Pustka. Pustynia. Nic. – Bzdyl o Gombrowiczu

Nie ma w najnowszym spektaklu Wrocławskiego Teatru Pantomimy „Pustka. Pustynia. Nic.” klasycznej fabuły. Są za to plastyczne sceny, w które reżyser Leszek Bzdyl wpisał przemyślenia i frazy Gombrowiczowskie. Kto jednak ich nie dostrzeże z pewnością doceni piękno i elegancję gry aktorów.

  • "Pustka. Pustynia. Nic" fot. Tomasz Walków

    "Pustka. Pustynia. Nic" fot. Tomasz Walków

  • "Pustka. Pustynia. Nic" fot. Tomasz Walków

    "Pustka. Pustynia. Nic" fot. Tomasz Walków

  • "Pustka. Pustynia. Nic" fot. Tomasz Walków

    "Pustka. Pustynia. Nic" fot. Tomasz Walków

  • "Pustka. Pustynia. Nic" fot. Tomasz Walków

    "Pustka. Pustynia. Nic" fot. Tomasz Walków

  • "Pustka. Pustynia. Nic" fot. Tomasz Walków

    "Pustka. Pustynia. Nic" fot. Tomasz Walków

  • "Pustka. Pustynia. Nic" fot. Tomasz Walków

    "Pustka. Pustynia. Nic" fot. Tomasz Walków


Spektakl rozpoczyna się już w foyer Sceny na Świebodzkim – nagle milkną rozmowy, widzowie rozstępują się, robiąc miejsce Janowi Kochanowskiemu. Aktor z szarym ręcznikiem w rękach szuka kierunku i celu, następnie prowadzi widzów do wnętrza teatru.

Scenografia spektaklu jest bardzo oszczędna. Tworzą ją dwa trójkątne ostrosłupy – jeden miękki, stojący na scenie, drugi zawieszony nad nią. Aktorzy występują w przestrzeni, którą stanowi białe tło i podłoga.

Leszka Bzdyla interesują pojedyncze myśli i napięcia wynikające z „Dzienników” Gombrowicza, nie nazywa ich jednak, nie pokazuje palcem. Raczej chce oddać atmosferę niepewności, wiecznego poszukiwania formy, walki z nią. Aktorzy tworzą się na scenie – gra jest dla nich jednocześnie przyjemnością, ale też cierpieniem, walką z zewnętrznymi ograniczeniami. Tańcem, grą ciałem opowiadają o ograniczeniach ludzkiej natury, o tym, że życie, byt jest pewnego rodzaju grą z innymi i z sobą samym. W tę opowieść wpisują się też napięcia wynikające z seksualności. Oglądamy piękny taniec dwóch zakochanych w sobie kobiet – Agnieszki Dziewy i Moniki Rosteckiej. Odgrywają namiętność, fascynację, pożądanie. Paulina Jóźwin natomiast jest kobietą, która pociąga męskich bohaterów – zabiegają o jej uwagę, ale też starają się ją formować na swoje podobieństwo.

Jest w tym spektaklu miejsce na humor, na zabawę. Taka jest właśnie rola Jana Kochanowskiego. Jest zwykły, czyli autentyczny w tym co robi na scenie. Potrafi też w mistrzowski sposób pokazać dystans do odgrywanych postaci. Gdy Zbigniew Koźmiński staje nagi przed widownią Kochanowski ironicznym gestem rozciąga ręcznik, by go zakryć. Nie ma patetycznej nagości jest golas przykryty ręcznikiem. Publiczność śmieje się, choć chwilę wcześniej dała się ponieść podniosłej atmosferze. Gdy w pantomimie padają słowa, które wypowiada Zbigniew Koźmiński, postać kreowana przez Kochanowskiego schodzi ze sceny oburzona.

Leszek Bzdyl zaskakuje publiczność nakazując mimowi wypowiadać monolog o cierpieniu i męce, które rodzą się z wiedzy o naszych ograniczeniach w odbieraniu drugiego człowieka. Monolog niczego nie wyjaśni. Drugi człowiek pozostanie tajemnicą, zadaniem bez rozwiązania. Kluczem nie będzie też kartka z opisem sceny 14, którą otrzymują widzowie. Przed nimi jeszcze większa zagadka, rebus, a może bełkot szaleńca.

Można też „Pustkę. Pustynię. Nic” oglądać bez doszukiwania się odniesień do Gombrowicza. Leszek Bzdyl ułożył doskonale formalne obrazy – piękne, plastyczne, odkrywające możliwości, jakimi dysponuje ludzkie ciało. Aktorzy pantomimy panują nad każdym ruchem, każdym gestem, są idealni w swojej grze. Człowiek jest bowiem treścią tego przedstawienia – i aktor i widz.

„Pustka. Pustynia. Nic”, reżyseria Leszek Bzdyl, scenografia Maciej Chojnacki, muzyka Mikołaj Trzaska. Grają Agnieszka Dziewa, Paulina Jóźwin, Monika Rostecka, Jan Kochanowski, Zbigniew Koźmiński.

Premiera 8 marca we Wrocławskim Teatrze Pantomimy im. Henryka Tomaszewskiego. 

Zgłoś uwagę