Selah Sue live: Eter odleciał

Selah Sue swój pierwszy koncert złożonej z aż siedmiu występów trasy po Polsce dała w Poznaniu. Ze stolicy Wielkopolski wciąż dopływają pełne zachwytów doniesienia o wydarzeniach w Eskulapie, Wrocław, gdzie Belgijka zagrała w środę (27 maja, drugi koncert trasy), z radością dołącza swoje trzy grosze do poznańskich komplementów – Selah i u nas wypadła wyśmienicie, a tłum zebrany w Eterze bawił się doskonale. 

  • Selah Sue w Eterze fot. Tomasz Walków

    Selah Sue w Eterze fot. Tomasz Walków

  • Selah Sue w Eterze fot. Tomasz Walków

    Selah Sue w Eterze fot. Tomasz Walków

  • Selah Sue w Eterze fot. Tomasz Walków

    Selah Sue w Eterze fot. Tomasz Walków

  • Selah Sue w Eterze fot. Tomasz Walków

    Selah Sue w Eterze fot. Tomasz Walków

  • Selah Sue w Eterze fot. Tomasz Walków

    Selah Sue w Eterze fot. Tomasz Walków

  • Selah Sue w Eterze fot. Tomasz Walków

    Selah Sue w Eterze fot. Tomasz Walków

  • Selah Sue w Eterze fot. Tomasz Walków

    Selah Sue w Eterze fot. Tomasz Walków

  • Selah Sue w Eterze fot. Tomasz Walków

    Selah Sue w Eterze fot. Tomasz Walków

  • Selah Sue w Eterze fot. Tomasz Walków

    Selah Sue w Eterze fot. Tomasz Walków

  • Selah Sue w Eterze fot. Tomasz Walków

    Selah Sue w Eterze fot. Tomasz Walków

  • Selah Sue w Eterze fot. Tomasz Walków

    Selah Sue w Eterze fot. Tomasz Walków

  • Selah Sue w Eterze fot. Tomasz Walków

    Selah Sue w Eterze fot. Tomasz Walków

  • Selah Sue w Eterze fot. Tomasz Walków

    Selah Sue w Eterze fot. Tomasz Walków

  • Selah Sue w Eterze fot. Tomasz Walków

    Selah Sue w Eterze fot. Tomasz Walków

  • Selah Sue w Eterze fot. Tomasz Walków

    Selah Sue w Eterze fot. Tomasz Walków

  • Selah Sue w Eterze fot. Tomasz Walków

    Selah Sue w Eterze fot. Tomasz Walków


Od „Always Home” do kulminacji

Artystka zagrała łącznie siedemnaście utworów. Rozpoczęła bardzo spokojnie, sama, z akustyczną gitarą wykonując piosenkę „Always Home”. Scena tonęła w mroku, Selah oświetlał pojedynczy, czerwony reflektor. W dedykowanym wszystkim matkom utworze „Mommy” towarzyszył jej klawiszowiec. „Daddy” zagrał już cały zespół – mocno, z energią, w pełnym świetle. I tak właśnie rozkręcał się ten koncert, a do kulminacji emocji i wrażeń doszło na wysokości kawałków nr 9,10,11 i 12 w setliście. A zatem odpowiednio: „I Won't Go For More”, „Alone”, „Crazy Vibes” i „Peace Of Mind”. Tu było już wszystko, na co można by liczyć podczas koncertu popowej gwiazdy: taniec na scenie, taniec pod sceną, chóralne śpiewy publiki, klaskanie do rytmu, wyśmienity kontakt między artystą a fanami, czyli dokładnie to, co sprawia, że z imprezy wychodzi się z satysfakcją i bez żalu do nikogo o wydane na bilet (niemałe) pieniądze.

„Alive” poraża live

Przed „I Won't Go For More” i po „Peace Of Mind” też oczywiście było nieźle, w końcu „This World” nie mógł wypaść blado, podobnie jak wykonany przez Selah jako ostatni z dwóch bisów „Raggamuffin”. Te kompozycje bladły jednak przy koncertowej wersji piosenki „Alive”. To numer, w którym potęga wokalu Selah, jej niewątpliwie największy atut, robiła porażające wręcz wrażenie. Jeśli Eter wczoraj odleciał, to właśnie wtedy.

Być jak Selah Sue

Na koncert Selah, jak w sumie można było przewidzieć, przyszło naprawdę sporo ludzi. Można było się również domyślić, że będą to głównie panie, panowie natomiast zostaną raczej przyprowadzeni. Ta w zdecydowanej większości żeńska publika wygląda nie tylko na wierną i lojalną, ale również na stosunkowo zamożną. Jeśli więc ktoś z młodych artystów – a najlepiej: artystek – chce osiągnąć sukces komercyjny, powinien swoje propozycje adresować do tej właśnie publiki z nadzieją, że trafi do jej serc, a stamtąd - do portfeli. Jak to zrobić? To proste. Trzeba mieć coś do powiedzenia, dysponować wspaniałym głosem, a do tego być utalentowanym, pracowitym i uroczym – na przykład tak jak Selah Sue. Ot, i cała tajemnica. 

Zgłoś uwagę