Śląsk w europejskich pucharach

Piłkarze Śląska po wygranej 1:0 z Wisłą w Krakowie, przy jednoczesnym remisie Lechii w Gdańsku z Legią Warszawa awansowali do europejskich pucharów i to niezależnie od wyniku ostatniego meczu z Pogonią Szczecin (Stadion Miejski, niedziela 7 czerwca, godz. 18).


Tylko przez pierwszy kwadrans meczu „Biała Gwiazda” mogła mieć nadzieje na wygraną i wyprzedzenie Śląska w tabeli. Potem powoli inicjatywę zaczęli przejmować wrocławianie. To właśnie oni za sprawą Flavio Paixao oddali jedyny celny strzał w tej części gry.

- Niech nikogo nie dziwią te piłkarskie szachy. Wiadomo jaka jest stawka tego meczu (Wisła w przypadku wygranej też miała szanse na awans do Europy – przyp. red)) i nikt nie chce się wychylić. My jesteśmy w lepszej sytuacji, bo to Wisła jeśli chce wygrać musi zaatakować, a my wtedy powinniśmy ich skontrować i może strzelimy jakąś bramkę – mówił w przerwie spotkania Paweł Zieliński.

Obrońca Śląska nieco się pomylił, bo wbrew nie tylko jego przewidywaniom „Biała Gwiazda” nie ruszyła do jakiegoś szturmu. Wręcz przeciwnie. Z minuty na minutę rozsądnie grający wrocławianie, atakujący gospodarzy już na ich połowie boiska, zaczęli osiągać coraz większą przewagę i coraz częściej zagrażali bramce Wisły. W 51 minucie w dobrej sytuacji bardzo niecelnie główkował Marco Paixao, a 7 minut później jego brat Flavio, chociaż pozycję miał znacznie trudniejszą, uderzył tak dobrze, że piłka, chociaż kąt był bardzo ostry, odbiła się od zewnętrznej strony słupka.

Z minuty na minutę wszystko wyglądało coraz lepiej, ale wrocławianie za sprawą swojego kapitana, raz przeżyli chwilę grozy. Mariusz Pawełek postanowił się zabawić na swoim polu karnym i ograć świetnie sobie znanego Pawła Brożka (obaj zawodnicy przez wiele lat grali razem w Wiśle). Jak było jednak do przewidzenia, nie udało mu się to, Brożek odzyskał futbolówkę i zagrał do Semira Stilicia. Bośniak – największa gwiazda krakowskiej drużyny – miał przed sobą pustą bramkę ale na szczęście dla wrocławian fatalnie spudłował.

W 76 minucie bardzo dobrze ostatnio grający Robert Pich podał do swojego rodaka Petera Grajciara. Słowak mógł spokojnie odegrać piłkę na lewo do stojącego samotnie Marco Paixao, ale postanowił strzelać i zrobił to niecelnie. Grajciar w pełni jednak zrehabilitował się dwie minuty później. Po prostopadłym podaniu od niego Pich wyszedł sam na sam z Michałem Buchalikiem. Był mocno naciskany przez Łukasza Burligę i wychodzącego z bramki Buchalika, który dotknął nawet piłki, lecz nie potrafił jej daleko wybić spod nóg Picha, który poprawił już celnie do pustej bramki. Był to już dziesiąty gol Słowaka i drugi w ciągu kilku tygodni strzelony Białej Gwieździe.

Po meczu wrocławianie jeszcze przez kilkadziesiąt sekund nasłuchiwali jak skończy się mecz w Gdańsku, ale gdy dowiedzieli się, że tam żadna bramka nie padła, mogli się już spokojnie cieszyć. Na pewno zajmą czwartą lokatę w ekstraklasie i tym samym wystąpią w eliminacjach do Ligi Europy. Pierwszy mecz już 2 lipca. Awans do europejskich pucharów to zarazem spełnienie marzenia Tadeusza Pawłowskiego, który grał w nich jako piłkarz Śląska i pragnął także w nich wystąpić jako trener wrocławskiej drużyny. – Ta runda nie byłą idealna w naszym wykonaniu, ale pokazaliśmy że zasłużyliśmy na ten awans. W każdym meczu gramy konsekwentnie z tyłu i w zasadzie nie tracimy bramek po jakiś świetnych akcjach przeciwników, ale po naszych błędach, które jak wiadomo każdemu mogą się zdarzyć. Dzisiaj obyło się bez tego i możemy świętować awans, ale trzeba jeszcze wygrać w niedzielę z Pogonią, by godnie pożegnać się z naszymi kibicami – radował się Piotr Celeban.

Stoper Śląska zdaje sobie jednak sprawę, że aby nie przynieść wstydu na europejskich stadionach, drużyna musi zostać  wzmocniona. -  Powiedzmy sobie szczerze, że musimy się wzmocnić w każdej formacji, tak aby była rywalizacja o miejsce w składzie na każdej pozycji. Tylko posiadanie szerokiej i dobrej kadry może nam przynieść sukces, bo przecież będziemy grać już od początku lipca do połowy grudnia – dodał Celeban.

ANDRZEJ LEWANDOWSKI

WISŁA KRAKÓW – ŚLĄSK WROCŁAW 0:1 (0:0).

Bramka: Pich (78).

Żółte kartki: Barrientos, Uryga, Burliga, Głowacki.

Sędziował: Paweł Raczkowski (Warszawa). Widzów: 11221.

WISŁA: Buchalik – Jović, Głowacki, Guzmics, Burliga – Dudka (76 Boguski), Uryga (61 Stilić) – Guerrier, Jankowski, Barrientos (80 Stępiński) – Brożek.

ŚLĄSK: Pawełek – Zieliński, Celeban, Pawelec, Dudu – Hołota, Danielewicz – F. Paixao, Grajciar, Pich – M. Paixao.

Zgłoś uwagę