Rasowo i po męsku: Hugo Race w Firleju [ZDJĘCIA]

Trzy podmioty wykonawcze i trzy zupełnie różne koncerty jednego wieczoru – takie rzeczy tylko w Firleju. W piątek 21 listopada w lubianym przez poszukiwaczy muzycznych wrażeń klubie przy Grabiszyńskiej wystąpiła formacja Astral Tide, ekscentryczny Lambert oraz – jako gwiazda – Hugo Race, artysta najbardziej chyba kojarzony jako współpracownik Nicka Cave'a.

  • Hugo Race w Firleju fot. Tomasz Walków

    Hugo Race w Firleju fot. Tomasz Walków

  • Hugo Race w Firleju fot. Tomasz Walków

    Hugo Race w Firleju fot. Tomasz Walków

  • Hugo Race w Firleju fot. Tomasz Walków

    Hugo Race w Firleju fot. Tomasz Walków

  • Hugo Race w Firleju fot. Tomasz Walków

    Hugo Race w Firleju fot. Tomasz Walków

  • Hugo Race w Firleju fot. Tomasz Walków

    Hugo Race w Firleju fot. Tomasz Walków

  • Hugo Race w Firleju fot. Tomasz Walków

    Hugo Race w Firleju fot. Tomasz Walków

  • Hugo Race w Firleju fot. Tomasz Walków

    Hugo Race w Firleju fot. Tomasz Walków

  • Hugo Race w Firleju fot. Tomasz Walków

    Hugo Race w Firleju fot. Tomasz Walków

  • Hugo Race w Firleju fot. Tomasz Walków

    Hugo Race w Firleju fot. Tomasz Walków

  • Hugo Race w Firleju fot. Tomasz Walków

    Hugo Race w Firleju fot. Tomasz Walków

  • Hugo Race w Firleju fot. Tomasz Walków

    Hugo Race w Firleju fot. Tomasz Walków

  • Hugo Race w Firleju fot. Tomasz Walków

    Hugo Race w Firleju fot. Tomasz Walków

  • Hugo Race w Firleju fot. Tomasz Walków

    Hugo Race w Firleju fot. Tomasz Walków

  • Hugo Race w Firleju fot. Tomasz Walków

    Hugo Race w Firleju fot. Tomasz Walków

  • Hugo Race w Firleju fot. Tomasz Walków

    Hugo Race w Firleju fot. Tomasz Walków

  • Hugo Race w Firleju fot. Tomasz Walków

    Hugo Race w Firleju fot. Tomasz Walków

  • Hugo Race w Firleju fot. Tomasz Walków

    Hugo Race w Firleju fot. Tomasz Walków

  • Hugo Race w Firleju fot. Tomasz Walków

    Hugo Race w Firleju fot. Tomasz Walków

  • Hugo Race w Firleju fot. Tomasz Walków

    Hugo Race w Firleju fot. Tomasz Walków

  • Hugo Race w Firleju fot. Tomasz Walków

    Hugo Race w Firleju fot. Tomasz Walków

  • Hugo Race w Firleju fot. Tomasz Walków

    Hugo Race w Firleju fot. Tomasz Walków

  • Hugo Race w Firleju fot. Tomasz Walków

    Hugo Race w Firleju fot. Tomasz Walków

  • Hugo Race w Firleju fot. Tomasz Walków

    Hugo Race w Firleju fot. Tomasz Walków

  • Lambert w Firleju fot. Tomasz Walków

    Lambert w Firleju fot. Tomasz Walków

  • Lambert w Firleju fot. Tomasz Walków

    Lambert w Firleju fot. Tomasz Walków

  • Lambert w Firleju fot. Tomasz Walków

    Lambert w Firleju fot. Tomasz Walków

  • Lambert w Firleju fot. Tomasz Walków

    Lambert w Firleju fot. Tomasz Walków


Pierwszy na scenie pojawił się berliński (choć złożony z międzynarodowego grona muzyków) Astral Tide. Dopiero zaczynają, mają bardzo skromny dorobek (raptem jedna epka na koncie), ale dobrze rokują i mocno starają się, by ich zauważono. Chcą też, by ich usłyszano, ale chcą chyba za bardzo. Pisze się, że ich twórczość to „przytłaczająca mieszanka surowej intensywności, energii i melodyjnego grania”, we Wrocławiu pozostawili jednak po sobie głównie wrażenie przytłoczenia; było koszmarnie głośno, nieselektywnie i – w konsekwencji – wyjątkowo męcząco. Szkoda.

Antylopa za klawiaturą

Oddechem po tym występie był na pewno performance Lamberta. Ten skryty za maską antylopy pianista nagrał jak do tej pory dwa albumy i zdobył sobie renomę nie tylko wśród fanów jazzu. W Firleju wystąpił w towarzystwie kontrabasisty (również schowanego za maską) i ukoił znużoną koncertem Astral Tide publiczność kilkoma pięknymi, nastrojowymi kompozycjami. Był to bardzo udany występ, trudno było jednak nie zastanawiać się, po co i skąd te maski? Nieśmiałość, absurdalne poczucie humoru, ekstrawagancki pomysł na wyróżniający się wizerunek sceniczny? Antylopi image może i jest intrygujący, odciąga jednak uwagę od muzyki. A ta jest na serio piękna i obroniłaby się znakomicie bez żadnych dodatków.

Bez niespodzianek

Hugo Race i jego band pod nazwą The True Spirit zagrali natomiast tak, jak wszyscy się spodziewali. Rasowo, zawodowo, z knajpianym czujem, po męsku. Race promuje właśnie swoją najnowszą, bardzo dobrze ocenianą płytę pt. „The Spirit”, zagrał z niej więc kilka piosenek, m.in. „Man Check Your Woman”, „The Information”, „Sleepwalker” czy „Elevate My Love”, w setliście pojawiły się też utwory starsze, słowem – nikt z miłośników talentu Race'a nie mógł być zawiedziony. A tych może nie było w Firleju zbyt wielu (sala zapełniona mniej więcej w połowie), ale wyglądali na autentycznie przejętych „true fanów”. Dla takich ludzi warto grać, i Hugo Race grał dla nich z niewątpliwym zaangażowaniem. To zaangażowanie momentami trąciło nieco pretensjonalną manierą i niezbyt wysublimowanym aktorstwem, ale komuś o takim image'u, z taką historią i z takim repertuarem jak Race wybaczyć można wszystko.

Zgłoś uwagę