Śląsk przegrywa z Piastem po szalonym meczu

W spotkaniu otwierającym 25 kolejkę LOTTO Ekstraklasy Śląsk Wrocław przegrał na swoim boisku 3:4 z Piastem Gliwice. Ta porażka przybliża zespół Jana Urbana do strefy spadkowej.

  • fot. http://slaskwroclaw.pl


Celem tylko zwycięstwo

Wrocławianie, po dwóch wyjazdowych porażkach z rzędu – odpowiednio z Ruchem Chorzów i Jagiellonią Białystok – powrócili na swój stadion z zamiarem zdobycia trzech punktów. Taki scenariusz był jak najbardziej możliwy do zrealizowania, bowiem rywal Śląska prezentuje się w obecnych rozgrywkach fatalnie. Swoje ostatnie spotkanie gliwiczanie wygrali 3 grudnia, od tego momentu notując serię sześciu kolejnych przegranych. Aktualny wicemistrz Polski zajmuje przedostatnie miejsce w ligowej tabeli i w niczym nie przypomina zespołu z ostatniego sezonu, który walczył do końca o wygranie Ekstraklasy. Starcie WKS-u z Piastem to także potyczka dwóch niezwykle doświadczonych na krajowym podwórku trenerów – Jana Urbana i Dariusza Wdowczyka. „Wojskowi”, chcąc jeszcze marzyć o zajęciu miejsca w pierwszej ósemce po rundzie zasadniczej, nie mogli dziś zawieść.

Szybko ostudzony zapał

Gospodarze od początku spotkania starali się narzucić swój styl gry, ale oprócz długiego utrzymywania się przy piłce nie stwarzali zagrożenia pod bramką Jakuba Szmatuły. Goście z kolei grając uważnie w obronie, czekali na błędy wrocławian. Jeden z nich, w 7 minucie spotkania został przez nich bezlitośnie wykorzystany. Na wysokości środka boiska stratę zanotował Robert Pich. Piłkę przejął pomocnik Piasta Gerard Badia i podciągnął z nią kilkanaście metrów. Nieatakowany przez nikogo oddał mocny strzał lewą nogą z okolicy 20 metra, posyłając piłkę obok interweniującego Lubosa Kamenara. Golkiper WKS-u nie mógł w tej sytuacji za wiele zrobić i to Piast Gliwice cieszył się z prowadzenia w meczu.

Tylko przebłyski dobrej gry

Po golu dla gości obraz gry niewiele się zmienił. Śląsk mozolnie konstruował swoje akcje, ale niewiele z nich kończyło się strzałami. To, co najlepsze w ofensywie gospodarzy, działo się na prawej stronie boiska, gdzie grał Joan Angel Roman. Hiszpański skrzydłowy był najbardziej aktywnym graczem swojego zespołu – ścigał się z obrońcami, nie bał się wchodzić w pojedynki jeden na jeden i często znajdował się w polu karnym rywali. W jednej ze swoich błyskotliwych akcji sprytnie oszukał defensora gości i wstrzelił piłkę wzdłuż bramki, gdzie czekał Łukasz Zwoliński. Napastnik jednak źle dostawił nogę i zmarnował wyborną szansę na wyrównanie wyniku. W 32 minucie groźnie z rzutu wolnego uderzał Kamil Dankowski, minimalnie chybiając celu. To były najlepsze akcje wrocławskiego zespołu w pierwszej połowie. Piast od strzelenia gola nie zatrudnił także jakoś poważnie Kamenara i na przerwę oba zespoły schodziły przy wyniku 0:1.

Grad goli w drugiej połowie

To, co na murawie Stadionu Wrocław wydarzyło się w drugiej połowie, przerosło najśmielsze oczekiwania kibiców obu zespołów. Piłkarskie trzęsienie ziemi rozpoczęło się już w 47 minucie. Rzut wolny z lewej strony boiska przyniósł kolejną bramkę dla Piasta Gliwice. Głębokie dośrodkowanie na długi słupek zamknął obrońca gości Uros Korum, pakując piłkę pod poprzeczkę bramki Kamenara. Wrocławianie jednak nie powiedzieli ostatniego słowa i w minucie 56 zdobyli gola kontaktowego. Z rzutu wolnego na 18 metrze strzelał Kovacević i zrobił to tak precyzyjnie, że bramkarz gliwiczan jedynie odprowadził piłkę wzrokiem. Śląsk przegrywał już tylko 1:2, ale radość z tego gola nie trwała długo – już minutę później to Piast podwyższył na 3:1. Swoje drugie trafienie zaliczył Gerard Badia. Jeśli komuś wydawało się, że to koniec emocji, to był w wielkim błędzie, bowiem po kolejnych 60 sekundach piłka znów zatrzepotała w siatce. Doskonałe podanie otrzymał Robert Pich, znalazł się w sytuacji sam na sam z Jakubem Szkatułą i bez problemu zdołał go pokonać. Po 58 minutach spotkania Śląsk przegrywał z Piastem 2:3.

Radosny futbol bez happy endu

Piłkarze obu zespołów zostawili w szatni wszystkie założenia taktyczne i do końca spotkania grali bardzo ofensywnie, często zapominając o obronie. Takie nastawienie wróżyło kolejne gole i rzeczywiście, była to kwestia czasu. Po raz czwarty cios wyprowadzili zawodnicy wicemistrza Polski. W 72 minucie Badia wpadł z piłką na skraj pola karnego Śląska i potężnie huknął pod poprzeczkę nie dając szans bramkarzowi. Hiszpan tym samym skompletował hattricka i ponownie wyprowadził swoją drużynę na dwubramkowe prowadzenie. Podopieczni Jana Urbana walczyli do samego końca o korzystny rezultat, ale jedyne co się udało, to zmniejszyć rozmiary porażki. Na trzy minuty przed końcem meczu znakomite dośrodkowanie Romana strzałem głową na bramkę zamienił Pich. WKS ostatkiem sił rzucił się jeszcze na rywali, ale czasu było już zbyt mało, by doprowadzić do wyrównania. Ostatecznie Śląsk Wrocław uległ Piastowi Gliwice 3:4 po szalonym meczu. Emocje utrzymywały się jeszcze długo po ostatnim gwizdku sędziego – obie drużyny wdarły się w szarpaninę, efektem której były czerwone kartki dla Łukasza Madeja i obrońcy gości – Heberta.

Śląsk Wrocław - Piast Gliwice 3:4 (0:1)

Bramki:
0:1 Badia 7'
0:2 Korun 47'
1:2 Kovacević 56'
1:3 Badia 57'
2:3 Pich 58'
2:4 Badia 71'
3:4 Pich 87'

Śląsk: Kamenar - Dankowski, Celeban, Pawelec, Lewandowski – Kovacević(76’Stjepanović) - Roman, Madej, Morioka, Pich – Zwoliński(72’Biliński)
Piast: Szmatuła - Hebert, Piotrowski, Korun, Mraz(41’Mójta), Vranjes, Szeliga, Bukata(66’Masłowski), Zivec(66’Jankowski), Badia, Papadopulos

Tomasz Korek

Zgłoś uwagę