Szpilki, sukienki i mokasyny - rowerowy szyk we Wrocławiu

To, że rower dla wrocławian już dawno przestał być wyłącznie pojazdem na weekendowe wypady za miasto, wiadomo nie od dziś. Rowerem we Wrocławiu jeździ się do pracy, na uczelnie, do szkoły a nawet na zakupy. Co więcej, stał się on nie tylko wygodnym i szybkim środkiem transportu, ale również wyznacznikiem miejskiej mody!

 


Niekoniecznie kolarki, oddychające bluzki i sportowe obuwie! Miejski rowerzysta ubiera się oczywiście wygodnie, ale nie bez znaczenia jest również moda. Co więcej do pracy rowerem dojeżdżają nie tylko ci, których zakładowy dress code nie obowiązuje. Na rower wsiadają też panie w sukienkach i panowie w garniturach.

  

Julia codziennie dojeżdża rowerem do pracy. Dystans do pokonania to około 2 km. - Do pracy muszę ubierać się elegancko, dlatego często podróżuje w szpilkach i sukience bądź spódnicy – opowiada wrocławianka. - Jeśli chodzi o spódnice to doświadczenie mnie nauczyło, żeby wybierać te rozkloszowane. „Ołówkowe” na rowerze zupełnie się nie sprawdzają, bo nie można w nich pedałować. Długość spódnicy? Raczej do kolan. Dłuższe mogą się wplątywać w łańcuch i brudzić. Jeśli chodzi o rowerowy strój „po pracy”, to tu już jest zupełna dowolność. Zazwyczaj balerinki na nogi, czasem dres albo jakaś letnia sukienka. Na co dzień też jeżdżę innym rowerem, taką zwykłą damką. Oprócz tego, że nie kusi potencjalnego złodzieja, to posiada koszyk, w którym przewożę torebkę.

Tomek 

Tomek, którego spotkaliśmy na Biskupinie, nie ukrywał, że to jego drugi wypad na rowerze od czasów komunijnych. - Rower dopiero co sobie kupiłem, bo w końcu stwierdziłem, że mam fajną trasę z domu do pracy i lepiej pokonywać ją rowerem. Jeśli chodzi o strój, to raczej nie przywiązuję uwagi do tego, żeby był specjalnie rowerowy. Buty jak widać stricte rowerowe nie są, spodnie i koszulka też zwyczajne. To na co zwracam uwagę to w przypadku długich spodni podwijam nogawkę, żeby nie wkręcała się w łańcuch.

 Arek 

Arek jeździ na ostrym kole, ale zapewnia, że na tym rowerze jechał też w garniturze bronić pracy magisterskiej. - Tak naprawdę jeździć można we wszystkim, choć wiadomo, że najwygodniej w luźnym stroju. Na szczęście w pracy nie obowiązuje mnie żaden dress code, więc mogę ubierać się na luzie. Często po pracy jeżdżę jeszcze na zakupy, więc przydaje się torba. Ja sobie chwalę taką a'la kurierską. Nie przesuwa się podczas jazdy, jest stabilna i bardzo pakowna – kiedyś wiozłem w niej zgrzewkę wody mineralnej. Poza tym mam również specjalny zaczep na u-lock, dzięki temu sprawniej idzie mi przypinanie roweru podczas postoju.

 Asia 

Rower Asi to typowo miejski jednoślad. - Jest bardzo wygodny, więc wsiadam na niego zarówno w sukienkach i spódnicach jak i długich szarawarach. Ostatnio zamontowałam sobie osłonę na łańcuch, więc nie muszę się już martwić o to, że wkręci mi się w niego ubranie. Dla mnie najważniejsze jest to, żeby ubierać się „na cebulkę”. Do pracy jeżdżę bardzo wcześnie rano, kiedy jest jeszcze chłodno, a wracam po południu, gdy słońce już nieraz mocno świeci. Wtedy też przydaje się koszyk przy rowerze, do którego wszystko to mogę wrzucić. Bardzo ważna jest też mała torebka, albo nerka, bo jadąc słucham muzyki i do niej chowam odtwarzać.

Tomek2

Tomek jeździ rowerem czy słońce, czy deszcz. - Jeżdżę w każdą pogodę i prawdę mówiąc nie używam specjalnych ciuchów, takich jak na przykład przeciwdeszczowa peleryna. To na co zwracam uwagę, to sposób zakładania czapki z daszkiem. Nie raz się przekonałem, że lepiej na rower jej nie zakładać „normalnie”, czyli daszkiem do przodu. Kilka razy bowiem zdarzyło mi się wracać po czapkę, którą pęd powietrza zdmuchnął mi z głowy podczas jazdy. Do pracy ubieram się tak jak teraz, no może za wyjątkiem spodni. Te staram się, żeby były długie i wtedy zawsze pamiętam o podwinięciu nogawki. Dementuję też wszelkie podejrzenia, jakoby długie włosy i broda przeszkadzały w jeździe rowerem! - dodaje Tomek.

 Paweł 

Paweł jeździ rowerem głównie w czasie wolnym i wykorzystuje go do miejskich wycieczek. - Z domu do pracy mam jakieś 20 metrów, więc nawet bym się chyba nie rozpędził - śmieje się. - To jest mój kolejny rower, w zasadzie kupiłem go kilka dni temu i jeszcze nie zdążyłem wyposażyć w niezbędne dla mnie elementy, takie jak koszyki! Nie noszę toreb ani plecaków, nawet jak muszę coś przewieźć to wiozę to w ręce. Jeśli chodzi o ciuchy to muszę uważać, bo mam dużo bluz i kurtek ze sznurkami i czasem się w nie zaplątuję zsiadając z roweru, tego więc nie polecam. Nie zbyt wygodne, szczególnie latem, są też jeansy na rower, to też mówię z doświadczenia. W zasadzie to na rower ubieram się tak samo jak idąc na spacer czy do knajpy, dlatego też często zapominam o tych szczegółach... - przyznaje wrocławianin.

 Karolina

Karolina nie boi się zakładać na rower ani jeansów ani zwiewnych sukienek. - Kiedyś jeździłam cały czas na rowerze górskim, więc kiedy kupiłam sobie w końcu miejską damkę odkryłam, że na rower też można się wystroić! Czasem na rower zakładam nawet buty na obcasie i z radością stwierdzam, że nawet lepiej się w nich jeździ niż chodzi! - śmieje się wrocławianka. Dla mnie bardzo ważny jest koszyk przy rowerze, bo nie znoszę gdy torba obija mi się podczas jazdy. Po ostatnich upałach mogę jedynie odradzić zakładanie na rower jeansowych szortów... - kończy Karolina.

Maciek

Maciek zawsze pamięta o okularach. - Nie raz zdarzała się mucha w oku, więc okulary mam przy sobie zawsze. Roweru używam jak zwykłego środka transportu, jeżdżę nim wszędzie, do pracy, z pracy, na spotkania ze znajomymi, na zakupy i nie mam jakiegoś typowego rowerowego stroju, zapewne dziwnie bym wyglądał siedząc ze znajomymi przy kawie ubrany w kolarskie spodenki i koszulkę z tylną kieszonką na batonik - tłumaczy wrocławianin. - Najważniejsze dla mnie jest to, żeby ubranie było wygodne, a że obecnie moda też jest pro-rowerowa, mówię tu o zwężanych nogawkach spodni, nie muszę się obawiać o wkręcenie się ich w łańcuch. Przy rowerze nie mam żadnych koszyków ani sakw rowerowych, więc super sprawdza się kurierska torba.

tekst i foto: ulaj

Zgłoś uwagę