Przegrana Śląska w Krakowie

Piłkarze Śląska nie przerwali serii meczów Wisły bez porażki. Śląsk przegrał w Krakowie 2:4.

  • Śląsk przegrał w Krakowie 2:4

  • Śląsk przegrał w Krakowie 2:4

  • Śląsk przegrał w Krakowie 2:4

  • Śląsk przegrał w Krakowie 2:4

  • Śląsk przegrał w Krakowie 2:4

  • Śląsk przegrał w Krakowie 2:4

  • Śląsk przegrał w Krakowie 2:4

  • Śląsk przegrał w Krakowie 2:4

  • Śląsk przegrał w Krakowie 2:4

  • Śląsk przegrał w Krakowie 2:4

  • Śląsk przegrał w Krakowie 2:4

  • Śląsk przegrał w Krakowie 2:4


Wrocławianie dobrze i szczęśliwie zaczęli ten mecz, zdobywając gola z rzutu wolnego. Do piłki podszedł Tom Hateley. Anglik popisał się ładnym strzałem, lecz piłka trafiła w słupek. Tym razem jednak inaczej niż w meczu z Podbeskidziem (3 poprzeczki) wrocławianie mieli sporo szczęścia. Futbolówka po odbiciu się od słupka trafiła bowiem w plecy Radosława Cierzniaka i wylądowała w siatce.

Potem jednak kontuzji doznał Dudu Paraiba i Śląsk musiał zmienić ustawienie w defensywie. Ni wyszło to wrocławianom na dobre, bowiem jeszcze przed przerwą stracili dwa gole, po szybkich akcjach gospodarzy.

- Nie było u nas porządku w defensywie. Prowadząc 1:0 zbyt szybko traciliśmy piłkę. Podobnie stało się, gdy przegrywaliśmy 2:3. Zamiast spokojnie budować akcje, spieszyliśmy się i po niecelnych podaniach narażaliśmy się na kontry. W zasadzie mogę się jedynie cieszyć z naszych rzutów wolnych. Pracujemy nad tym i zaczyna to nam nieźle wychodzić. Mecz był wspaniały dla publiczności, która zobaczyła sześć bramek i wiele fajnych akcji, ale my niestety przez błędy w defensywie wracamy do domu bez punktów – oceniał trener Śląska Tadeusz Pawłowski.

Wrocławianie po pięknym golu najlepszego na murawie Wilde’a Donalda Guerriera (Haitańczyk wielokrotnie robił przysłowiowy „wiatrak” z Pawła Zielińskiego) już po pierwszym kwadransie drugiej części meczu przegrywali 1:3.

Nadzieję w serca fanów Śląska wlał Jacek Kiełb, który wykorzystał błąd Richarda Guzmicsa i bardzo dobrym technicznie strzałem zmusił do kapitulacji Cierzniaka. Śląsk dążył do remisu i znów stracił bramkę po kontrze, a piłkę w siatce po raz drugi umieścił Paweł Brożek, który przełamał trwającą kilkaset minut serię bez zdobytej bramki. Chociaż nie było już raczej szans na odrobienie straty dwóch bramek, znów zmniejszyć różnicę próbował Kiełb. Pomocnik Śląska, który tym razem pojawił się na boisku w drugiej połowie i to w roli napastnika, pięknie strzelił z rzutu wolnego pod poprzeczkę, ale jeszcze piękniejszą paradą popisał się bramkarz Wisły.

- Guerrier miał bardzo dużo wolnego miejsca i to wykorzystywał. Ale nie ma znaczenia w jaki sposób Wisła wygrała. My też mieliśmy swoje szanse, ale nie udało nam się zdobyć punktów, chociaż z takim celem tu przyjechaliśmy. Jeśli chodzi o moje rzuty wolne, to muszę jeszcze więcej nad tym pracować. Faktycznie ten mój strzał z końcówki meczu był niezły, ale Radek wyczuł gdzie leci piłka i pięknie to obronił – podsumował Kiełb.

WISŁA KRAKÓW – ŚLĄSK WROCŁAW 4:2 (2:1)

Bramki: 0:1 Cierzniak (18 samobójcza), 1:1 Brożek (29), 2:1 Boguski (45), 3:1 Guerrier (58), 3:2 Kiełb (67), 4:2 Brożek (87).

Żółte kartki: Guerrier, Guzmics – Zieliński, Pawelec.

Sędziował: Bartosz Frankowski (Toruń). Widzów: 11503.

WISŁA: Cierzniak – Jović, Głowacki, Guzmics, Burliga – Mączyński, Uryga – Boguski (83 Cywka), Jankowski (77 Popović), Guerrier – Brożek.

Zgłoś uwagę