Skrzywienie kręgosłupa nie boli od razu [Po premierze WTW]

„Skrzywienie kręgosłupa” to diagnoza dolegliwości, na którą cierpi współczesność. Dostosowanie do życia grozi skoliozą. Szkoda, że wydanie tego orzeczenia trwa tak długo. Najnowszy spektakl Wrocławskiego Teatru Współczesnego jest celny, ale chwilami nużący.

  • Skrzywienie kręgosłupa w WTW

    Skrzywienie kręgosłupa w WTW

  • Skrzywienie kręgosłupa w WTW

    Skrzywienie kręgosłupa w WTW

  • Skrzywienie kręgosłupa w WTW

    Skrzywienie kręgosłupa w WTW

  • Skrzywienie kręgosłupa w WTW

    Skrzywienie kręgosłupa w WTW

  • Skrzywienie kręgosłupa w WTW

    Skrzywienie kręgosłupa w WTW


Bohaterowie to pracownicy korporacji, biura, firmy. Pracują nad kolejnym świetnym projektem, wpisują swoją pracę w tabelki, odhaczają godziny i nienawidzą – siebie, współpracowników (bo przecież nie kolegów z pracy), szefa, swojej pracy. Sfrustrowani, niedoceniani, żałośni angażują się w idiotyczne biurowe gierki, starają się przypodobać znienawidzonemu szefowi, konkurują ze sobą na każdym polu. Oglądamy nieszczęśliwe ofiary systemu, korporacji, firmy. Nie chcielibyśmy być na ich miejscu, nie marzymy o takiej pracy. Śmiejemy się z postaci pojawiających się na scenie, bawią nas ich rozmowy, służalczość i absurdalne pomysły. Niestety wszyscy jesteśmy, albo będziemy ofiarami systemu. I tak jak bohaterowie „Skrzywienia kręgosłupa” będziemy musieli się do niego przystosować.

Sztuka Ingrid Lausund jest gorzka i prawdziwa. Pokazuje w krzywym zwierciadle przerażającą rzeczywistość, którą tworzymy sami odbierając sobie i innym szacunek, dostosowując się do idiotycznych pomysłów obłąkanego szefa, który ma też swojego szefa i chce się przed nim wykazać.

Uniwersalne biuro

Lausund zabiera nas do uniwersalnego biura – może to być każda firma, korporacja, kancelaria. Drzwi do gabinetu szefa, automat do kawy, lodówka w pokoju socjalnym, kanapy i fotele – bezosobowa przestrzeń, w której wiecznie odbywają się zebrania, spotkania, burze mózgów, grupowa terapia. Przestrzeń, w której ludzie są gotowi zagryźć się na śmierć.

Kretzky (Tomasz Orpiński) i Kristensen (Beata Rakowska) będą świętować w tygodniu udaną rozmowę Kristensen z szefem. To nic, że wyszła od niego z nożem w plecach. Niewolnicy korporacji przez chwilę poczuli się wolni, bo zdecydowali, że wyjdą do knajpy w środku tygodnia, po raz pierwszy od wielu miesięcy.

Hufschmidt (Jerzy Senator) poniża i policzkuje Kruse (Marek Kocot), by w ten sposób odreagować swoje frustracje. Kruse postanawia rozmówić się ze swoim prześladowcą, ale rozmowa, zgodna z założeniami korporacyjnymi, nie przynosi żadnego rozwiązania. Marek Kocot stworzył ciekawą postać firmowego nieudacznika – groteskowo przerysowanego, a jednocześnie wiarygodnego. Slapstikowe sceny policzkowania nie budzą radosnego śmiechu, lecz nieszczery chichot. Nikt bowiem nie chciałby znaleźć się na miejscu Kruse. Schmitt (Aleksandra Matlingiewicz) przygotowuje się do profesjonalnej rozmowy, planuje każdy szczegół – liczy kroki, planuje zdjęcie żakietu, ułożenie dokumentów, zastanawia się, czy przyjąć oferowaną kawę, czy wypiąć biust. Te wszystkie drobne szczegóły stają się ważniejsze od konspektu, który ma przedstawić.

Korporacja - frustracja

Procedury, oczekiwania, sposoby na dostosowanie się do korporzeczywistości zabijają w bohaterach uczucia i marzenia. Są szczurami biegnącymi w wyścigu, choć nie znają nagrody. Zresztą może wcale jej nie ma. W tym wyścigu biorą też udział dzieci, zgłoszone do niego przez rodziców. Oczekiwania, ambicje, zaborcza miłość rodzicielska niszczą dziecko i zmieniają je w przyszłego pracownika idealnego i dostosowanego do wymogów korporacyjnych. Świetni w roli toksycznych rodziców są Maciej Tomaszewski (Papa) i Maria Kania (płaczliwa, wywołująca poczucie winy Mama). Kręgosłup może skrzywić też głupia i piękna żona, oczekiwania, którym w gruncie rzeczy nie chcemy sprostać.

Zniewoleni pracownicy nie potrafią myśleć krytycznie, nie umieją wyzwolić się, odciąć od znienawidzonej rzeczywistości. Ci, którym wydaje się, że potrafią odejść, tylko o tym rozmawiają, nie podejmą decyzji. Lądują na wysypisku. Zniszczeni, odczłowieczeni i nieszczęśliwi, ze skrzywionym kręgosłupem.

Najnowszy spektakl Wrocławskiego Teatru Współczesnego jest celny, ale chwilami nużący. Przedstawienie mogłoby być odrobinę krótsze. Za dobrze znamy realia korpożycia, by oglądać je z niesłabnącym zainteresowaniem. Mimo że temat sztuki Ingrid Lausund jest aktualny, to nie przekonała mnie inscenizacja Natalii Sołtysik. Zabrakło mi w jej wizji nadziei. Bohaterami kieruje strach. I wygląda na to, że nigdy nie znajdą w sobie odwagi, by żyć po swojemu. Pracują na skrzywienie swojego kręgosłupa, które dopiero po latach zmieni się w uciążliwe i bolesne zwyrodnienie. A przecież wystarczyłyby zajęcia z gimnastyki korekcyjnej dla wszystkich – szefa i podwładnych.

„Skrzywienie kręgosłupa. Wieczór dla osób z wadą postawy” reż. Natalia Sołtysik, premiera 11 marca 2013 na Dużej Scenie Wrocławskiego Teatru Współczesnego.

Zgłoś uwagę