Plany budowy szybkiej kolei "igrek" (Y) wzbudzają kontrowersje nie tylko w Polsce. U nas najpierw głośno było o protestach mieszkańców cichych obecnie wiosek, opodal których polskie "teżewe" mają przelatywać z prędkością trzysta na godzinę. Potem, gdy minister Nowak odsunął odjazd pierwszego superekspresu o trzydzieści lat, samorządy z końcówek igreka (Wrocław i Poznań) oraz z jego serca (Łódź), ruszyły do boju o budowę KDP (kolej dużych prędkości) bez zwłoki. Równolegle rozgrywa się sprawa brytyjskiego igreka – Y-shaped network between London and England's major regional cities, serving Manchester, Birmingham, Leeds.
Co zaskakujące, Wielka Brytania, kolebka kolei żelaznych, w superszybkich pociągach jest lepsza od Polski, ale nie aż tak jak Francja czy Hiszpania. Funkcjonuje tylko jedna trasa – z Londynu na kontynent pod kanałem La Manche. Ta linia ma być obecnie przedłużona na północ do Birmingham, a następnie jej dwa odgałęzienia (ramiona Y) powinny sięgnąć do Manchesteru i Leeds. Jednak, jak pisze w najnowszym numerze tygodnik "The Economist", jest przeciw budowie HS2 (High-Speed 2) silna "opozycja ekologiczna i ekonomiczna". Odcinek południowy, 220-kilometrowa "noga Y" pomiędzy Londynem i Birmingham przecina między innymi wzgórza Chilterns na północny zachód od stolicy, które, oprócz tego, że urzędowo zostały uznane za Area of Outstanding National Beauty (obszar kraju o niezwykłej urodzie),
fot. Jarek Strzałkowski
są zamieszkane przez licznych wyborców partii konserwatywnej. Stąd zamierzenie, by więcej niż połowę "nogi Y" ukryć w tunelach. To jednak budzi różne wątpliwości. Między innymi dlatego, że "tunele są nie tylko kosztowne w budowie, ale również dużo droższe jest ich utrzymanie, co zwiększa koszty eksploatacyjne, mówi Steven Hayter ze Stowarzyszenia Inżynierów".
|