Jak zmieniłem Wrocław. Pierwszy projekt z WBO 2014 zrealizowany

Ulica Frycza Modrzewskiego, wąska, jednokierunkowa uliczka w centrum Wrocławia, łącząca Purkyniego i Świętego Ducha. Jeszcze do niedawna oblegana przez samochody, które na nieszczęście pieszych parkowały nie tylko na jezdni, ale również na chodniku i trawnikach. Od czwartku mieszkańcy mogą znowu swobodnie z nich korzystać, wszystko dzięki wrocławianinowi, który postanowił zgłosić problem w tegorocznym WBO.

W ubiegłym tygodniu zakończyła się realizacja pierwszego projektu, który zwyciężył w tegorocznym głosowaniu WBO. Chodzi o projekt 164, czyli Oddanie pieszym chodnika na ulicy Frycza - Modrzewskiego. Postawienie słupków uniemożliwiających parkowanie na chodniku oraz wymiana ławek. Złożył go młody wrocławianin Robert Gacek, który postanowił zmienić coś w swojej okolicy.

Postanowiłem zmienić Wrocław

- Przez długi czas mieszkałem w jednym z bloków przy ulicy Frycza Modrzewskiego i obserwowałem jak parkujące na chodniku samochody uniemożliwiały ludziom swobodne przejście – opowiada wrocławianin.

Ulica Frycza Modrzewskiego przed realizacją projektu

- Najgorzej było w weekendy, gdy na znajdującą się w poblizu uczelnię przyjeżdżali zaoczni studenci i ich profesorowie. Wówczas cały chodnik łącznie z trawnikiem był zajęty przez samochody. Nie tylko nie dało się przejść, czasem trzeba było wręcz uciekać przed jadącym chodnikiem autem, którego kierowca szukał miejsca do parkowania bez konieczności płacenia za postój. Nieraz siedząc na balkonie widziałem jak turyści, starsze osoby czy matki z wózkami musiały przechodzić trawnikiem, bo na 3-metrowym chodniku nie było miejsca. W końcu postanowiłem coś z tym zrobić – opowiada Robert Gacek.

Sąsiedzkie dylematy

- Muszę przyznać, że trochę bałem się tego projektu. Wiadomo, zabieram kierowcom coś, do czego się przyzwyczaili. Długo rozmawiałem ze znajomymi i wspólnie doszliśmy do wniosku, że przecież tym wnioskiem nie chcę zrobić żadnej rewolucji, a jedynie przywrócić normalność w tym miejscu. Przez jakiś czas sprawdzałem, czy na wieczór okoliczni mieszkańcy mają gdzie parkować. Okazało się, że tak, a „dziki” parking zabieram jedynie tym, którzy przyjeżdżają na chwilę na ASP lub do Hali Targowej, gdzie zresztą są płatne miejsca parkingowe. Usiadłem więc do pisania projektu.

Nie drżyj przed „papierologią”

Pisanie projektu, jego wycena, a następnie kontakt z urzędnikami, w celu jego ewentualnej realizacji, wielu z nas wydaje się czymś bardzo skomplikowanym i czasochłonnym. Wrocławianin, Robert Gacek przekonuje, że nie ma się czego bać. - Napisanie wniosku zajęło mi godzinę. Opisałem problem, dołączyłem zdjęcia, które go dokładnie zobrazowały i napisałem, co należy zrobić. Najtrudniejsza była wycena projektu. Tu musiałem trochę poszperać po internecie. Policzyłem ile ma być słupków uniemożliwiających wjazd aut na chodnik, pomnożyłem to przez cenę, którą znalazłem na stronie jednej z firm je produkujących, na oko wyceniłem koszt betonowych krawężników, a na stronie ZDiUM znalazłem cenę ławek, których chciałem, by postawiono cztery. Później okazało się, że w wycenie się pomyliłem, ale urzędnicy mnie o tym poinformowali i skorygowali błędy, tak, że mój projekt przeszedł do głosowania.

I wygrałem

- Szczerze mówiąc nie wierzyłem, że mój projekt wygra. Chciałem raczej zwrócić uwagę urzędników na pojawiający się tu problem. Okazało się jednak, że projektów z najniższym budżetem wpłynęło tak mało, że przeszły wszystkie, również mój. Kilka dni po ogłoszeniu wyników zgłosił się do mnie urzędnik ze ZDiUM, który zajął się moim projektem. Przez cały czas byliśmy w kontakcie mailowym. Umawialiśmy się na spotkania w sprawie jego realizacji. Zapytano mnie nawet, czy nie będę miał nic przeciwko lekkiej modyfikacji projektu, chodziło o postawienie nie czterech a sześciu ławek. Oczywiście nie miałem nic przeciwko – śmieje się wrocławianin. - Prace trwały około dwóch tygodni. W miniony czwartek podpisałem papier, że nie mam zastrzeżeń co do realizacji mojego projektu.

Ulica Frycza Modrzewskiego po realizacji projektu

Teraz już można swobodnie przejść chodnikiem – cieszy się wrocławianin.

Przekonać nieprzekonanych

- Muszę przyznać, że dzięki mnie kilku moich znajomych przekonało się do brania czynnego udziału w WBO. Tłumaczę im, że to proste, a nawet jeśli gdzieś w papierach się pomylą, to urzędnicy pomogą im to poprawić. Kilku znajomych już teraz planuje zgłosić kilka własnych projektów do przyszłorocznego budżetu. Ja sam czuję ogromną satysfakcję z tego, że udało mi się coś zmienić we Wrocławiu.