznie musieli zejść z parkietu ze zwieszonymi głowami. Słoweńców zapamiętamy nie tylko z ambicji prezentowanej na parkiecie, ale także z fanatycznych kibiców. Każdy mecz tej drużyny fani oglądali na stojąco i głośno śpiewali przez 60 minut nakręcając tym samym zawodników.

Reprezentanci Szwecji poza tym co prezentowali na parkiecie wywoływali wiele kontrowersji wokół meczów. Począwszy od zamieszania z tęczową opaską kapitana, przez poruszenie kwestii występów wrocławskich cheerleaderek aż po skrytykowanie własnych kibiców przez Lukasa Nilssona, z której to krytyki później się pospiesznie wycofywał. Pozostając jednak na parkiecie, to Trzy Korony zaczęły turniej tak jak tego oczekiwano, a więc od zwycięstwa, choć minimalnego ze Słowenią. Potem jednak przyszły dwie porażki z finalistami tych mistrzostw, a więc Hiszpanią i Niemcami. Mimo tych rozstrzygnięć udało im się awansować do fazy głównej, gdzie najlepszy mecz rozegrali z Danią osiągając remis. Także podziałem punktów zakończyli spotkanie z Rosją, a końcowe zwycięstwo nad Węgrami dało im jedynie szansę na grę o piąte miejsce w całym turnieju. Ale nie na to liczyli Szwedzi przed turniejem.

Po zakończeniu fazy wstępnej grupy C do Wrocławia dojechały drużyny Danii, Rosji i Węgier, by powalczyć o awans do strefy medalowej. Z całej trójki wszyscy byli najbardziej ciekawi dyspozycji Duńczyków – murowanych kandydatów do medalu i to do tego z najcenniejszego kruszca. Niepokonani dotychczas Skandynawowie zaczęli od pokonania Hiszpanii w meczu określanym przez wielu „przedwczesnym finałem”. Gdy przyszedł potem remis ze Szwecją nikt jeszcze nie rozpaczał, bo nadal byli w komfortowej sytuacji. Jednak ostatnia kolejka pokazała brutalną stronę tej dyscypliny. Dania uległa Niemcom i przy rezultatach pozostałych spotkań okazało się, że to jest koniec marzeń o medalu. Na 6 spotkan jedna porażka i to w ostatnim meczu zniweczyła cały wcześniejszy wysiłek. Z jednej strony brutalne, ale z drugiej pokazujące jak piękny i nieprzewidywalny może być sport.

Na koniec Wrocław przywitał tych, których, w cudzysłowie, nikt tu nie zapraszał. Reprezentacja Polski miała pozostać w Krakowie aż do finału, ale rozstrzygnięcia w grupie „Biało-Czerwonych” sprawiły, że zawodnicy Michaela Bieglera stanęli w szranki ze Szwecją w meczu jedynie o 7 miejsce. Dla kibiców to było po części przykre, że Polacy nie zagrali o medal, z drugiej strony mieli możliwość obejrzenia na żywo swoich ulubieńców w akcji. I z tej sposobności skorzystali wypełniając po brzegi Halę Stulecia. Szmal, Jurecki i spółka odwdzięczyli się za gorący doping i pozostawanie z drużyną na dobre i na złe. Pokonali Szwedów 26:24. W drugim meczu dwóch przegranych z całego turnieju drużyn spotkali się finaliści poprzednich Mistrzostw Europy, czyli Francja i Dania. Zwyciężyli Ci pierwsi, ale w przypadku potencjału tych ekip ciężko cieszyć się z jedynie piątego miejsca.

Euro we Wrocławiu przechodzi do historii. Pod względem sportowym kibice nie mogą mieć żadnych zastrzeżeń. Naprawdę ciężko wybrać mecz, który byłby nudny, a kibice by zasypiali na trybunach. Było wszystko – dużo goli, wiele emocji i nieoczekiwane zwroty sytuacji. A o fakcie, że to była prawdziwa „grupa śmierci” niech świadczy to, że w wielkim finale zagrają dwie drużyny, których przygoda w mistrzostwach zaczynała się i rozgrywała właśnie w stolicy Dolnego Śląska. 

Zgłoś uwagę