Misja specjalna Radosława Hyżego

Przerwa międzysezonowa Tauron Basket Ligi nie oznacza wakacji dla wszystkich. Radosław Hyży, asystent pierwszego szkoleniowca Śląska Wrocław, ma pracowite lato trenując z młodymi graczami WKS-u. Dodatkowo opowiada o różnicach w postrzeganiu koszykówki z pozycji parkietu i miejsca na ławce trenerskiej.

  • fot: archiwum


Po ostatnim dla Śląska meczu w sezonie 2015/2016 Emil Rajković zapowiedział, że przez najbliższe miesiące zawodnicy z młodzieżowych drużyn Śląska będą intensywnie trenować pod okiem Radosława Hyżego. Celem takiego zabiegu miało być przygotowanie juniorów do wskoczenia na wyższy poziom. Rajković stwierdził wprost, że oczekuje od młodych graczy, że będą gotowi do regularnych występów na ekstraklasowych parkietach. Ta misja została powierzona Hyżemu, który choć ma za sobą dopiero pierwszy rok w roli asystenta, nie zawahał się podjąć wyzwania. Dodatkowo, mówiąc kolokwialnie, ma z kim pracować, ponieważ pod jego batutą znaleźli się wicemistrzowie Polski do lat 20, którzy tytuł wywalczyli w lutym tego roku oraz ich o dwa lata młodsi koledzy, którzy powtórzyli ten sukces, również sięgając po srebro mistrzostw Polski w połowie czerwca.

Asystent Rajkovicia zapytany, czy trudno się trenuje w takim okresie, odpowiada, że wręcz przeciwnie. Okres po sezonie nazywa momentem „poprawiania własnych umiejętności”. Hyży zaznacza, że w trakcie sezonu nie ma na to czasu, bo wtedy trzeba ćwiczyć taktykę, zgranie, poświęcać czas na analizowanie przeciwników i podróże na mecze.

– Po sezonie należy trenować, nie odpoczywać. Mogę wtedy poprawić kozioł, lewą, prawą rękę, nauczyć się nowego zwodu, którym zaskoczę przeciwnika. Jak ktoś lubi koszykówkę, to nie będzie dla niego męczące, że musi jeszcze ćwiczyć dodatkowo po sezonie – zaznacza. Zapytany o wyróżniających się graczy, z którymi pracuje, nie chce do nikogo podchodzić indywidualnie, woli skupiać się na postępach czynionych przez całą grupę. Wyjątek zrobił jedynie dla Maksyma Kulona, stwierdzając, że gdyby ten trenował przez ostatnie cztery lata, tak jak w ostatnim miesiącu, to byłby w zupełnie innym, lepszym punkcie swojej kariery.

Zamiana koszykarskiego stroju na klubowy garnitur przyszła Hyżemu nadzwyczaj łatwo. – Zawsze marzyłem, by zostać trenerem, podoba mi się to. Lubię kontakt z zawodnikami, radzenie sobie z ich fochami – dodaje w swoim stylu. Poproszony o wskazanie największych różnic w postrzeganiu koszykówki oczami zawodnika i trenera mówi, że tak naprawdę za wiele różnic nie ma. Jednak jako zawodnik myślał, że łatwo jest ukryć przed trenerem swoje problemy, z którymi przychodzi się na trening czy mecze. Teraz z pozycji szkoleniowca potrafi „przeczytać” każdego gracza i widzi po nim, czy ma jakieś kłopoty i jak to wpływa na jego grę.  

– Poznanie się na trenerach następuje po czasie. Ja się nie obrażam, gdy ktoś mnie nie słucha, bo sam jak byłem młody nie zawsze słuchałem. Jednak po latach potrafię docenić to, co każdy z opiekunów których miałem mnie nauczył i mi przekazał. Teraz, w wieku 39 lat, jestem wdzięczny za to, co wpajali mi moi trenerzy, gdy miałem 17, 19 czy  dwadzieścia kilka lat. Dziś mówię to samo chłopakom, że być może dopiero po pewnym czasie docenią to, co robią dla nich ich szkoleniowcy. – opowiada o swoich doświadczeniach w zawodowej koszykówce. Dodaje przy tym, że ma w sobie dużo cierpliwości i jeszcze jako zawodnik nie spodziewał się, że będzie miał jej aż tyle. Główną zasługę w tej kwestii przypisuje swojej córce, która tak na niego wpłynęła.

Choć Radosław Hyży zakończył już karierę zawodniczą, to nadal między kolejnymi przeprowadzanymi treningami znajdzie odrobinę czasu, by trochę pograć. –  Przez tyle lat kariery nadal strasznie lubię ten sport. Nadal lubię sobie porzucać, ale już zdrowie nie te. Ale jak jest tak jak dzisiaj, gdy się lepiej czuję, to do razu sobie przypominam, że mogę więcej. – kończy. Efekty jego pracy poznamy już niedługo, kolejny koszykarski sezon zbliża się wielkimi krokami. Jeśli Hyży będzie potrafił zaszczepić w swoich podopiecznych taką pasję do tego sportu i wolę walki, jaką sam prezentował na parkietach, to o rozwój młodych graczy WKS-u można być spokojnym.  

Zgłoś uwagę